poniedziałek, 30 stycznia 2012

8. Nie wszystko tak kolorowe

 Rozdział VIII
"Nie wszystko tak kolorowe"


    Rozbrzmiewa dzwonek. Zwykły, najzwyklejszy dzwonek. Jak w normalnej szkole. Jak w mojej szkole. Magowie wzdychają niechętnie i ulatniają się. Jedni rozpływają się w powietrzu, inny wznoszą się do drzwi umieszczonych wysoko na ścianach podziemnego holu, jeszcze inny jak normalni ludzie kierują się w stronę korytarzy odchodzących we wszystkie strony. Miejsce, w którym się znajdujemy, pustoszeje i cichnie. Teraz jestem tu tylko ja, Krzysiek, Agnes, Luno i Libertad. Uśmiecham się, cieszę się, że w końcu zostałam przyjęta przez kogoś ze zwykłą radością.
-Zaczniesz lekcje jeszcze dziś. Zaraz. - mówi wódz Sfery Magów. Uśmiecham się jeszcze szerzej, zadowala mnie ta perspektywa. Zaczynam traktować wszystkie mające ostatnio miejsce wydarzenia jak dobrą zabawę. Pomaga mi to. Przestaję się bać i zastanawiać się czy mają one jakikolwiek sens.
-No więc, gdzie mam iść? - pytam podekscytowana.
-Uspokój się. To nie będzie przyjemne. Nie będziemy uczyć cię lewitowania czy trzymania w powietrzu przedmiotów, lecz silnej magii, która ma pokonać Zło. TO NIE JEST ZABAWA.- ostudza mój zapał Luno. Świetnie. Więc moje chwilowe pozytywne podejście do zaistniałem sytuacji odpływa w niepamięć. Patrzę na niego z niechęcią i przytulam się do Krzyśka. Czuję kojące ciepło jego ciała, delikatny oddech na szyi. To zadziwiające, jak ten facet na mnie działa. Agnes spogląda na nas ukradkiem. Ma stęskniony, zazdrosny wyraz twarzy. W jej czarnych oczach widać ból. Postanawiam sobie, że muszę dowiedzieć się, o co chodzi z nią i Luno. Libertad odwraca się w stronę dużych ciemno fioletowych drzwi znajdujących się po naszej lewej stronie. Wrota otwierają się.
   Moim oczom ukazuje się wielka sala ze złota. Wszystko jest ze złota! Złoty parkiet, złote ściany wysadzane diamentowymi obrazami przedstawiającymi jakieś postacie. Złoty tron na końcu sali. Złote krzesła. Złote lampy zwisające ze złotego sufitu.Złoty stół nakryty pozłacanym obrusem. Złote rzeźby, złote kwiaty! Złote ramy okien zza których wcale nie widać nieba i lasów, lecz dziwny biało-fioletowy płyn o galaretowatej konsystencji. Robi mi się wręcz słabo od tego przepychu. Czuję się jak w pałacu króla Midasa.
-To gabinet dyrektora. Czyli mój. - zabiera głos Libertad - Będziemy tutaj ćwiczyć, bo niestety nie mamy czasu na umieszczenie cię na zwykłych zajęciach z innymi uczniami. Jednak najpierw chciałabym zaprowadzić cię do twojej habitación. Pewnie jesteś zmęczona. Będziesz mogła wziąć prysznic lub kąpiel, jak wolisz. Elfy przyniosą ci także coś do jedzenia.
Czuję, jak burczy mi w brzuchu. W sumie jestem też niebywale zmęczona. Ledwo trzymam się na nogach, a powieki same mi się zamykają. Marzę o gorącej kąpieli i położeniu się do łóżka. Libertad idzie w stronę złotego tronu. Ruszam za nią. Zauważam, że za tronem znajdują się niewielkie drzwi wtapiające się w ścianę. Czyżby ukryte drzwi? Jeśli tak to właśnie poznałam jedno z tajnych przejść w Sferze Magów. Szybko.
   Muszę się schylić, aby zmieścić się w tym dziwnym ciemnym korytarzu. Libertad mieści się bez trudu. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, przecież jest ode mnie wiele większa. Jednak jestem zbyt zmęczona, aby o cokolwiek ją pytać. Luno, Agnes i Krzysiek zostali w złotym pomieszczeniu. Czuję się niepewnie nie mając u boku Krzyśka, ale najwyraźniej nie mógł z nami pójść. Bolą mnie plecy od ciągłego kulenia się, nie mogę się już doczekać końca drogi. W końcu dostrzegam światło. Zielone i delikatne. Słyszę skrzypnięcie drzwi. Wychodzę z korytarza a moim oczom ukazuje się mały pokój o żółtych ścianach. Stoją w nim dwa pojedyncze łóżka, jedno nakryte żółtym kocem ( o takim samym odcieniu jak ściany ), a drugie nawet nie pościelone, ze zwiniętą w rulon kołdra i poduszką leżącą na miejscu wyznaczonym dla nóg. Domyślam się, że już ktoś tu mieszka. Nad tym łóżkiem wisi plakat przedstawiający młodą dziewczynę ubraną w jaskrawo niebieską pelerynę ledwo zakrywającą pośladki. Zwracam również uwagę na jej różowe postrzępione włosy. Dziewczyna trzyma w ręku mikrofon, a u dołu plakatu widnieje napis 'Melandra'. Domyślam się, że to jakaś sławna w tej Sferze piosenkarka, najwyraźniej idolka mieszkanki tego pokoju. W pomieszczeniu stoją też dwa biurka, dwie szafy, dwa krzesła i jedna wielka kanapa. Jedna część pokoju jest idealnie posprzątana, druga idealnie zabałaganiona. Uśmiecham się, wyobrażam sobie jak roztrzepana musi być dziewczyna mieszkająca tutaj. Wiem, że to dziewczyna, ponieważ na biurku stoi mnóstwo pomadek, lakierów do paznokci, cieni do oczu. Oczywiście mogę się mylić, być może tutaj także mężczyźni się malują. Przypominam sobie wygląd Luna oraz innych magów spotkanych w wielkim holu i zaraz odsuwam od siebie tę idiotyczną myśl. Dostrzegam okno, zza którego widać ten sam dziwny płyn co z złotym pomieszczeniu. Patrzę na niego chwilę i zauważam, ze zmienia kolor! Teraz nie jest biało-fioletowy, a lekko różowy. Kręcę z niedowierzaniem głową. W tym świecie chyba wszystko jest możliwe. Przesuwam wzrokiem po pokoju. Widzę dwie pary drzwi. Na jednych wisi tabliczki 'ŁAZIENKA TYLKO DLA MAGÓW ZAGROŻONYCH Z HISTORII SFERY'. Zaczynam się śmiać. Ta dziewczyna coraz bardziej mi się podoba. Domyślam się, że drugie drzwi to prawdziwe wyjście/wejście. Odwracam się, aby zobaczyć, którędy weszłam ja i Libertad. Ale za sobą widzę tylko ścianę. Nie za bardzo wiem, co o tym myśleć. Ale naprawdę marzę tylko o śnie, mam jeszcze dużo czasu, żeby dowiedzieć się więcej i Sferze, w której tymczasowo przyszło mi żyć.
-Tu będziesz mieszkała. Razem z Kadmą. To mądry mag tylko trochę zbuntowany. Mam nadzieję, że jakoś się polubicie. To...hm...łóżko w dobrym stanie jest twoje. To samo dotyczy innych mebli. Łazienka jest...widzisz, gdzie jest łazienka. Wykąp się, przebierz i idź spać. W szafie masz wszystko, co potrzeba. Ja muszę wracać do obowiązków. Gdy będzie czas na naukę, ktoś po ciebie przyjdzie. Do zobaczenia Floro.- mówi Libertad i rozpływa się w powietrzu. Zostaję sama. Wzdycham ciężko. Siadam na łóżku i staram się zebrać myśli. szybko z tego rezygnuję, jestem tak wyczerpana, że powoli zapominam jak mam na imię. Chociaż w rzeczywistości sama nie wiem, jak mam na imię. Magom w holu przedstawiłam się jako Flora. Krzysiek mówi do mnie Asia. To dziwne, ale bardziej podoba mi się Flora. W sumie nigdy nie lubiłam swojego...ludzkiego imienia.
   Wstaję z łóżka i otwieram szafę, z której nie wysypują się ubrania. Moim oczom ukazują się stosy idealnie poukładanych bluzek, spodni, spodenek, bluz, bielizny, sukienek, spódnic, kurtek i żakietów. Otwieram drugie drzwi szafy i widzę równo wiszący komplet czarnych peleryn. Na dnie stoi około 15 par identycznych czarnych butów na płaskim obcasie. Jednak po drugiej stronie dostrzegam kilka par sandałków, pantofli, klapek, adidasów, trampek, a nawet glany! Patrzę na to wszystko jak zahipnotyzowana. Nigdy w życiu nie miałam w szafie tylu ubrań! Biorę świeżą bieliznę i luźno bluzkę z jakimś bajkowym stworkiem. Uznaję, że wygodnie będzie w tym spać. Podchodzę do biurka. teraz widzę, że obok niego wisi duże lustro, a pod nim znajduje się szafka, zapewne na kosmetyki. Otwieram ją i przekonuję się, że się nie myliłam. Tusze do rzęs, błyszczyki, pudry, fluidy, cienie do powiek, różnorakie kremy, żele, płyny do kąpieli i inne potrzebne do prawidłowego funkcjonowania i wyglądania preparaty. Na najniższej półce leżą też ręczniki. Biorę jeden oraz całą garść kosmetyków, dzięki którym może znów zacznę przypominać człowieka, a nie potwora. W końcu kieruję się do łazienki. Otwieram drzwi, a z moich ust wydaje się okrzyk zachwytu. Łazienka jest ogromna, na środku stoi wielka wanna, w której zmieścić się może chyba z 10 ludzi. Wokół niej stoją zapalone świece, które zapachem przywołują mi na myśl góry w lecie. Po lewej stronie widzę kabinę prysznicową, a po prawej umywalkę wmontowaną w zestaw kilku beżowych szafek. Nad nimi wisi lustro oprawione w grubą, drewnianą ramę. Wręcz biegnę do wanny. Odkręcam złote kurki i cała w mgnieniu oka napełnia się idealnie ciepłą wodą. Wlewam do niej jednego z płynów do kąpieli, woda zabarwia się na zielono i zaczyna pachnieć lasem. Ona staje się lasem! Nagle do moich uszu docierają dźwięki szemrzącego strumienia, świergot ptaków. Zrzucam ubranie i wskakuję do wody. Moje ciało odpręża się. Wyciągam się w wannie, czuję się jak u najlepszego masażysty. Chcę tu zostać. Zapominam, w jakim celu znalazłam się w Sferze Magów. Myślę tylko o tym, że chcę tu mieszkać. Chcę być magiem!
    Nie wiem, ile czasu mija, ale powoli zasypiam, więc postanawiam udać się do łóżka. Wycieram się idealnie miękkim ręcznikiem, zakładam idealnie miękki szlafrok wiszący przy wannie. Spoglądam w lustro i widzę, że moja twarz nie wygląda już tak strasznie. Wsuwam stopy w idealnie ciepłe białe kapcie. Wchodzę do pokoju, kładę się na łóżku. Zaczynam się śmiać, jest mi tak dobrze! Ubieram się w piżamę i wskakuję pod kołdrę. Układam się wygodnie, zamykam oczy. W mojej głowie już kształtują się jakieś piękne sny. Śpię. W końcu śpię. Nikt mi nie przeszkadza. W końcu! I wtedy słyszę, że drzwi się otwierają, a jakiś mężczyzna mówi: 'Wstawaj, Libertad cię wzywa'. Mam ochotę krzyczeć ze złości. Nie wytrzymuję i syczę: 'Pieprz się'. Zarzucam kołdrę na głowę. Czuję ból w ramieniu. Przeszywający ból.
-Nie masz prawa sprzeciwiać się Libertad. Rozumiesz? - mówi ten sam głos, tyle że tym razem przeraża mnie i sprawia, że mam ciarki.Wstaję powoli. Widzę rosłego mężczyznę ubranego w połyskująca srebrem pelerynę.
-Tak, rozumiem. - mówię, a mag łapie mnie za ramię i siłą wyprowadza z pokoju. Nawet nie zdążyłam się ubrać ani zjeść. Zresztą nigdzie nie widzę jakiegokolwiek jedzenia. Stwierdzam, że jednak nie wszystko jest tu tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać. 



