piątek, 20 stycznia 2012

4. Opowieść o Pięciu Sferach

  Rozdział IV
"Opowieść o Pięciu Sferach"


     Leżę obok Krzyśka, wtulam się w jego silne ramiona. Do moich nozdrzy dociera tak charakterystyczny dla niego zapach. Najpiękniejszy zapach tego świata. Czuję jego wzrok na sobie. Piękne brązowe oczy otoczone długimi rzęsami. Jego dłonie głaszczą moje plecy, usta czule całują czoło. Czuję się dobrze i bezpiecznie. Uśmiecham się. Jeszcze bardziej się do niego przytulam, tak tęskniłam, tak bardzo tęskniłam. A przecież to był tylko...
    Gwałtownie otwieram oczy. Stoi nade mną Blady i kobieta. Wpatrują się we mnie uporczywym zimnym wzrokiem. Panuje cisza, wydaje mi się, że nikt nawet nie oddycha. Nie wiem, co powiedzieć, zresztą oni chyba też nie wiedzą. Przypominam sobie, co przed chwilą wykreowała moja wyobraźnia. Krzysiek... Jestem zła na tych... ludzi ( chociaż po podsłuchanej rozmowie nie do końca mam pewność co do ich pochodzenia ), bo pozbawili mnie poczucia spokoju i radości chociaż we śnie. Kobieta otwiera i zamyka usta, jakby chciała coś powiedzieć, ale bała się lub nie była do końca pewna, co też chce mi przekazać. W końcu spogląda mi prosto w oczy i mówi:
-Jestem Agnes. Mag Bueno. 
-Luno, także mag Bueno- dołącza się do kobiety mężczyzna
-Aśka. Człowiek...- odpowiadam trochę niepewnie i wyciągam w ich stronę rękę. Nie reagują, więc opuszczam ją. Znowu zapada cisza. Chcę zadać im tyle pytań, że sama nie wiem od czego zacząć.
-No więc... ekhm... - jąka się Agnes - Pewnie chciałabyś wiedzieć, co się stało i...
-Czy chciałabym wiedzieć co się stało?! To chyba jasne, nie uważasz?! Ludzie zniknęli, nie wiem, gdzie jest Krzysiek, a raczej wiem, jest gdzieś u was, tyle że nawet nie wiem, kim jesteście i gdzie to 'u was' się znajduję. Już nawet sama nie wiem kim jestem! Mówicie o mnie Flora, chociaż mam na imię Joanna. W dodatku twierdzicie, że jestem jakimś magiem, dzieckiem kogoś, kogo nazywacie Noche. Kim jest Noche?! Moja mama na imię ma Grażyna, tato Marek i ma się dobrze, wcale nie został zabity przez jakieś chore zaklęcie. Co to ma być, Harry Potter?! - wybucham. Nie jestem w stanie dłużej tłumić w sobie emocji. Zbyt dużo się wydarzyło, zbyt dużo. Nawet nie wiem, w jakim czasie, nie wiem ile dni minęło od odkrycia, że nagle zostałam na świecie całkiem sama. W moich oczach pojawiają się łzy. Zaczynają płynąć po policzkach, ściekać po brodzie, po chwili mokry mam nawet cały dekolt. Nie potrafię powstrzymać tego potoku. Agnes i Luno stoją nieruchomo i patrzą na mnie zdziwieni, jakby nigdy nie widzieli łez. W końcu głos zabiera Luno:
-Może zacznę od początku, co ty na to? - przytakuję, a mężczyzna zaczyna opowieść.
    Dawno dawno temu Postać stworzyła Świat. Podzieliła go na pięć sfer. Sferę Ludzi, w której do tej pory mieszkałaś, Sferę Natury, Sferę Boską, Sferę Zjawisk oraz Sferę Magów. Na początku wszystko było dobrze. Sfery wiedziały o swoim istnieniu, wszyscy mieszkańcy porozumiewali się w jednym języku, żyli w zgodzie i przyjaźni. Ale pewnego dnia Człowiek stwierdził, że mądrzejszy jest od Postaci. Postać należała oczywiście do Sfery Boskiej, a Człowiek do Sfery Ludzkiej. Człowiek obmyślił plan, który miał strącić Postać ze szczytu Piramidy Świata. Ale Postać wcale nie była od Człowieka głupsza. Doskonale znała wszystkie jego myśli, pragnienia i czyny. Spokojnie zaczekała na noc, w której Człowiek chciał wcielić w życie swój plan i złapała go na gorącym uczynku. Obiecała mu, że jeśli przyzna się on do błędu, pozostawi go ona bez kary. Ale Człowiek był zbyt głupi i zbyt dumny. Oczywiście nie przyznał się do tego, że chciał popełnić tak przeraźliwy grzech, przez co Postać oddzieliła go od innych Sfer. Wymazała z jego pamięci wszystko, co o nich wiedział, uczyniła go ślepym i głuchym. Jednak wciąż nad nim czuwała. 
