„Poczwarka”
( 3 klasa gimnazjum )
Dawno, dawno temu w pewnej zaczarowanej krainie
żyła sobie dziewczynka o imieniu Lora. Imię miała iście magiczne i piękne, ale
jej ciało było bardzo brzydkie. W Dreams- bo taką nazwę nosiło miejsce, w
którym zyła Lora, wszyscy mieli długie, złociste włosy, wielkie, czarne oczy,
rumiane policzki i pełne, czerwone usta. Mężczyźni różnili się od kobiet
jedynie ubiorem i sylwetką, która u nich była bardziej umięśniona i
wysportowana. Jedyną istotą, która wyglądała inaczej, niż ci aniołowie, była
Lora. Jej włosy sprawiały wrażenie brudnych, oczy były niewyraźne, usta małe i
wąskie, a cera szara i po prostu brzydka. Nikt nie lubił Lory, nikt nie chciał
się z nią bawić. Dzieci nadały jej przydomek Poczwarka. Zresztą, nie tylko
dzieci ją tak nazywały. Dorośli również nie potrafili zaakceptować jej wyglądu,
jej odmienności. Tylko mama Lory pamiętała jej prawdziwe imię, ale i ona nie
potrafiła naprawdę pokochać swej córki. Lora wiodła smutne, samotne życie, aż
pewnego dnia...
-Lora, idź nad strumień nazbierać
troszkę serkwiatu! Jutro przyjeżdża do nas cioctka Herma z dzieciakami i chcę
upiec ciasto! Weź z kuchni koszyk i biegnij szybko!- rozkazała Lorze mama.
Dziewczynka była posłuszną córką, więc bez słowa sprzeciwu wzięła koszyczek i w
podskokach ruszyła nad strumyk. Na dworze było bardzo ciepło, ćwierkały
ptaszki, fruwały motylki. Zwierzęta zawsze lubiły Lorę i także tym razem dały
temu wyraz, siadając na jej ramionach i śpiewając specjalnie dla niej. Lora
zaczęła tańczyć przy wtórze tej melodii. Lubiła taniec, ale w Dreams należało
grać, taniec był czymś potępianym. Lora próbowała grać na wielu instrumentach,
ale nigdy jej to nie wychodziło. Jej mama uważała, że talent kiedyś ją
odwiedzi, ale ona wiedziała, że to nie prawda. Ona po prostu była stworzona do
tańca! Czuła się wtedy, jakby latała. Niestety, nie mogła często tańczyć i
spotykać się ze zwierzętami, ponieważ musiała pomagać w domu, gdyż jej mama
była już starszą kobietą i nie dawała rady sama zajmować się domem.
Lora kręciła piruety, skakała. śmiała się,
przynajmniej przez chwilę czuła się dobrze. I nagle usłyszała jakiś dziwny
dźwięk. Dochodził z wnętrza pnia drzewa. Lora zaczęła iść w jego kierunku. Po
chwili zrozumiała, że jest to płacz. w Końcu dostrzegła dziurę w pniu, a w
niej...maleńką, skrzydlatą wróżkę! Lora zamarła urzeczona tym widokiem. Wróżka
miała porcelanowej barwy twarzyczkę, krótkie, kręcone, srebrzyste włosy i
błękitne skrzydełka, które wciąż się poruszały. Miała na sobię krótką,
niebieskawą sukieneczkę z falbankami, przezroczyste pantofelki, a w maleńkiej
dłoni trzymała różdżkę, z której raz po raz wystrzeliwał snop błyszczących
iskierek. Ten idylliczny, slodki obraz niszczyły duże łzy, które utworzyły już
dużą, słoną kałużę wokół wróżki.
- Hej! Nie płacz, wszystko będzie dobrze!- powiedziała do istotki Lora.
Wróżka uniosła swe zapłakane oczęta, a gdy ujrzała Lorę, wybuchła jeszcze
większym szlochem. Po chwili, czkając, rzekła:
- Jesteś taka brzydka! Ale za to taka mądra, masz tak wilekie serce!
Stworzyłam tych wszytskich ludzi i stworzyłam też ciebie. Im dałam urodę, ale
tobie dałąm rozum. Różek powiedział, że nie mogę dać jednej istocie tych
właściowości. A ja chciałam, zeby moje stworzenia były idealne i najlepsze
chociaż pod jednym względem!