Alicja Mazurek







wtorek, 24 stycznia 2012

7. Schody odkrycia

 Rozdział VII
"Schody odkrycia"


    Mam wrażenie, że czas się zatrzymał. Libertad patrzy na mnie wyczekująco. Nie słyszę nawet delikatnego szmeru, żadnego oddechu. Nie mogę pojąć, dlaczego wszyscy twierdzą, że ów wielki wódz jest u schyłku życia. Libertad jest wielka, potężna, taka piękna. Wzbudza we mnie podziw. Wygląda raczej na kogoś, kto właśnie przeżywa najlepsze lata swojego pobytu na Ziemi. Na jej obliczu nie widnieje ani jedna zmarszczka, dłoń, którą mnie dotykała, jest idealnie gładka i silna. W jej oczach tańczą iskierki tak charakterystyczne dla młodych, wierzących, że wszystko jest możliwe ludzi. Czuję niezwykły przypływ sympatii do tej wspaniałej kobiety. Chcę spędzić z nią dużo czasu, chcę uczyć się od niej wszystkiego, co potrzebne magowi. Chcę walczyć dla jej narodu. Zapominam o mamie, teraz to Libertad jest moją matką. Jest moim mentorem. Idolem. Jest bóstwem, które muszę wielbić. MUSZĘ. Moje serce wypełnia się miłością do maga. Zastanawiam się czy wódz Sfery Magów tylko na mnie tak działa. Patrzę na Krzyśka. Jest wpatrzony w Libertad tak samo jak ja, uśmiecha się szeroko, zdaje się promieniować miłością i radością. Agnes i Luno również przepełnieni są uwielbieniem, chociaż oni jakby mniej. Znowu patrzę prosto w oczy maga. Hipnotyzują mnie. Przyciągają do siebie. Szybciej oddycham, czuję, że moje serce przyspiesza. Pocą mi się dłonie. Znowu. To chyba stanie się moim znakiem rozpoznawczym. Moje ciało staje się takie lekkie. Jakby się unosiło. Patrzę w dół. Albo mam omamy, albo naprawdę wznoszę się lekko nad drewnianą podłogą. Jestem ponad Libertad. Mag musi zadzierać wysoko głowę, aby wciąż utrzymywać ze mną kontakt wzrokowy. Zaczynam się śmiać. Śmieję się głośno, wypełniam śmiechem całe pomieszczenie, powietrze drga. Tańczę. Wiruję. Wyrzucam ręce ponad głowę, zamykam oczy, jestem przepełniona szczęściem. Mogę zrobić wszystko! Pomogę każdemu, kto tylko poprosi mnie o pomoc! Pomogę Libertad, zrobię wszystko, o co tylko mnie poprosi, WSZYSTKO. Dla niej mogłabym nawet zabić. Tak, mogłabym zabić! Czym jest zabójstwo wobec spełnienia prośby takiego bóstwa? Niczym. Jestem taka szczęśliwa!
    Upadam. Spadam na drewnianą podłogę. Jest twarda, nabijam sobie kilka porządnych siniaków. Czuję jej zapach. Zapach, który teraz nagle napełnia mnie obrzydzeniem. Przypominam sobie, że od naprawdę długiego czasu nic nie jadłam ani nie piłam. Robi mi się niedobrze z głodu. Wymiotuję. Pokrywam drewnianą podłogę niebieskawym płynem. Głośno i ciężko oddycham. Czuję się okropnie.
-To było zaklęcie alegtos. Tak działają magowie Elmal. Manipulują twoimi uczuciami, wmawiają ci, że jesteś wręcz zakochany w nich i ich ideologii. Wmawiają ci, że kochasz Zło. A w końcu ty sam zaczynasz w to wierzyć. I potrafisz w imię Noche zrobić wszystko. Jesteś w stanie zniszczyć nawet swoich bliskich. Wojownicy Elmal są potężni, bo nie znają granic. Są potężni, bo znają magię Sfery Ducha. Mamy nadzieję, że i ty ją znasz. - słyszę głos Libertad. Unoszę głowę, by na nią spojrzeć. Tym razem wydaje się starsza, bardziej zmęczona. 
-Dlaczego...dlaczego to zrobiłaś...? - pytam z trudem poruszając wargami. Czuję, że zaraz zasnę.
-Chciałam sprawdzić, gdzie leżą twoje możliwości. Przepraszam. - mag wysuwa w moim kierunku dłoń, na której leży fioletowy maleńki liść - Zjedz to, lepiej się poczujesz.
Wkładam roślinę do ust, a ona rozpływa się. Ma ciekawy słodkawy smak. Rzeczywiście po kilku sekundach jestem mniej obolała, przestaję mieć zawroty głowy, a w żołądku nie czuję już skurczów. Chcę zapytać, co to takiego było, ale po chwili rezygnuję. "Pokażcie mi w końcu, jak mam wam pomóc!"- myślę. Wiem, że magowie i tak to usłyszą, a na rozmowę jestem jednak jeszcze zbyt słaba.
-Dobra. Zejdźmy do Gimnasio. - mówi wódz, a Agnes i Luno wykonują głowami ruch symbolizujący zgodę. Krzysiek podchodzi do mnie i bierze mnie pod ramię. Jest dziwnie oschły, ale nie ma czasu na wyjaśnienia. 
    Kierujemy się w stronę schodów, których wcześniej nie zauważyłam. Prowadzą w dół. Są kręte i zimne, czuję w bosych stopach przeszywający chłód. Mam przecież na sobie nadal tylko białą, porozcinaną koszulę. Trzęsę się. Magowie chyba to zauważają, gdyż nagle czuję ( i widzę! ), jak na moich stopach pojawiają się czarne baleriny, a na ramiona opada ciemny płaszcz, taki sam jak peleryna Krzyśka, Agnes i Luna. Na schodach zaczyna robić się coraz ciemniej, w końcu potykam się o długą szatę i przed upadkiem ratuje mnie jedynie silne ramię Krzyśka. Agnes szepcze jakieś dziwne słowa, z jej dłoni strzelają błękitne płomyczki. Idziemy już kilka minut, a końca schodów nie widać. Zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem właśnie nie zostałam porwana.
-Och, przestań myśleć takie głupoty! Naprawdę ciężko jest znieść ludzkie myśli. Najszybciej powinniśmy ją nauczyć pensamientos. - mówi poirytowanym głosem Agnes. Mam wrażenie, że wszyscy są na mnie źli, chociaż nie mam pojęcia, co złego zrobiłam. Staram się NIE MYŚLEĆ, ale niestety wcale mi to nie wychodzi. W mojej głowie pojawiają się obrazy mnie i Krzyśka podczas wspólnego wypadu w góry, kiedy to złamałam nogę. Jaka ze mnie niezdara! A to ja miałam wtedy uczyć go jeździć na nartach. Niestety tak się złożyło, że mój chłopak w ciągu 2 godzin śmigał już o wiele lepiej niż ja po 7letnich corocznych 2tygodniowych wyjazdach w góry. Wspominam jak czule znosił mnie ze stoku wprost do budki obsługi. Przyjechała karetka, a Krzysiek, trzymając mnie za rękę, płakał ze śmiechu. Ja też płakałam, wprawdzie z bólu, ale można powiedzieć, że wtedy podobnie objawiały się nasze emocje. Teraz jestem tu jakby całkiem sama, nikt nie trzyma mojej ręki, nikt nie jest dla mnie miły. W oczach zbierają mi się łzy. Przez tą całą Sferę Magów stałam się rozbeczanym bachorem. Nic dziwnego, że Krzysiek nawet mnie nie przytula. W dodatku za pewne wyglądam po prostu strasznie. Mrugam, a krople łez spadają na policzki. Staram się robić wszystko, aby nikt tego nie zauważył, ale najwyraźniej nie jestem dobra w udawaniu. Krzysiek zatrzymuje mnie, odwraca w swoją stronę i patrzy mi prosto w oczy:
-Wiem, że pewnie przejmujesz się w tym momencie swoimi rozczochranymi włosami, spierzchniętymi ustami i rozmazanym tuszem do rzęs, ale ja kocham cię zawsze, bez względu na to, jak wyglądasz. Rozumiesz? Po prostu się o ciebie boję. I sam nie wiem, co robić. Nie radzę sobie z tą sytuacją, mam 19 lat i dowiedziałem się, że jakaś Postać podzieliła Świat na 5 Sfer, że moja dziewczyna jest córką Pani Nocy, a ja półmagiem walczącym w imię Dobra. To brzmi jak dobry żart, ale tam, gdzie walczyłem, widziałem zbyt wiele. To coś więcej niż nasze ludzkie wojny. To coś, co wykracza ponad moją wyobraźnię.- w oczach Krzyśka widnieje ból zmieszany ze strachem i odrazą. Dobrze, że nie mam daru widzenia myśli, chyba nie chciałabym zobaczyć tego, co tak przeraża mojego mężczyznę. Chłopak szybko mnie obejmuje i wyciąga w moją stronę dłoń. Dalszą drogę pokonujemy już trzymając się za rękę.
    W końcu do moich uszu dociera dziwny dźwięk, jakby strzelającego ognia. Po chwili widzę kolorowe smugi światła. Schody się kończą. Zjawiamy się w ogromnej jaskini pełnej setek magów w czarnych pelerynach. Są wszędzie. Unoszą się w powietrzu, stoją nieruchomo z zamkniętymi oczami, tańczą, czytają grube księgi oprawione w skórę, rozmawiają, otaczają się kulami podobnymi do tej, którą ja wytworzyłam. Przyglądam się im jak zahipnotyzowana, jestem zachwycona!
-Trafiliśmy na przerwę. Dlatego wszyscy są w holu. Podczas lekcji magowie są w oddzielnych Gimnasio. - wyjaśnia Libertad, a ja już bardzo chcę do nich dołączyć. Puszczam rękę Krzyśka i idę w kierunku magów-uczniów. Nagle rozmowy zostają przerwane. Magowie wpatrują się we mnie wzrokiem, z którego wyczytać można szacunek. Unoszą ręce w górę. nad ich głowami tworzy się zielona kopuła. Skłaniają nisko głowy. "Estimacion"- szepczą. Mam gęsią skórkę i motylki w brzuchu. Nie wiem, jak zareagować.
-To powitanie władcy w Sferze Magów. Oni już uznali cię za władcę. I jedyną nadzieję. Teraz nie możesz się wywinąć. - mówi mi na ucho Krzysiek i uśmiecha się. Ma rację, teraz już nie mogę się wywinąć. Uśmiecham się niepewnie:
-Cześć. Flora jestem.
Wszyscy wybuchają śmiechem. Tym oto sposobem, po raz kolejny udowadniam, że jestem tylko głupią nastolatką. A mimo to magowie podchodzą do mnie i czule mnie przytulają. Więc jednak ludzie prawie wcale nie różnią się od magów. Może są tylko mniej życzliwi. Ludzie oczywiście.