    Pozostałe cztery Sfery obserwujące to, co spotkało Sferę Ludzką, nie miały już żadnych wątpliwości co do potęgi Postaci. Zawarły traktat o wzajemnej pomocy w potrzebie i nie wtrącaniu się w życie innych Sfer bez potrzeby. Dzięki temu żyło się im dobrze i spokojnie, aż do dnia, w którym w Sferze Magów nastąpił rozłam.
    Postać podczas stwarzania Świata, stworzyła Dobro i Zło. Wierzyła, że dzięki temu w Sferach będzie panowała harmonia. Dobro odpowiedzialne było za Szczęście. Zło za Nieszczęście. Dzięki tym czterem czynnikom na Świecie zamieszkała Sprawiedliwość, a także Umiejętność Cieszenia Się Z Tego, Co Się Ma. Ale którejś nocy Zło zbuntowało się. Stwierdziło, że jest na tyle wielkie i potężne, że powinno mieć swoich wielbicieli i wyznawców. Dlatego zaczęło kusić mieszkańców Sfer. U Człowieka wywołało wojny i choroby, ale nie mogło uczynić nic więcej, gdyż Postać obdarzyła Człowieka Sumieniem, które straszliwie bolało po wybraniu drogi Zła. A Człowiek nie był odporny na ból. W Sferze Natury Dobro i Zło nie wyrządziło żadnych krzywd, gdyż Natura miała wielki Rozum. Sfera Zjawisk lubiła się bawić, lubiła niespodziewane burze i huragany, więc Zło uznało, że sfera ta zła już jest. Na szczęście myliło się. Największe spustoszenie Zło wywołało w Sferze Magów.
    Magowie lubili wynalazki, Magowie chcieli być jak Postać. Bo w rzeczywistości prawie wcale nie różnili się od Człowieka, byli jedynie obdarzeni wielką mocą i większą inteligencją, dzięki czemu nie próbowali zbyt wcześnie zniszczyć Postaci. Czekali na odpowiedni moment. I taki nastąpił, gdy Zło się zbuntowało. Wkroczyło do Sfery Magów i zapowiedziało, że razem są w stanie zawładnąć całym Światem, nawet Postacią. Magowie podzielili się na dwie grupy. Magów Bueno i Magów Elmal. Pierwsi służyli Dobru, a ich wodzem była Libertad. Drudzy byli zwolennikami Zła, walczyli pod przewodnictwem Noche. Rozpoczęła się wojna, której przebiegu nie warto opowiadać. Zginęło wielu Magów, przelało się wiele krwi. Ostatecznie zwyciężyło Dobro, a Libertad żyje do dziś i ma się bardzo dobrze. Jest główny wodzem Sfery Magów. 
    Noche została zniszczona, ale jej wszyscy zwolennicy niestety nie. Znowu rozpętała się wojna. Wojna, która teraz objęła już wszystkie Sfery. Istota zniknęła, ulotniła się i nie ma z nią żadnego kontaktu. Świat pogrążył się w chaosie. Dlatego Ludzie zniknęli. Przenieśliśmy ich wszystkich do Sfery Magów, gdzie zostają poddawani specjalnym próbom wytrzymałościowym mającym na celu określenie ich przydatności w walce ze Złem. Niestety, niektórzy już wybrali grupę Elmal i zwrócili się przeciwko nam. Światu grozi zagłada. Zło chce zniszczyć Postać, a jest tak silne, że wkrótce ją znajdzie, a Świat przestanie istnieć. Bo Świat bez Postaci nie może żyć, panuje między nimi ścisła symbioza, której Zło niestety nie rozumie.
   Libertad jest już stara. Nie ma potomków. Jej moc słabnie. Jedynym tak silnym Magiem jak ona jest dziecko Noche, którym najprawdopodobniej jesteś ty. Flora. To imię zapisane jest w twoich oczach. Imię, które Noche nadała swej córce. Jesteś nią! Gdybyś tylko chciała, mogłabyś nas teraz zabić. Ale proszę, pomóż nam. Pomóż całemu Światu. Pomóż Dobru. Proszę. - Luno patrzy na mnie błagającym wzrokiem, klęka na kolano. Agnes robi to samo. Nie mam pojęcia dlaczego, ale wierzę w każde ich słowo. Może to przez to, że przez całą opowieść widziałam każdą scenę, o której mówił Luno, słyszałam każdy dźwięk, czułam każdą emocję. Wyciągam ręce w ich stronę, uśmiecham się i już chcę powiedzieć, że owszem, pomogę im, niech tylko powiedzą mi jak. Ale nie mogę. Ściany białego pomieszczenia nagle rozpadają się na małe białe okruszki. Słyszę krzyk. Krzyczę.