- Różek? Kim jest Różek? i kim ty jesteś?- zapytała skołowana Lora.
- No widzisz? Widzisz?! Oni odpowiedzieliby tylko: "aha". Jesteś
taka mądra, taka mądra!- rozpaczała wróżka.
- Ej, nie odpowiedziałaś na moje pytanie!- krzyknęła już poirytowana Lora.
- No dobrze, dobrze. Już ci wszystko opowiadam. Od samego poczatku.- wróżka
otarła łzy rękawem sukienki, potrząsneła różdżką, a wtedy kałuża wokół niej
wyschła. Potrząsnęła drugi raz, a Lora zmiejszyła się do jej rozmiarów!
Krzyknęła przerażona, ale maleńka kobieta zaczęła ją uspokajac. - Nie denerwuj
się, pomniejszyłam cię tylko na chwilę. Tak będzie nam się wygodniej
rozmawiało. Gdy skończę opowiadać, znowu będziesz normalnego wzrostu. Zgoda?
- Zgoda.- odparła Lora i usiadła na płatku kwiatka, który miał chyba służyć za
kanapę. Nie mogła się już doczekać, co ma jej do powiedzenia ta zadziwiająca
istota.
- Mam na imię Ila. Jestem wróżką stworzycielką. Posiadam moc stwarzania
nowych istot. Różek jest królem wróżek stworzycielek. To on decyduje, jak duża
może być nasza moc. Musimy go słuchać. Zresztą, Różek jest miły i każdy po
prostu chce być mu posłusznym. No, ale przejdźmy do rzeczy. Osiem lat temu
Różek powiedział, że przyszedł czas na mój pierwszy czar. Denerwowałam się
bardzo, ale od początku wiedziałam, co chcę stworzyć Ludzi! Wróżki
stworzycielki powoływały do życia zazwyczaj pieski, kotki, motylki, ale ja
chciałam wyczarować właśnie ludzi. Po 24-godzinnych mękach miałam już calą
wioskę- dzieci, dorosłych, starców. Wszyscy byli piękni i mądrzy, mieli
dosłownie wszystko! Byłam z siebie bardzo zadowolona, ale wtedy podszedł do
mnie Różek i rzekł: " Ildo, ludzie nie mogą mieć wszytskiego! Możesz dać
im trochę urody, rozumu, szczęścia, smutku, ale nie możesz ich wszytskich
uczynić ideałami!". Byłam głupia i postanowiłam, że wybieram urodę.
Wszyscy bylio tacy śliczni! Wyglądali, jak aniołowie! Nie potrafili liczyć,
pisać, ale nie przejmowałam się tym. Różkowi się to nie spodobało. Rozkazał, że
przynajmniej jednemy człowiekowi muszę dać rozum, bo inaczej to, co stworzyłam,
zginie szybciej, niż się pojawiło. I wtedy ujrzałam ciebie. Byłaś taka malutka
i słodziutka. Byłaś podobna do mnie. Chyba pokierowała mną zazdrość. Owszem,
chciałam, żeby ludzie byli piękni, ale nie piękniejsi ode mnie! Skierowałam
różdżkę w twoją stronę i odebrałam ci całą urodę. Twoją buzię wykrzywił
nieprzyjemny grymas, włosy straciły blask. Ale byłaś za to mądra! Będąc
niemowlęciem, miałaś w głowie więcej, niż wszyscy ludzie razem wzięci.
Ale teraz widzę, jak wielki błąd popełniłam. Mogłam dać ludziom po równo urody
i rozumu. Nie zrobiłam tego, a czaru nie da się cofnąć. Ach, jaka ja byłam
głupia!- Ilda po raz kolejny się rozpłakała. Lora natomiast siedziała
nieruchomo i nie wiedziała, co powiedzieć. Właśnie zrozumiała, że jest
wyjątkowa! Inna, czyli wyjątkowa! Nie gorsza. Była wyjątkowa! Wyjątkowa! Słowo
to wciąż tańczyło w jej głowie i sprawiało, że dziewczyna czuła się szczęśliwa!
Po raz pierwszy naprawdę szczęśliwa!