Alicja Mazurek




poniedziałek, 23 stycznia 2012

6. Ja, wielki mag.

 Rozdział VI
"Ja, wielki mag"

    "Lądujemy" w dużym ciemnym pokoju z kamienia. Na środku pali się kominek z jakimś dziwnym ogniem o zielonkawej barwie. Płomienie zdają się na nas spoglądać. Na ścianach wiszą obrazy przedstawiające kwiaty, drzewa, góry, strumienie. Cała "powieszona na ścianach" natura, tak samo jak płomienie w kominku, jakby na nas patrzy. Krzysiek trzyma mnie za rękę. Mam spoconą dłoń. Sama nie wiem czy ze strachu, czy z gorąca, które poczułam zjawiając się w tym pomieszczeniu. Rozglądam się dookoła. Na drewnianej podłodze leżą dywany ze skór zwierząt. Chyba zaczynam mieć jakąś obsesję, bo i one wydają się mieć zwrócone na mnie oczy. Marszczę brwi i patrzę niepewnym wzrokiem na Krzyśka. On uśmiecha się do mnie i po chwili odwraca się w stronę Luno. Szukam odpowiedzi u Agnes, patrzę na nią uporczywie a ona nagle wybucha śmiechem.
-Nie, nie masz obsesji, nie zwariowałaś- mówi, wręcz dusząc się ze śmiechu, Agnes.
-Skąd...skąd ty wiesz, o czym pomyślałam...?- pytam zszokowana. Próbuję sobie przypomnieć, czy przypadkiem nie wypowiedziałam moich obaw na głos.
-Bo widzisz, ja słyszę każdą twoją myśl. Luno też. Taki dar magów.- chichocze głupio Agnes. Jestem na nich zła, sama nie wiem, dlaczego. 
-Wiedziałeś o tym?- pytam szorstko Krzyśka.
-Ym...no tak. Myślałem, że ty też wiesz.- odpowiada mój chłopak i próbuje mnie objąć. Wyrywam się i odwracam tyłem do niego i magów. Wiem, że zachowuję się niedojrzale, jak małe dziecko, gdy mama nie chce mu kupić lizaka, ale potrzebuję tego. Potrzebuję przez chwilę znów stać się normalnym człowiekiem, z normalnymi problemami. 
    Tęsknię za mamą. Ona by zrozumiała moje obawy, wytłumaczyła wszystko powoli i dokładnie. Na pewno nie zachowała by się tak jak Luno i Agnes. Magowie, wielkie mi co. Bezmyślni egoiści. Niczego mi tak naprawdę nie wytłumaczyli. Jakim cudem mogę być dzieckiem Noche, skoro moimi rodzicami są Marek i Grażyna Jędrzejewscy?! Bez sensu. Nic nie rozumiem. Nie jestem żadnym magiem. Jestem głupią nastolatką, która nawet fizyki nie umie. Jestem tak zwyczajna, że już zwyczajniejszym nie da się być. Jestem wściekła. Mam ochotę coś rozwalić. Gdybym była w domu, włączyłabym "Master of puppets" i po jakimś czasie złość by mi przeszła. Ale jestem w Sferze Magów. W jakimś chorym miejscu, o którym przez 17 lat swojego życia nigdy nie słyszałam. Jestem taka zła!
-Aśka! Uspokój się!!!!- słyszę krzyk dochodzący jakby zza ściany. Podnoszę głowę i widzę wielką czerwoną kulę dookoła mnie. Otwieram usta ze zdziwienia. Nie mam pojęcia, co to może znaczyć. Zerkam na moje dłonie. Są rozgrzane, osnute ognistą mgłą. Stwierdzam, że wyglądają na bardzo poparzone, jednak nie bolą mnie, czuję w nich raczej jakąś dziwną moc. Złość uchodzi ze mnie niczym powietrze z balona, a ręce przybierają normalny kolor. Otaczająca mnie kula także znika. Agnes i Luno patrzą na mnie z przerażeniem, Krzysiek ze złością. Podchodzi do mnie, łapie mnie za ramiona, potrząsa mną silnie i krzyczy:
-Coś ty sobie myślała?! Mogłaś nas zabić!! Twoje defensa było niebezpiecznie silne!
-Ale ja...ja nie wiem, co to było...- mówię ze łzami w oczach - Przepraszam, nie chciałam...
-Nie, to ja przepraszam! Myślałem, że wiesz. Myślałem, że już cię czegoś nauczyli. Myślałem...O boże, przepraszam! Nie wiem...nie wiem co się ze mną dzieje... - Krzysiek patrzy na mnie spojrzeniem przepełnionym bólem. Widzę, że on też się boi. Przytulam się do niego. Trwamy w uścisku kilka sekund, które przynoszą tak wiele ukojenia. W końcu odrywam się od niego i zwracam się do Agnes:
-Możesz mi wytłumaczyć, co to było? Co zrobiłam? I...dlaczego?!
-Zaklęcie defensa. Albo zresztą nie wiem. To równie dobrze mogło być ataque. Nigdy...nigdy nie widziałam tak silnej kuli fuego.- odpowiada kobieta wciąż mając w oczach strach.
 -Ja też. Dlatego jesteśmy właśnie tutaj. Libertad powinna znać odpowiedź.- dodaje Luno.
-Luno, powiedz mi tylko, dlaczego to się stało...? Przecież nie potrafię czarować!
-Podejrzewam, że twoje moce uaktywniły się po wejściu do Sfery Magów. Wcale nie musisz UMIEĆ czarować. Jesteś tak silna, że gdy jesteś pod wpływem silnych emocji, twój organizm tworzy sam dla siebie obronę. Za pewne teraz byłaś bardzo zdenerwowana, bo prawie nas zabiłaś. Użyłaś niezwykle mocnego zaklęcia obronnego. Obrona plus atak. Najwyraźniej twoja sfera duchowa stwierdziła, że jesteśmy dla ciebie zagrożeniem. No i wytworzyła kulę fuego, która jest pożarem dla sfery ducha. Ciało jej nie czuje, ale jest spustoszeniem dla twoim marzeń, pragnień i celów. Kula fuego niszczy wszystko to, co tworzy twoją osobowość. Dlatego jest tak groźna.
-Ja...ja nie wiedziałam...
-Wiem i wcale nie jestem na ciebie zły. Ani ja, ani Agnes, ani Krzysiek. Po prostu...przestraszyliśmy się. Żeby wytworzyć tak silną kule, trzeba być...
-Trzeba być samą Noche, nie oszukujmy się. Kula fuego to wytwór wojowników Elmal. To wytwór Noche. Tylko zwolennicy Zła znają prawdziwe zaklęcie przywołujące kulę. TYLKO ONI.- przerywa Lunowi Agnes. W jej głosie słyszę chłód, lodowaty dźwięk spadającego z dużej wysokości metalu. Przeszywa mnie dreszcz.
 -Agnes, przestań. Ona jest z nami. Jest po naszej stronie. Rozumiesz?
-To dlaczego jej fuego było rozmiarów zaklęć Noche?!
-Bo jest jej córką!!!
-Nie wierzę. Nie wierzę, że ona nią jest. Nie wierzę. W nic już nie wierzę. Nawet tobie nie wierzę! Dlaczego mój Znak Życia jest już prawie czerwony, a twój się odradza?! No, dlaczego?!  Nie wiesz co powiedzieć?! Odkryłam wasz spisek! Wszyscy...wszyscy jesteście Elmal! Wszyscy! Nie wierzę, nikomu nie wierzę!- Agnes wpada w histerię. Jej całe ciało otoczone jest czymś co przypomina grubą niebieską nić pajęczą pod wysokim napięciem. Z każdej strony lecą iskry, oczy maga przybierają przerażająco biały kolor. Luno i Krzysiek uginają nogi, wyglądają, jakby szykowali się do skoku. 
    Nagle słychać przeraźliwy huk, huk, który mi na myśl przywołuje wielkie lotnisko. W pokoju robi się jeszcze ciemniej, wszyscy zamieramy. Czuję, że nie mam czym oddychać. Robi mi się dziwnie duszno i słabo. Ogień w kominku gaśnie. Na jego miejscu pojawia się biała szata skrząca się we wszystkich kolorach tęczy. Spoglądam w górę i widzę przepiękną kobietę o długich blond włosach sięgających kostek. Nad jej głową unosi się kilka kolorowych maleńkich ptaków, które tańczą jakiś tajemniczy układ. Kobieta ma wielkie oczy otoczone złotymi rzęsami, rumiane policzki i srebrzyste usta. Z jej oblicza bije władza i moc. Agnes, Luno i Krzysiek klękają i kłaniają się nisko. Robię to samo.
-Wstań.- słyszę wysoki, ale wypełniający sobą całą przestrzeń głos - Wstań i spójrz na mnie.
Wstaję. Kobieta jest taka piękna. Sam jej widok sprawia, że mam ochotę klęknąć u jej stóp i składać jej hołd. Podchodzę bliżej. Czuję jej blask na sobie. Kobieta unosi prawą lśniącą rękę. Kładzie mi ją na głowie. Uśmiecha się. Mam wrażenie, że wlewa w moją duszę coś szczególnego, jeszcze nie wiem co. 
-To ona... - szepcze - to ona... - jej dłoń przesuwa się po mojej twarzy, studiuje dokładnie każdą jej część,  bada układ moich kości policzkowych, moje wargi, oczy, nos. - Jestem Libertad. A ty jesteś Flora, rodzona córka Noche, Pani Nocy. Córka Noche i Mariego, maga Bueno, po którym odziedziczyłaś sferę ducha.
Boję się odezwać. A tak bardzo chcę zapytać, kim w takim razie są osoby, które do tej pory nazywałam rodzicami.
-Grażyna i Marek to tylko pionki w grze Noche. Ona wiedziała, że zginie. Wiedziała, że jest u schyłku życia. Spłodziła cię z jakimś marnym magiem, którego akurat miała pod ręką. A potem przeniosła zarodek do łona twojej przyrodniej matki, która tak naprawdę była tylko marnym domem dla dzieła Noche. Nie wiem, dlaczego wybrała akurat ją, myślę, że sama Pani Nocy nie zna na to odpowiedzi. Działała w pośpiechu. Tak samo jak ja teraz. Umieram. I proszę cię o pomoc.- odpowiada Libertad na moje bezgłośnie zadane pytanie i klęka przede mną. Wódz Sfery Magów składa mi hołd. Kobieta-bóstwo. Mi. Aśce. Joannie. Jędrzejewskiej. Mi. Florze. Córce Noche. Mi. Wielkiemu magowi. Mi. Wybawcy. 


Alicja Mazurek
+ Karol Wiatrowski jest twórcą nazwiska oraz pomysłodawcą tytułu piosenki
:)



sobota, 21 stycznia 2012

5. Spotkanie

 Rozdział V
"Spotkanie"