Alicja Mazurek




3. Duerme

Rozdział III
"Duerme"

   Przyciskam ucho mocniej do ściany. Nic z tego nie rozumiem. Czuję się tak dziwnie, a jednocześnie... wspaniale! Przestaję się bać. Wstrzymuję oddech, aby jeszcze lepiej słyszeć rozmowę Bladego Mężczyzny z...no właśnie, jeszcze nie wiem z kim. A czuję, że muszę się dowiedzieć. W końcu rozmawiają o mnie! Zapominam, że nie wiem, gdzie się znajduję, że nie wiem, co stało się z moją rodziną ( ba! ze wszystkimi ludźmi! ), zapominam, że przed chwilą działo się ze mną coś naprawdę zaskakującego, jakby scena z filmu czy książki. Teraz liczy się tylko to, żeby dowiedzieć się, dlaczego jestem 'bardzo silna' i do czego, do cholery, mogę być tajemniczym IM potrzebna.
    -Po czym wnioskujesz, że jest silna? Jest po prostu magiem! Każdy mag przezwyciężyłby zaklęcie manipulación. Do tego nie trzeba być geniuszem- mówi ktoś o wysokim kobiecym głosie. W mojej głowie pojawia się obraz tej osoby. Młoda dziewczyna ubrana w taki sam czarny płaszcz jak Blady Mężczyzna, te same ciemne oczy, tak samo przerażająco biała twarz. Tylko usta jakieś inne, bardziej czerwone, pełne. Nie wiem skąd, ale wiem, że to, co pokazuje się w moim umyśle to nie wymysł wyobraźni, a najprawdziwsza prawda.
- Ty kretynko! Ona nie wie, że jest magiem!!! - krzyczy Blady wymachując rękoma. - Flora ma zwykłych rodziców, wychowała się w zwykłym świecie, chodziło do zwykłej szkoły! LUDZKIEJ szkoły. Ona nawet nie ma pojęcia, że istnieje ktoś taki jak magowie. Rozumiesz? Po tym wnioskuję, że jest silna. SILNA! Myślisz, że ty dałabyś radę pokonać kogoś takiego jak Libertad nie znając wcześniej zaklęcia, którym by cię obdarzyła?
-Nie, myślę, że nie... Ale przecież przed tym nie da się obronić nie znając defensa!
-Można. Można, jeśli tylko jest się dzieckiem...
Ale kobieta nie daje Blademu dokończyć. Z jej ust wydobywa się przeraźliwy krzyk, źrenice zaczynają nerwowo drgać. - Chcesz powiedzieć, że ona... że jest... nie, to niemożliwe!
-Możliwe. Przecież wiesz, jak wygląda sytuacja. Od kilku lat, dokładnie od 17, co jakiś czas dostajemy wiadomości, że dziecko Noche żyje. A Flora nie dość, że ma niezwykłe moce, ma też 17 lat. Odczytałem to z jej linii papilarnych. I te oczy...
-Tak, jej oczy tak bardzo przypominają oczy Noche... Ale to niemożliwe! Przecież Noche została zniszczona. Więcej niż 17 lat temu! Jakim cudem jej córka miałaby się pojawić na świecie?
-Nie zapominaj, że dziewczyna żyła w świecie ludzi. Tam czas płynie inaczej. Dla nas Noche mogła zostać zniszczona nawet setki lat temu, tam mógł minąć zaledwie rok.
-Tak... ale czy myślisz, że ona...może chcieć zrobić to samo, co zrobiła jej matka?
-Wątpię. Wygląda na dobrą dziewczynę. Wygląda na dobrego maga. Nic nie wiemy o jej ojcu, może był nim ktoś z podwładnych Libertad? Wiesz, jaki los go spotkał.