Baśń dobiega końca. Ale
twoja przygoda z dziewczynką-poczwarką wcale nie. Dziewczynka-poczwarka żyje
obok ciebie. Dziewczynka-poczwarka, która jeszcze nie zna historii
opowiedzianej przez wróżkę. A może ty jej ją opowiesz? Może spojrzysz na
dziewczynkę-poczwarkę inaczej niż do tej pory? Morze spojrzysz inaczej na
inność? To od ciebie zależy czy poczwarka zamieni się w motyla, czy już na
zawsze pozostanie potworem. To od ciebie zależy, jak skończy się ta baśń.
„Kilka fraszek niefraszkopisarza”
( 3 klasa gimnazjum )
Gdy dłoń położy na Romka udzie.
Narcyz do szczęścia lustra potrzebował,
Szkła nie wynaleziono, skonał.
Powiedziała Asia do Karola:
Na pożarcie lwom rzucona będzie twa głowa,
gdy Dąbska rozszyfrować tego nie zdoła.
(fraszka dotyczy nauczycielki, która była postrachem całej szkoły J )
Magda glany założyła,
ojciec woła: akysz! Tyś od szatana przybyła!
„Ciąg dalszy noweli „Katarynka” „
(
2 klasa gimnazjum; opowiadanie, z którego byłam niezwykle dumna )
Następnego dnia, zaraz po
śniadaniu, mecenas Tomasz postanowił pójść do matki niewidomej dziewczynki.
Założył swój najlepszy płaszcz, brązowe pantofle oraz szary kapelusz i wyszedł
z domu.
Szedł i zastanawiał się nad
tym, jak powiedzieć kobiecie o tym, że chce udzielić jej córce pomocy. Gdy
znalazł się przed drzwiami mieszkania jego sąsiadek, wziął trzy głębokie wdechy
i stanowczo zapukał. Po kilku sekundach w wejściu stanęła wysoka, tęga starsza
pani w fartuchu, o który wycierała ręce ubrudzone mąką. Pan Tomasz poczuł się
niezręcznie. „Pewnie przeszkodziłem rodzinie w obowiązkach. Powinienem
wracać.”- pomyślał. Rzekł szybkie „Dzień dobry” i już chciał zawrócić do domu,
gdy nagle zza kobiety wychyliła się mała dziewczynka. Jej nieruchome oczy,
blada twarz i wykrzywione usta sprawiły, że adwokat przypomniał sobie, po co
tak naprawdę przyszedł do tego domu.
-Czego pan chce?- zapytała grubym i nieprzyjemnym głosem mieszkanka
kamienicy wyglądająca na matkę dziecka. Mecenas odchrząknął, wyprostował się,
uniósł głowę i wygłosił pewnym głosem przygotowaną wcześniej formułkę:
-Niedawno zauważyłem, że pani córka jest niewidoma. Jestem człowiekiem o
wielkim i dobrym sercu. Zawsze na pierwszym planie stawiam dobro bliźnich.
Zatem chciałem pomóc pani dziecku. Jestem człowiekiem wpływowy i mam bardzo
wielu wykształconych znajomych, w tym znanego na całym świecie okulistę
Kazimierza Balickiego. Zapewne zgodziłby
się przeprowadzić operację wzroku dziewczynki. Oczywiście opłaciłbym cały
zabieg. A więc na kiedy panią umówić?
Kobieta patrzyła panu Tomaszowi prosto w oczy. W jej wzroku tańczyły
iskierki złości. Ja jej twarzy pojawiły się wielkie, czerwone rumieńce, a na
czoło wystąpił pot. Po chwili matka dziewczynki z hukiem zatrzasnęła drzwi
przed samym nosem mecenasa. Mężczyzna stał kilka minut przed wejściem i nie
wierzył w to, co właśnie zobaczył. Pierwszy raz w życiu ktoś go tak
potraktował! Jego- uznanego w całym kraju adwokata, człowieka wielkodusznego,
dbającego o dobro innych. Pierwszy raz w życiu ktoś po prostu nim pogardził!
Pan Tomasz ze zdenerwowaniem odwrócił się na pięcie, omiótł oburzonym spojrzeniem
podwórze i udał się do domu wraz ze swoją urażoną dumą. bardzo szybko wpadł do
pokoju, usiadł na bujanym fotelu i nieobecnym wzrokiem wpatrywał się w okno.