    Upadam na podłogę. Obok dostrzegam Agnes, która łapie mnie za rękę i krzyczy: "nie puszczaj!". Szkło spada na całe moje ciało, czuję jak rozcina koszulę, ale nie dosięga skóry. To pewnie dlatego ubrali mnie w coś tak trwałego, przewidywali, że może wydarzyć się coś takiego. Widzę błękitne światło, które co chwilę odbija się od zbitych ścian. Słyszę głos Luna: "teraz!". Czuję ucisk w żołądku, ten sam, co podczas pierwszego spotkania z mężczyzną, jeszcze w moim domu. Kręci mi się w głowie, robi mi się słabo. Po chwili widzę tylko ciemność i ląduję na czymś miękkim.
    Obok leży ciężko dysząca Agnes. Luno stoi przed nami i na nisko ugiętych nogach oraz z zamkniętymi oczami rozgląda się po ciemnym pomieszczeniu.
-Czysto - mówi i spogląda na nas - nic wam nie jest? Flora cała?
-Tak, myślę, że nic nam nie jest- odpowiada roztrzęsionym głosem Agnes
-Tylko nie mów, że będziesz ryczeć, to takie ludzkie!- strofuje ją mężczyzna. Agnes z trudem przełyka łzy. Jest przerażona. Zresztą, tak samo jak ja. Tylko Luno wydaję się pozbawiony wszelkich emocji. 
-Co to było?- pytam cicho
-Atak Elmal. Przeszli już do siedziby głównej Sfery. Nie jest dobrze. Byłaś umieszczona w najbezpieczniejszym miejscu, jakie dotychczas znaleźliśmy.
-Luno, a co jeśli oni dowiedzieli się o jej istnieniu? Co, jeśli będą chcieli przeciągnąć ją na swoją stronę? Co jeśli zechcą...wskrzesić Noche?- w oczach Agnes znów pojawiają się łzy. Tym razem Luno podchodzi do niej, przytula ją i czule głaszcze po głowie. Agnes się rozkleja. - Boję się. Nie chce umierać.
-Przestań, nic ci nie będzie. Przecież jesteś ze mną. - Luno unosi jej twarz za brodę i spogląda jej prosto w oczy. Dziewczyna uspokaja się. A więc magowie mają uczucia. I w dodatku chyba łączą się w pary. Między nimi czuć chemię, widać uczucie. 
    Wtedy para przypomina sobie o mnie. Automatycznie odskakują od siebie, rumienią się, co wywołuje u mnie śmiech. Chichoczę jak idiotka, nie mogę przestać. Agnes dołącza do mnie. Wkrótce robi to też Luno. Śmiejemy się we troje, jakbyśmy właśnie wyszli z super komedii, a nie cudem uniknęli śmierci. Ale śmiech jest potrzebny. Jest nawet lepszy niż płacz. W trudnej sytuacji lepiej znaleźć coś, co nas rozbawi. Spojrzymy wtedy na dane wydarzenie z zupełnie innej strony, ze strony, która pomoże nam przejść przez rzekę z prawie całkiem suchymi stopami. Płacz jedynie sprawia, że czujemy się jeszcze bardziej bezsilni, że jeszcze bardziej się boimy. Płacz jest taki ludzki. 
    Mija kilka dobrych minut, zanim się uspokajamy. Jednak gdy śmiech mija, znowu powraca atmosfera napięcia i grozy. Luno i Agnes patrzą na mnie zniecierpliwieni. Zapomniałam, że nie powiedziałam im, iż pomogę im w tej dziwnej wojnie.
-Nie martwcie się, przecież to jasne, że wam pomogę. Tylko powiedzcie mi jak. Wytłumaczcie o co chodzi z tą całą magią. Dlaczego to Zło jest silniejsze? - zabieram głos, a oni od razu się ożywiają
-Wielkie dzięki! Jak to dobrze, że jesteś po naszej stronie. Dziękuję, dziękuję! - Agnes wręcz rzuca się na mnie i przytula mnie z całej siły. Uśmiecham się mimo woli, widzę, że ten mag ma ze mną wiele wspólnego. - Zło jest silniejsze, bo Dobro po prostu nie potrafi zabijać. Zabijanie je niszczy. Dobro nie może pomagać nam w walce, ono jedynie może się za nami chować i pomagać nam poprzez wlewanie w nasze serca odwagi i miłości. To pomaga, ale nie czyni nas silniejszymi od magów Elmal. Potrzeba nam kogoś takiego jak Libertad, kogoś tak silnego i mądrego. A jednocześnie młodego. Kogoś, komu nie grozi stracenie mocy. Bo my, magowie, pod koniec życia po prostu tracimy umiejętności czarowania. Moc z nas przechodzi na mury obronne Sfery. Nazywany to murami, ale to po prostu wielka kopuła stworzona z zaklęć i pozytywnych uczuć. Nasz mur staje się silniejszy przez starzenie się Libertad, ale Zło znalazło sposoby, żeby go osłabić, a nawet przebić. Niestety my nie wiemy, jak zrobić coś takiego z murami Sfery Elmal. Jesteśmy bezradni. Powoli zaczynami tracić wiarę w wygranie wojny. Przestaliśmy już nawet dostawać wiadomości od Postaci. Jakby nagle wszystko i wszyscy nas opuścili. Sfera Natury odgrodziła się od Zła i Dobra szczelnymi zaklęciami. Pomaga nam tylko Sfera Zjawisk, ale ona często nieświadomie sprzyja Złu. Pokładaliśmy nadzieję w półmagach ze Sfery Ludzkiej powstałych jeszcze w czasach, gdy wszystkie Sfery żyły w pokoju. Ale oni albo zbyt się boją, albo przechodzą na stronę Elmal. Nie mamy już siły do walki. Nasze życie uległo skróceniu. - Agnes unosi rękaw płaszcza i pokazuje mi przepiękną białą rękę, na której widnieje skrzący się na pomarańczowo okrągły znak. - To Znak Życia. Kolor pomarańczowy pokazuje jego schyłek. Kolor czerwony to śmierć. Znak Życia ma kolor naszej skóry, gdy się rodzimy, przechodzi w zieleń, gdy dorastamy, przybiera barwę żółtą w etapie dorosłości. Jeszcze kilka dni temu mój znak był zielony. To samo dzieje się z innymi magami. Giniemy. I nie potrafimy temu zaradzić, nawet Libertad nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Dlatego, gdy zobaczyliśmy, że potrafisz bez znajomości magii oprzeć się zaklęciu manipulación, stwierdziliśmy, że jesteś prawdziwym magiem. W dodatku bardzo silnym i mądrym, co widać w twoim umyśle. Pokładamy w tobie całą naszą nadzieję. Damy ci kilka podstawowych lekcji, pokażemy na czym polega magia i życie w Sferze Magów. Damy ci Pelerynę, abyś przestała się wyróżniać. Staniesz się jednym z nas. Staniesz się magiem Bueno, wojownikiem Dobra.
