"Prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie"
Był zimny październikowy dzień. Właśnie dzisiaj w szkole
miało się odbyć przyjęcie z okazji Halloween. Każdy miał się przebrać za coś
lub kogoś strasznego. Postanowiłem upodobnić się do Nosala- nauczyciela od
matematyki, który miał ogromny nos. Już we
wrześniu zacząłem przygotowywać swoją kreację. Kupiłem czarną, puchatą perukę,
sztuczny nos z okularami, spodnie w zieloną kratkę oraz wściekle różową
koszulę. Naprawdę przypominałem naszego profesora, który kompletnie nie znał
się na modzie. Musiałem tylko włożyć jakieś ubrania pod bluzkę, ponieważ Nosal
miał tu i ówdzie nadmiar tłuszczyku. Moja koleżanka Anka zawsze lubiła
matematyka i była na mnie trochę obrażona za to przebranie. Jednak wierzyłem,
że gdy tylko zobaczy tę kreaturę, zacznie się śmiać i cała złość jej minie. A
więc, przebrany za nauczyciela matematyki, zadowolony poszedłem do szkoły.
Wszedłem do Sali gimnastycznej- tam miała się odbyć dyskoteka. Ujrzałem całe
tłumy czarownic, mumii, wróżek, chodzących dyń i czarnych kotów. Uśmiechnąłem
się, gdy zobaczyłem Anię. Była przebrana
za czarownicę. Miała na sobie długą czarną sukienkę, spiczasty kapelusz, a w
ręku trzymała miotłę. Podszedłem do niej i krzyknąłem: „cześć!”. Dziewczyna
spojrzała na mnie pogardliwie, a następnie odwróciła się do mnie plecami.
Przejąłem się jej zachowaniem. Nie chciałem, żeby moje wygłupy popsuły naszą
przyjaźń. Nie chcąc jej już dłużej denerwować, poszedłem do moich kolegów. Przez
cały bal Anka ani razu się do mnie nie odezwała, ani ze mną nie zatańczyła.
Zbliżał się już koniec zabawy. Chciałem podejść do Anki i z nią porozmawiać,
ale nagle pani od historii ogłosiła konkurs na króla i królową balu. Wszyscy
ustawili się w rzędzie. każdy po kolei wychodził na środek Sali i opowiadał, za
kogo jest przebrany. W komisji zasiadł matematyk, polonistka i fizyk. Zacząłem
się bać, że Nosal strasznie się na mnie zdenerwuje. Prezentowały się kolejne
osoby, aż w końcu przyszedł czas na mnie. Stanąłem przed nauczycielami i
powiedziałem:
-Mam na imię Karol. Przebrałem się za profesora Adama
Kozaka. Wybierając taki strój, nie chciałem nikogo urazić.
Ale Nosal nie zrozumiał moich słów. Okropnie się zezłościł.
Zrobił się cały czerwony i powiedział, że porozmawiamy na osobności. I nagle
usłyszałem głos Ani, który zaczął mnie bronić.
-Karol nie chciał, żeby pan się obraził. Pragnął po prostu
rozśmieszyć wszystkich tutaj zebranych karykaturą wspaniałego profesora- mówiła
moja koleżanka.
Po tych słowach na twarzy pana Adama pojawił się uśmiech, a
następnie nauczyciel zaczął się głośno śmiać. Niespodziewanie rzekł, że królem
balu zostaje Karol, a królową Ania. Byłem bardzo zdziwiony i ucieszony. Anka
podeszła do mnie i uśmiechnęła się. Zrozumiałem, że mi wybaczyła. Zaczęliśmy
tańczyć, a następna godzina dyskoteki była bardzo przyjemna.
Po tym
wydarzeniu zrozumiałem, że Ania jest moją najwspanialszą przyjaciółką, a
przysłowie „Prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie” jak najbardziej
słuszne.
Teraz widzę, jak śmieszne i być może głupie było to opowiadanie, ale wtedy duma mnie rozpierała. I uwierzyłam w siebie. Dzięki pani Ani B. uwierzyłam w siebie i zaczęłam pisać nie tylko do szuflady. Zaczęłam pokazywać ludziom moje małe dzieła. Dzięki pani Ani B. możesz poznać moją twórczość.
Pozdrawiam. :)
Hej, skorzystałem z zaproszenia i jestem :)
OdpowiedzUsuńJeżeli chcesz, abym podzielił się moimi uwagami, prześlij mi maila :)
Pozdrawiam
Łukasz
Zatem chwała pani Ani B. :>
OdpowiedzUsuńWidzę, że ciebie też polonistka w gimnazjum odkryła, jako dobrze zapowiadającego się literata. Miałam identycznie. Pozdrawiam. Znajoma ze szkoły.
OdpowiedzUsuńzapraszam do siebie jeśli chccesz: www.spojrzec.blog.onet.pl