Wciąż nie mógł zrozumieć, dlaczego kobieta tak go potraktowała?! „Powiedziałem
coś źle?”- myślał- „Chciałem pomóc tej kobiecie, a ona zakochała się jak głupi
babsztyl! No cóż... Teraz przynajmniej wiem, że ludzie biedni i niewykształceni
nie nadają się do rozmów z osobami mojego pokroju. Kobieta ta jest tak
ograniczona, że za pewne Bóg sam postanowił ją za to ukarać, zsyłając jej
kalekie dziecko. A ono… cóż, musi cierpieć za bezmyślność matki. Ja niestety
nie mogę jej pomóc bez zgody rodzica”. Po tym rozmyślaniach mężczyzna znów
odzyskał swój dawny spokój i jak zwykle postanowił spędzić dzień na smakowaniu
sztuki. Tym razem wybrał się na koncert operowy oraz na wystawę pt.:
„Fantazje”. Postanowił przed wyjściem zmienić strój, gdyż ten przypominał mi
nieprzyjemne wydarzenia dzisiejszego dnia. Powolnym krokiem wyszedł z
mieszkania i ulicą Miodową powędrował do domu kultury, w którym była wystawa.
Szedł spoglądając na chmury, które dzisiaj były wyjątkowo piękne, obserwował
ludzi, którzy zamiast tak jak on wciąż się dokształcać woleli spędzać czas na
plotkach i zabawach. „Ach, jacy oni wszyscy są dziwni”- mruczał pod nosem i
kręcił głową. Nagle usłyszał krzyk, parskanie koni i huk łamanego drewna.
Spojrzał za siebie i ujrzał pędzące wprost na niego konie z wozem. Nie miał
czasu na ucieczkę. Wszystko działo się zbyt szybko! Po chwili poczuł straszliwy
ból, oddech koni na policzku i ciepłą ciecz płynącą mu po karku. Za kilka
sekund nie było już nic. Czuł, że spada w czarną dziurę bez dnia. Najgorsze
było to, że nikt nie wyciągnął do niego ręki…
Obudził się w szpitalu. od
lekarzy dowiedział się, że ma złamany kręgosłup. Wiedział dobrze, co to dla
niego oznacza. Pracownicy szpitala poinformowali go również, że leżał
nieprzytomny przez dwa tygodnie i w tym czasie nikt go nie odwiedził. Nikt.
NIKT. Spojrzał na sąsiednie łóżka. Leżeli tam zwykli ludzie otoczeni rodziną i
przyjaciółmi. On był sam… Niespodziewanie w prawym kącie Sali rozległ się
śmiech. Mecenas zwrócił tam swój wzrok i ujrzał niewidomą sąsiadkę! Obok niej
również stało wielu ludzi. Wszyscy się uśmiechali, przytulali.
-Przepraszam panią, co się stało tej dziewczynce?- zapytał przechodzącą obok
pielęgniarkę.
-Kasi? To sympatyczne dziecko niedawno przeszło operację oczu. I udało się!
Kasia widzi! Wprawdzie musi nosić okulary, ale widzi. I to jest najważniejsze.-
odpowiedziała kobieta i odeszła w stronę sąsiadki mecenasa.
W tym momencie pan Tomasz
zrozumiał jak bardzo mylił się w swoich dotychczasowych przemyśleniach.
Zrozumiał, że to on był głupi, ponieważ sądził, że nie trzeba mu przyjaciół,
rodziny, że jest samowystarczalny. A tak naprawdę każdemu człowiekowi potrzebna
jest odrobina miłości, bo dzięki niej świat staje się o wiele piękniejszy, a
problemy o wiele mniejsze. Przekonał się, że w życiu nie najważniejsze są
pieniądze, ale dobre serce, za które jest się kochanym.
„Miłość damsko-męska”
( 3 klasa
gimnazjum )
Miłość- głębokie uczucie do drugiej osoby,
połączone zwykle z silnym pragnieniem stałego obcowania z nią i chęcią
obdarzenia jej szczęściem, któremu towarzyszy pociąg fizyczny do osoby będącej
obiektem tego uczucia; silne przywiązanie do kogoś; gotowość do
bezinteresownego oddania się, służenia komuś. Taką definicję miłości podaje
słownik języka polskiego, ale czy tak naprawdę da się zdefiniować to uczucie?