-Oczywiście, ale...czy moglibyście mnie zabrać do mamy? Do Krzyśka?- pytam nieśmiało. Owszem, bycie wybawcą świata to naprawdę fajna sprawa, ale tęsknie za nimi. 
-To niemożliwe. Przykro nam, ale twoja rodzina nie wykazała żadnych mocy magicznych. Jest ukryta w Podziemiach, tam czeka na koniec wojny. Ale nie martw się, oni nawet nie wiedzą, że trwają jakieś walki. Cały czas są pod wpływem zaklęcia. Smacznie śpią, a gdy obudzą się nawet po 100 latach, nic się nie zmieni w ich umysłach czy wyglądzie. Zwrócimy ich do Sfery Ludzkiej, gdy Świat będzie bezpieczny.
-A co...co z Krzyśkiem?
-Krzysiek okazał się bardzo silnym półmagiem! Walczy na północy. Możemy go wezwać, jeśli chcesz. 
-Naprawdę?! Proszę, zróbcie to! Tak bardzo za nim tęsknie! Nic mu nie jest? Na pewno potrafi walczyć? Przecież Krzysiek tak brzydzi się przemocy...
-I właśnie dlatego nie zwrócił się przeciwko nam. Jest wspaniałym wojownikiem Bueno. Wezwiemy go, ale nie mamy pojęcia, kiedy się tu zjawi. Na północy wciąż walczą, nie mają chwili wytchnienia. Krzysiek jest tam niezwykle potrzebny.
-Powiedzcie mu, że...że ja tu czekam. Proszę.- tym razem to ja jestem w stanie klęknąć przed nimi, aby tylko spełnili moją prośbę. Luno zamyka oczy i mamrocze coś pod nosem. Patrze na niego zdziwiona, ale Agnes uśmiecha się uspokajająco i puszcza mi oczko. Chichoczę cicho, a dziewczyna kładzie palec na ustach i mówi bezgłośnie, żebym nie przeszkadzała magowi. Panuje cisza. Jestem zniecierpliwiona i podekscytowana. W końcu Luno otwiera oczy i mówi rzeczowym jak zwykle tonem:
-Zaraz tu będzie.
 Z moich ust wyrywa się odgłos ulgi i radości. Czekam jak na szpilkach. Wydaje mi się, że minęło już kilka godzin, ale przecież wiem, że Luno dopiero kilka sekund temu przekazał mi radosną wiadomość. Zaczynam zastanawiać się, jak Krzysiek tu dotrze. Czy tak samo jak ja? Ale przecież on ma tu przybyć sam. A jest człowiekiem. I nie potrafi się...teleportować.
     Krzysiek pojawia się jakby znikąd. Powietrze zaczyna lekko drgać, pojawia się ledwo widzialna smuga zielonkawego dymu i oto staje przede mną mój ukochany. Czuję wielką gulę w gardle, zbiera mi się na płacz. Widzę, że on czuje to samo. Wygląda tak strasznie. Ma ten sam czarny płaszcz, co pozostali dwaj poznani przeze mnie magowie. Chuda, blada twarz. Podkrążone oczy. Wygląda tak, jakby przez ostatnie 10 lat walczył, a przecież minęło zaledwie kilka dni. Przypominam sobie słowa podsłuchanej jakiś czas temu rozmowy: "To Sfera Ludzka, tam czas płynie inaczej. U nas mogło minąć 100 lat, u nich zaledwie kilka godzin". A więc tak naprawdę nie wiem, od jakiego czasu mój Krzysiek jest wojownikiem. Patrzymy sobie w oczy. Podchodzę do niego powoli. On obejmuje mnie mocno. Szepcze mi do ucha, że bardzo mnie kocha, że tak strasznie tęsknił. Staram się wyczuć jego zapach, ale prócz krwi, brudu i bólu, nie czuję nic. Mam wilgotne oczy. Ale nie chcę płakać, przecież to on naraża życia, nie ja. 
-Jak długo tu jesteś?- pytam cichutko, aby tylko on mnie słyszał
-Nie wiem. Może miesiąc. Tu nie liczy się czasu. - odpowiada i przyciska mnie do siebie jeszcze bardziej - Tak bardzo tęskniłem.
 -Ja też. 
-Wiesz już o Sferach? O Noche i Libertad? Wiesz o wojnie? I kim jesteś?
-Tak, wiem. Boję się.
-Nie bój się, nic ci się nie stanie. Przecież jesteś tu ze mną.- zapewnia mnie Krzysiek, tak jak wcześniej Luno zapewniał Agnes. Wierzę mu. Wierzę w każde jego słowo. Wiem, że z nim nic mi nie grozi. 
     -No dobra, wystarczy tych czułości. Flora, musisz zacząć pobierać lekcje. Trzeba wysłać cię do Libertad. Krzysiek, musisz wracać na północ.- komenderuje Luno
-Nigdzie nie wracam. Będę tu, z Aśką.- stanowczo mówi mój chłopak i ściska moją rękę
-Nie możesz! Musisz walczyć, jesteś nam potrzebny!
-Jestem potrzebny Asi. Ona jest potrzebna mi. Agnes ma ciebie. Pozwól, że Asia będzie miała mnie.
Luno waha się, ale Agnes patrzy na niego jakimś szczególnym spojrzeniem. Wydaje mi się, że rozmawiają w myślach. To ciekawe, też bym tak chciała. Można byłoby rozmawiać całą lekcję i nikt by nawet nie zauważył! Ale zaraz kończę te głupie rozmyślania. Jestem w Sferze Magów. Jestem na wojnie. Jestem magiem.
-No dobra. Możesz iść z nami. - zezwala w końcu Luno, a mi kamień spada z serca. Uśmiecham się do Krzyśka, on odwzajemnia uśmiech. Może nie potrafimy rozmawiać jak Agnes i Luno, ale mimo to wiemy, co mamy na myśli. Przytulam się do niego.
-Uważaj, teraz może ci się trochę zakręcić w głowie.- ostrzega mnie chłopak, ale ja już wiem, co mnie czeka. Przecież teleportowałam się już dwa razy. Znowu czuję ucisk w żołądku, ból w klatce piersiowej, kręci mi się w głowie. Ale tym razem wcale się nie boję. Jestem z Krzyśkiem. Jestem z kimś, kto ochroniłby mnie nawet przed samą Noche.




Alicja Mazurek



piątek, 20 stycznia 2012

4. Opowieść o Pięciu Sferach

  Rozdział IV
"Opowieść o Pięciu Sferach"


     Leżę obok Krzyśka, wtulam się w jego silne ramiona. Do moich nozdrzy dociera tak charakterystyczny dla niego zapach. Najpiękniejszy zapach tego świata. Czuję jego wzrok na sobie. Piękne brązowe oczy otoczone długimi rzęsami. Jego dłonie głaszczą moje plecy, usta czule całują czoło. Czuję się dobrze i bezpiecznie. Uśmiecham się. Jeszcze bardziej się do niego przytulam, tak tęskniłam, tak bardzo tęskniłam. A przecież to był tylko...
    Gwałtownie otwieram oczy. Stoi nade mną Blady i kobieta. Wpatrują się we mnie uporczywym zimnym wzrokiem. Panuje cisza, wydaje mi się, że nikt nawet nie oddycha. Nie wiem, co powiedzieć, zresztą oni chyba też nie wiedzą. Przypominam sobie, co przed chwilą wykreowała moja wyobraźnia. Krzysiek... Jestem zła na tych... ludzi ( chociaż po podsłuchanej rozmowie nie do końca mam pewność co do ich pochodzenia ), bo pozbawili mnie poczucia spokoju i radości chociaż we śnie. Kobieta otwiera i zamyka usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale bała się lub nie była do końca pewna, co też chce mi przekazać. W końcu spogląda mi prosto w oczy i mówi:
-Jestem Agnes. Mag Bueno. 
-Luno, także mag Bueno- dołącza się do kobiety mężczyzna
-Aśka. Człowiek...- odpowiadam trochę niepewnie i wyciągam w ich stronę rękę. Nie reagują, więc opuszczam ją. Znowu zapada cisza. Chcę zadać im tyle pytań, że sama nie wiem od czego zacząć.
-No więc... ekhm... - jąka się Agnes - Pewnie chciałabyś wiedzieć, co się stało i...
-Czy chciałabym wiedzieć co się stało?! To chyba jasne, nie uważasz?! Ludzie zniknęli, nie wiem, gdzie jest Krzysiek, a raczej wiem, jest gdzieś u was, tyle że nawet nie wiem, kim jesteście i gdzie to 'u was' się znajduję. Już nawet sama nie wiem kim jestem! Mówicie o mnie Flora, chociaż mam na imię Joanna. W dodatku twierdzicie, że jestem jakimś magiem, dzieckiem kogoś, kogo nazywacie Noche. Kim jest Noche?! Moja mama na imię ma Grażyna, tato Marek i ma się dobrze, wcale nie został zabity przez jakieś chore zaklęcie. Co to ma być, Harry Potter?! - wybucham. Nie jestem w stanie dłużej tłumić w sobie emocji. Zbyt dużo się wydarzyło, zbyt dużo. Nawet nie wiem, w jakim czasie, nie wiem ile dni minęło od odkrycia, że nagle zostałam na świecie całkiem sama. W moich oczach pojawiają się łzy. Zaczynają płynąć po policzkach, ściekać po brodzie, po chwili mokry mam nawet cały dekolt. Nie potrafię powstrzymać tego potoku. Agnes i Luno stoją nieruchomo i patrzą na mnie zdziwieni, jakby nigdy nie widzieli łez. W końcu głos zabiera Luno:
-Może zacznę od początku, co ty na to? - przytakuję, a mężczyzna zaczyna opowieść.
    Dawno dawno temu Postać stworzyła Świat. Podzieliła go na pięć sfer. Sferę Ludzi, w której do tej pory mieszkałaś, Sferę Natury, Sferę Boską, Sferę Zjawisk oraz Sferę Magów. Na początku wszystko było dobrze. Sfery wiedziały o swoim istnieniu, wszyscy mieszkańcy porozumiewali się w jednym języku, żyli w zgodzie i przyjaźni. Ale pewnego dnia Człowiek stwierdził, że mądrzejszy jest od Postaci. Postać należała oczywiście do Sfery Boskiej, a Człowiek do Sfery Ludzkiej. Człowiek obmyślił plan, który miał strącić Postać ze szczytu Piramidy Świata. Ale Postać wcale nie była od Człowieka głupsza. Doskonale znała wszystkie jego myśli, pragnienia i czyny. Spokojnie zaczekała na noc, w której Człowiek chciał wcielić w życie swój plan i złapała go na gorącym uczynku. Obiecała mu, że jeśli przyzna się on do błędu, pozostawi go ona bez kary. Ale Człowiek był zbyt głupi i zbyt dumny. Oczywiście nie przyznał się do tego, że chciał popełnić tak przeraźliwy grzech, przez co Postać oddzieliła go od innych Sfer. Wymazała z jego pamięci wszystko, co o nich wiedział, uczyniła go ślepym i głuchym. Jednak wciąż nad nim czuwała. 
    Pozostałe cztery Sfery obserwujące to, co spotkało Sferę Ludzką, nie miały już żadnych wątpliwości co do potęgi Postaci. Zawarły traktat o wzajemnej pomocy w potrzebie i nie wtrącaniu się w życie innych Sfer bez potrzeby. Dzięki temu żyło się im dobrze i spokojnie, aż do dnia, w którym w Sferze Magów nastąpił rozłam.
    Postać podczas stwarzania Świata, stworzyła Dobro i Zło. Wierzyła, że dzięki temu w Sferach będzie panowała harmonia. Dobro odpowiedzialne było za Szczęście. Zło za Nieszczęście. Dzięki tym czterem czynnikom na Świecie zamieszkała Sprawiedliwość, a także Umiejętność Cieszenia Się Z Tego, Co Się Ma. Ale którejś nocy Zło zbuntowało się. Stwierdziło, że jest na tyle wielkie i potężne, że powinno mieć swoich wielbicieli i wyznawców. Dlatego zaczęło kusić mieszkańców Sfer. U Człowieka wywołało wojny i choroby, ale nie mogło uczynić nic więcej, gdyż Postać obdarzyła Człowieka Sumieniem, które straszliwie bolało po wybraniu drogi Zła. A Człowiek nie był odporny na ból. W Sferze Natury Dobro i Zło nie wyrządziło żadnych krzywd, gdyż Natura miała wielki Rozum. Sfera Zjawisk lubiła się bawić, lubiła niespodziewane burze i huragany, więc Zło uznało, że sfera ta zła już jest. Na szczęście myliło się. Największe spustoszenie Zło wywołało w Sferze Magów.
    Magowie lubili wynalazki, Magowie chcieli być jak Postać. Bo w rzeczywistości prawie wcale nie różnili się od Człowieka, byli jedynie obdarzeni wielką mocą i większą inteligencją, dzięki czemu nie próbowali zbyt wcześnie zniszczyć Postaci. Czekali na odpowiedni moment. I taki nastąpił, gdy Zło się zbuntowało. Wkroczyło do Sfery Magów i zapowiedziało, że razem są w stanie zawładnąć całym Światem, nawet Postacią. Magowie podzielili się na dwie grupy. Magów Bueno i Magów Elmal. Pierwsi służyli Dobru, a ich wodzem była Libertad. Drudzy byli zwolennikami Zła, walczyli pod przewodnictwem Noche. Rozpoczęła się wojna, której przebiegu nie warto opowiadać. Zginęło wielu Magów, przelało się wiele krwi. Ostatecznie zwyciężyło Dobro, a Libertad żyje do dziś i ma się bardzo dobrze. Jest główny wodzem Sfery Magów. 
    Noche została zniszczona, ale jej wszyscy zwolennicy niestety nie. Znowu rozpętała się wojna. Wojna, która teraz objęła już wszystkie Sfery. Istota zniknęła, ulotniła się i nie ma z nią żadnego kontaktu. Świat pogrążył się w chaosie. Dlatego Ludzie zniknęli. Przenieśliśmy ich wszystkich do Sfery Magów, gdzie zostają poddawani specjalnym próbom wytrzymałościowym mającym na celu określenie ich przydatności w walce ze Złem. Niestety, niektórzy już wybrali grupę Elmal i zwrócili się przeciwko nam. Światu grozi zagłada. Zło chce zniszczyć Postać, a jest tak silne, że wkrótce ją znajdzie, a Świat przestanie istnieć. Bo Świat bez Postaci nie może żyć, panuje między nimi ścisła symbioza, której Zło niestety nie rozumie.
   Libertad jest już stara. Nie ma potomków. Jej moc słabnie. Jedynym tak silnym Magiem jak ona jest dziecko Noche, którym najprawdopodobniej jesteś ty. Flora. To imię zapisane jest w twoich oczach. Imię, które Noche nadała swej córce. Jesteś nią! Gdybyś tylko chciała, mogłabyś nas teraz zabić. Ale proszę, pomóż nam. Pomóż całemu Światu. Pomóż Dobru. Proszę. - Luno patrzy na mnie błagającym wzrokiem, klęka na kolano. Agnes robi to samo. Nie mam pojęcia dlaczego, ale wierzę w każde ich słowo. Może to przez to, że przez całą opowieść widziałam każdą scenę, o której mówił Luno, słyszałam każdy dźwięk, czułam każdą emocję. Wyciągam ręce w ich stronę, uśmiecham się i już chcę powiedzieć, że owszem, pomogę im, niech tylko powiedzą mi jak. Ale nie mogę. Ściany białego pomieszczenia nagle rozpadają się na małe białe okruszki. Słyszę krzyk. Krzyczę.