Czy można stwierdzić czym jest miłość, jeśli jedynie się o niej słyszało? I czy
to prawda, że każdy człowiek ma w sobie choć odrobinę miłości, którą musi kogoś
obdarować? Miłość to szczęście, a może tylko łzy? Dlaczego boimy się mówić o
miłości? Co sprawia, że tak bardzo pragniemy bliskości drugiej osoby?
Te oraz wiele innych pytań zadaje sobie każdy z nas. Chociaż
często boimy się do tego przyznać, ponieważ uważamy, że jest to oznaka
słabości, potrzebujemy osoby, która darzyłaby nas bezgraniczną, prawdziwą
miłością. Osoby, która byłaby w stanie oddać za nas wszystko, dzięki której
świat stawałby się o wiele piękniejszy. Bo czyż miłość nie sprawia, że wszystko
nabiera cieplejszych barw? Dzięki temu uczuciu problemy stają mnie mniejsze,
deszczowy dzień mniej szary, a burza już nie tak straszna. Człowieka
zakochanego można poznać od razu. Jest bardziej pewny siebie, roześmiany, jego
oczy błyszczą przedziwnym blaskiem, a na policzkach wciąż kwitną słodkie
rumieńce. Paulo Coelho powiedział, ze "miłość jest treścią naszego
istnienia". I jest to prawda.. Bóg stworzył nas po to, abyśmy kochali i
byli kochani. Moim zdaniem każdy człowiek ma swoją drugą połowę, bez której nie
jest w stanie żyć, której wciąż poszukuje. Drugą połowę, która zrozumie go jak
nikt inny, która poda pomocną dłoń, gdy będziemy stali na skraju przepaści,
która otrze nasze łzy własnym rękawem, przyjedzie nawet z drugiego końca
świata, gdy o to poprosimy, zaparzy nam ciepłą herbatę w zimowy wieczór, powie
nam po obudzeniu, że pięknie wyglądamy, pomoże pokonać nasze lęki i słabości,
poda nam chusteczki podczas choroby, postara się spełnić nasze marzenia, po
prostu pokocha nas takimi, jacy jesteśmy. Wcale nie jest trudno znaleźć taką
osobę. Wystarczy jedynie rozejrzeć się uważnie dookoła siebie, bo często jest
ona bliżej, niż nam się wydaje. Nie bójmy się kochać. Nie bójmy się szukać tej
jedynej miłości na całe życie. Aby osiągnąć sukces, trzeba najpierw kilka razy
upaść i nie poddawać się, a wręcz przeciwnie, jeszcze bardziej brnąć w górę,
aby w końcu złapać szczęście za ogon i nie wypuszczać go już nigdy. Owszem, w
miłości zdarzają się łzy i ból, ale czy samotne, szare życie nie jest większym
nieszczęściem niż parę chwil we łzach, które potem zostaną osuszone przez
bliską nam osobę? Często odczuwamy lęk przed wyznaniem komuś miłości, ponieważ
boimy się, że możemy zostać odrzuceni. Jednak moim zdaniem lepiej jest
zaryzykować i ponieść klęskę, niż żałować do końca życia, że się nie
zaryzykowało. Ponadto odtrącenie przez osobę, którą darzymy uczuciem, naszej
miłości, powinno być dla nas impulsem do tego, aby szukać nadal, aż do utraty
tchu, do swoich ostatnich dni.
Miłość jest piękna. Bez miłości nie bylibyśmy w stanie przeżyć. Przez
zazdrość, gniew i nienawiść zginęlibyśmy w wielkiej bitwie o pieniądz i sławę.
Dzięki temu, że każdy z nas ma w sobie potrzebę kochania, panujemy na świecie
już tysiące lat, zakładamy rodziny, pielęgnujemy przyjaźnie, dbamy o swoje
ojczyzny i kultury. Nie dopuśćmy do tego, aby płomień miłości kiedykolwiek
zagasł w naszych sercach. Kochajmy i pozwólmy się kochać.
fraszki są boskie ;D a P.Dąbska jest postrachem dzieci młodszych, bo my na lekcjach gadamy z nią o krowach na przykład :D
OdpowiedzUsuń24 years old Web Developer II Alic Tomeo, hailing from Courtenay enjoys watching movies like Colonel Redl (Oberst Redl) and Fashion. Took a trip to Himeji-jo and drives a Maxima. wiecej informacji
OdpowiedzUsuń