Alicja Mazurek




3. Duerme

Rozdział III
"Duerme"

   Przyciskam ucho mocniej do ściany. Nic z tego nie rozumiem. Czuję się tak dziwnie, a jednocześnie... wspaniale! Przestaję się bać. Wstrzymuję oddech, aby jeszcze lepiej słyszeć rozmowę Bladego Mężczyzny z...no właśnie, jeszcze nie wiem z kim. A czuję, że muszę się dowiedzieć. W końcu rozmawiają o mnie! Zapominam, że nie wiem, gdzie się znajduję, że nie wiem, co stało się z moją rodziną ( ba! ze wszystkimi ludźmi! ), zapominam, że przed chwilą działo się ze mną coś naprawdę zaskakującego, jakby scena z filmu czy książki. Teraz liczy się tylko to, żeby dowiedzieć się, dlaczego jestem 'bardzo silna' i do czego, do cholery, mogę być tajemniczym IM potrzebna.
    -Po czym wnioskujesz, że jest silna? Jest po prostu magiem! Każdy mag przezwyciężyłby zaklęcie manipulación. Do tego nie trzeba być geniuszem- mówi ktoś o wysokim kobiecym głosie. W mojej głowie pojawia się obraz tej osoby. Młoda dziewczyna ubrana w taki sam czarny płaszcz jak Blady Mężczyzna, te same ciemne oczy, tak samo przerażająco biała twarz. Tylko usta jakieś inne, bardziej czerwone, pełne. Nie wiem skąd, ale wiem, że to, co pokazuje się w moim umyśle to nie wymysł wyobraźni, a najprawdziwsza prawda.
- Ty kretynko! Ona nie wie, że jest magiem!!! - krzyczy Blady wymachując rękoma. - Flora ma zwykłych rodziców, wychowała się w zwykłym świecie, chodziło do zwykłej szkoły! LUDZKIEJ szkoły. Ona nawet nie ma pojęcia, że istnieje ktoś taki jak magowie. Rozumiesz? Po tym wnioskuję, że jest silna. SILNA! Myślisz, że ty dałabyś radę pokonać kogoś takiego jak Libertad nie znając wcześniej zaklęcia, którym by cię obdarzyła?
-Nie, myślę, że nie... Ale przecież przed tym nie da się obronić nie znając defensa!
-Można. Można, jeśli tylko jest się dzieckiem...
Ale kobieta nie daje Blademu dokończyć. Z jej ust wydobywa się przeraźliwy krzyk, źrenice zaczynają nerwowo drgać. - Chcesz powiedzieć, że ona... że jest... nie, to niemożliwe!
-Możliwe. Przecież wiesz, jak wygląda sytuacja. Od kilku lat, dokładnie od 17, co jakiś czas dostajemy wiadomości, że dziecko Noche żyje. A Flora nie dość, że ma niezwykłe moce, ma też 17 lat. Odczytałem to z jej linii papilarnych. I te oczy...
-Tak, jej oczy tak bardzo przypominają oczy Noche... Ale to niemożliwe! Przecież Noche została zniszczona. Więcej niż 17 lat temu! Jakim cudem jej córka miałaby się pojawić na świecie?
-Nie zapominaj, że dziewczyna żyła w świecie ludzi. Tam czas płynie inaczej. Dla nas Noche mogła zostać zniszczona nawet setki lat temu, tam mógł minąć zaledwie rok.
-Tak... ale czy myślisz, że ona...może chcieć zrobić to samo, co zrobiła jej matka?
-Wątpię. Wygląda na dobrą dziewczynę. Wygląda na dobrego maga. Nic nie wiemy o jej ojcu, może był nim ktoś z podwładnych Libertad? Wiesz, jaki los go spotkał.
-Tak, straszliwa śmierć poprzez trafienie zaklęciem muerte... Nawet Libertad nie potrafiła rozpoznać, kim był ów człowiek wcześniej. I dlaczego Noche tak go potraktowała...
-I dlatego sądzę, że był on magiem Bueno. Noche poszukiwała dawcy, może ojciec Flory przechytrzył samą Panią Nocy. I za to spotkała go kara.
-Ale w takim razie dlaczego Noche nie zabiła dziecka?
-A jaka matka zabija własne dziecko? Za pewne miała nadzieję, że odziedziczy ono jej cechy. Że stanie się ono wojownikiem Elmal. Nie przewidziała jedynie, że sama może zginąć, zanim dziecko dorośnie.
-No dobra, ale co z tego wszystkiego wynika? Co z nią zrobimy?
-Nie wiem, nie mam pojęcia. Musimy z nią porozmawiać. Wyjaśnić jej, co się stało. Gdzie jest. I przede wszystkim kim jest.
-Opowiemy jej o wojnie?
-Tak, ale to ona zadecyduje czy chce brać w niej udział.
-Żartujesz?! Skoro ma takie wielkie moce, nie możemy jej dać wyboru! Musi nam pomóc!
-Eh, jaka ty jesteś głupia - Blady kręci głową i uśmiecha się z pogardą. - Oczywiście, że nam pomoże. Ale zrobi to z własnej woli. No może nie całkiem z własnej. W końcu mamy jej rodziców, dziadków, przyjaciół, a nawet tego chłopaka czy jak tam ludzie mówią na dawców.
-Tak, tak, chłopaka!
-A ty co się tak ekscytujesz? Widziałaś go?
-Tak! To znaczy nie! Tylko ten jeden raz, jak go przywieźli. - kobieta rozmarzonym wzrokiem spogląda w przestrzeń, czerwieni się. Czego ona chce od mojego Krzyśka?!
    W ogóle o co w tym wszystkim chodzi?! Flora? Jaka Flora? Zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno para rozmawia o mnie. Przecież mam na imię Aśka. A-Ś-K-A. A nie jakaś Flora. I kim jest Noche?! Libertad? Jacy magowie? Ja jednym z magów?! Mam mętlik w głowie, zaczynam być pewna, że już strasznie długo śnię. Znowu szczypię się w ramię, ale o dziwo NICZEGO nie czuję. Żadnego bólu. Szczypię się po raz kolejny. Znowu nic. Może to przez ten szok? A może w snach nic się nie czuje? Zaczynam też brać pod uwagę możliwość, że magowie nie czują bólu. Ale zaraz ją od siebie odrzucam. Magowie istnieją w bajkach! A nie w prawdziwym życiu pełnym sprawdzianów z chemii i problemów ze zbyt szybko odrastającymi włoskami na nogach. Znowu przykładam ucho do ściany. Ale teraz już nic nie słychać. Najwyraźniej sobie poszli. Albo po prostu wyobraźnia przestała płatać mi figle.
    Wracam do łóżka, które nadal pozostaje białą szpitalną leżanką znajdującą się w oślepiająco białym pokoju. Kładę się. Układam głowę na poduszce. Czarne długie włosy opadają wokół mnie jak aureola. Zamykam oczy. Oczy, które według Bladego i kobiety przypominają oczy jakiejś Noche. Rzeczywiście, moje oczy są inne, niż oczy wszystkich znanych mi ludzi. Wielkie i ciemne, z długimi gęstymi rzęsami. I źrenice, jakby ich nie było. Zlewają się w jedno z tęczówką.
    Myślę o Krzyśku. Przypominam sobie jego usta delikatnie muskające moje wargi. Dłonie przesuwające się po mojej talii. Tęsknie za nim, tak bardzo za nim tęsknie. Jestem zmęczona. Nie wiem, co się dzieje, nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem nawet, kim jestem. Chcę zasnąć. Chcę zasnąć. Chcę zasnąć. Albo obudzić się. Tak, właśnie tak. Chcę się obudzić z tego głupiego snu. Śmieję się w duchu, że będę mogła napisać niezłą książkę o tym śnie. Staram się uspokoić oddech.
-Widzisz? Ona chce spać, dajmy jej odpocząć. - słyszę głos kobiety gdzieś w pobliżu mnie - Duerme. - szepcze ona, a ja w końcu czuję rozluźnienie. A po chwili nie czuję już nic. Widzę ciemność. Kojącą ciemność.


Alicja Mazurek


czwartek, 19 stycznia 2012

2. Biel, żar i odrodzenie

   Rozdział II
"Biel, żar i odrodzenie"

    Budzi mnie przeraźliwy ból głowy.  Jakby ktoś rytmicznie wbijał mi w czaszkę wielki gwóźdź. Z trudem podnoszę ciężkie jak ołów powieki. Mam zamiar wstać z łóżka i wziąć apap. Podnoszę się. Nie jestem w swoim pokoju. Przypominam sobie wydarzenia wczorajszego dnia. Dnia? A może to działo się zaledwie godzinę temu? Może minął tydzień? Miesiąc? Rok? Tracę poczucie czasu. Znowu czuję ucisk w klatce, robi mi się słabo, nogi się pode mną uginają, są jak z waty. Kręci mi się w głowie, widzę ciemne plamy. Próbuję się uspokoić.
    Siadam na łóżku. Jest dziwne, jak te w szpitalu, tak samo niewygodne, tak samo cuchnące chorobami i środkami chemicznymi. Podnoszę białe prześcieradło. Łóżko też jest białe. Biała kołdra, biała poduszka. Białe łóżko stojące na białej podłodze. Białe ściany. Dopiero teraz zauważam, że mam na sobie białą, długą koszulę z długimi rękawami. Za szeroką, zbyt sztywną, tak nieprzyjemną w dotyku. Drapie mi skórę.
    Unoszę lekko rękaw i widzę, że całą rękę mam pokrytą dziwnymi czerwonymi krostkami. Całe ciało zaczyna mnie swędzieć. Drapie się po rękach, nogach, brzuchu. Swąd wcale nie ustaje, wręcz przeciwnie, przybiera na sile. Na czoło występuje mi zimny pot. Całe ciało mam pokryte lodowatym potem. Skleja mi on włosy. Jest mi przeraźliwie zimno, wstrząsają mną drgawki. Nie mam pojęcia co się dzieje, ale czuję się tak bardzo źle. Jakbym umierała. Nie wiem jak czuje się umierający człowiek, ale mam nadzieję, że lepiej niż ja w tym momencie.
    Zaczynam się dusić. Próbuję zwilżyć wargi śliną, ale w ustach nie czuję żadnego płynu. Upadam na podłogę. Zimną białą śliską podłogę. Zaciskam pięści, wbijam paznokcie w uda. Czuję ból w brzuchu, palący ból, jakby ktoś wrzucił mi do jelit rozżarzone kawałki węgla. Moje ciało paruje. Unoszą się nad nim gorące opary. Z ust i nosa bucha wręcz ogień. Jestem przerażona. Chcę umrzeć, chcę umrzeć! Krzyczę, wydaję okropne zwierzęcę dźwięki, nie panuję nad tym, co robię. Przyciskam się do podłogi, jest zimna, gasi płomienie, które pożerają moje ciało.
    I nagle wszystko mija. Ból ustępuje. Temperatura organizmu wraca do normalności. Czuję, że jestem silniejsza, zdrowsza, nie czuję głodu ani pragnienia. Jakbym na nowo się narodziła. Wstaję z podłogi. Przebiegam wzrokiem po ścianach. Widzę jakby więcej. Dostrzegam, że nie są wcale jednolicie białe. Gdzieniegdzie pojawia się jakaś smuga zieleni czy fioletu. I słyszę głosy! Biegnę w ich kierunku. Dopadam do ściany. Nigdzie nie ma żadnych drzwi, ale głosy stają się wyraźniejsze. Przykładam ucho do ściany. Jest chłodna, ale przyjemna. I nagle krótki przeraźliwy ból w skroni. Widzę go. Tego samego mężczyznę. Blada twarz, czarne oczy, ciemna peleryna. Widzę go i słyszę.
-Jest silna, tak jak przypuszczałem. Jest bardzo silna. Jest nam potrzebna. - mówi dziwnie poważnym i głębokim głosem. Głosem, który sprawia, że moja skóra pokrywa się gęsią skórką.


Alicja Mazurek


1. Łóżka puste, idealnie pościelone

   Rozdział I
"Łóżka puste, idealnie pościelone"


   Jak zwykle zaspałam! Czy mama nie mogłaby mnie obudzić? Ale ona oczywiście chce sobie pospać. Co ją to obchodzi, że jej biedne dziecko o 6.30 wychodzi na autobus. Pół godziny! Tak, tyle mi zostało. Nie mam pojęcia jak zdążę, ale muszę. Właśnie, muszę, to jest najgorsze. Muszę, bo mam ten głupi sprawdzian z chemii. Nie rozumiem, do czego przyda mi się obliczanie masy molowej, albo stosunku masowego. Kto w ogóle wymyślił, że trzeba się uczyć chemii? Chyba tylko biochem lubi ten przedmiot, a i w to zaczynam powątpiewać.
    Szybko się myję, ubieram i schodzę na dół. Ciemno jak w katakumbach. Otwieram lodówkę, jak zwykle nic nie ma. No trudno, zadowolę się herbatą i ciastkiem. Pełnowartościowe śniadanie, nie ma co. W końcu wychodzę z domu. Dziwne, ale nigdzie nie widzę Lorda. Lord to mój pies. Coś jakby dalmatyńczyko- pekińczyko- kundel. Ale piękny jest. Ma długą białą sierść i czarne plamki gdzieniegdzie. I taki kochany pyszczek. Dziwne, że go nie ma, bo zwykle odprowadza mnie na sam przystanek. Może poszedł do swojej dziewczyny. 
    Wychodzę na ulicę. Ciemno i cicho. Nawet wiatru nie słychać. Nigdzie nie pali się światło. Nie słychać psów, które zwykle witają mnie na drodze głośnymi szczeknięciami. Nie słychać kogutów, które zwykle pieją, aby obudzić swoich właścicieli. Nie słychać nic. Jakby świat się zatrzymał. Albo jakbym nagle ogłuchła. To by tłumaczyło, dlaczego nie słyszałam budzika. Ale nie, ze słuchem mam wszystko w porządku, przecież szykując się do szkoły słuchałam AC/DC, mojego ulubionego zespołu.
    Dochodzę do przystanku. Nikogo na nim nie ma. Dziwne, zawsze oprócz mnie jest chociaż jedna osoba. Sklepy, to dziwne, ale w sklepach nie świeci się światło, kraty z drzwi nie zostały zdjęte. Dzisiaj wszystko jest jakieś dziwne. A może coś mi się pomyliło i wstałam kilka godzin wcześniej? 
    Zerkam na zegarek. 6. 47. Autobus już powinien być. Spóźnia się, ciekawe dlaczego. 6. 59. Do tej pory nie było żadnego autobusu. A powinny być trzy. Zauważam, że nie widziałam jeszcze żadnego samochodu. Nic nie widać, nic nie słychać. Mgła. Dziwna ciemność. I cisza. Cisza i pustka. Przerażający spokój. Jakby wszystkie żywe istoty wyginęły. Wszystkie oprócz mnie. A co z mamą? Co z braćmi? Pobiegnę do domu i wszystko się okaże. 
    Wchodzę do domu. Do sypialni mamy. Łóżko puste, idealnie pościelone. Mama pewnie spała z Michałem. Biegnę do Michała. Łóżko puste, idealnie pościelone. Konrad. Łóżko puste, idealnie pościelone. Babcia. Dziadek. Wujek. Ciocia. Łózka puste, idealnie pościelone. Puste łóżka. Łóżka puste. Idealnie pościelone. Pościelone idealnie. Co się stało?! Co się dzieje?! Dzwonię do Krzyśka, mojego chłopaka. Sygnał w telefonie. Nikt nie odbiera. Pusty, wrogo dźwięczący sygnał. Dzwonię do przyjaciółki. Nie odbiera. Nikt nie odbiera! Co się dzieje? Co się dzieje?! Może to tylko sen. Szczypię się mocno w ramię. Nic się nie dzieje. Nie budzę się. To nie sen. Jestem przerażona. Gdzie się podziali ludzie?! Panika. Czuję , że serce podchodzi mi do gardła. Za chwilę nic nie czuję. Serce. Brak serca. Przeraźliwy ból w klatce. Rozglądam się dookoła, widzę tylko ciemność. Świat zaczyna wirować. Osuwam się na podłogę. Dziwne światło. Oślepiający błękitny blask. Blada twarz. Czarny płaszcz. Oczy tak ciemne, że ich spojrzenie aż boli. Zimny uśmiech. Lodowata dłoń. Lodowata dłoń dotyka mojego ramienia. To tylko sen, to tylko głupi sen. Uśmiech. Białe nienaturalnie równe zęby. Sztuczny uśmiech. To tylko sen. Błysk w oku. Błysk światła. Ucisk w żołądku. Biel. Przerażają biel. To tylko sen, to tylko sen. Proszę, niech to będzie tylko sen...


Alicja Mazurek