-Tak, straszliwa śmierć poprzez trafienie zaklęciem muerte... Nawet Libertad nie potrafiła rozpoznać, kim był ów człowiek wcześniej. I dlaczego Noche tak go potraktowała...
-I dlatego sądzę, że był on magiem Bueno. Noche poszukiwała dawcy, może ojciec Flory przechytrzył samą Panią Nocy. I za to spotkała go kara.
-Ale w takim razie dlaczego Noche nie zabiła dziecka?
-A jaka matka zabija własne dziecko? Za pewne miała nadzieję, że odziedziczy ono jej cechy. Że stanie się ono wojownikiem Elmal. Nie przewidziała jedynie, że sama może zginąć, zanim dziecko dorośnie.
-No dobra, ale co z tego wszystkiego wynika? Co z nią zrobimy?
-Nie wiem, nie mam pojęcia. Musimy z nią porozmawiać. Wyjaśnić jej, co się stało. Gdzie jest. I przede wszystkim kim jest.
-Opowiemy jej o wojnie?
-Tak, ale to ona zadecyduje czy chce brać w niej udział.
-Żartujesz?! Skoro ma takie wielkie moce, nie możemy jej dać wyboru! Musi nam pomóc!
-Eh, jaka ty jesteś głupia - Blady kręci głową i uśmiecha się z pogardą. - Oczywiście, że nam pomoże. Ale zrobi to z własnej woli. No może nie całkiem z własnej. W końcu mamy jej rodziców, dziadków, przyjaciół, a nawet tego chłopaka czy jak tam ludzie mówią na dawców.
-Tak, tak, chłopaka!
-A ty co się tak ekscytujesz? Widziałaś go?
-Tak! To znaczy nie! Tylko ten jeden raz, jak go przywieźli. - kobieta rozmarzonym wzrokiem spogląda w przestrzeń, czerwieni się. Czego ona chce od mojego Krzyśka?!
    W ogóle o co w tym wszystkim chodzi?! Flora? Jaka Flora? Zaczynam mieć wątpliwości, czy aby na pewno para rozmawia o mnie. Przecież mam na imię Aśka. A-Ś-K-A. A nie jakaś Flora. I kim jest Noche?! Libertad? Jacy magowie? Ja jednym z magów?! Mam mętlik w głowie, zaczynam być pewna, że już strasznie długo śnię. Znowu szczypię się w ramię, ale o dziwo NICZEGO nie czuję. Żadnego bólu. Szczypię się po raz kolejny. Znowu nic. Może to przez ten szok? A może w snach nic się nie czuje? Zaczynam też brać pod uwagę możliwość, że magowie nie czują bólu. Ale zaraz ją od siebie odrzucam. Magowie istnieją w bajkach! A nie w prawdziwym życiu pełnym sprawdzianów z chemii i problemów ze zbyt szybko odrastającymi włoskami na nogach. Znowu przykładam ucho do ściany. Ale teraz już nic nie słychać. Najwyraźniej sobie poszli. Albo po prostu wyobraźnia przestała płatać mi figle.
    Wracam do łóżka, które nadal pozostaje białą szpitalną leżanką znajdującą się w oślepiająco białym pokoju. Kładę się. Układam głowę na poduszce. Czarne długie włosy opadają wokół mnie jak aureola. Zamykam oczy. Oczy, które według Bladego i kobiety przypominają oczy jakiejś Noche. Rzeczywiście, moje oczy są inne, niż oczy wszystkich znanych mi ludzi. Wielkie i ciemne, z długimi gęstymi rzęsami. I źrenice, jakby ich nie było. Zlewają się w jedno z tęczówką.
    Myślę o Krzyśku. Przypominam sobie jego usta delikatnie muskające moje wargi. Dłonie przesuwające się po mojej talii. Tęsknie za nim, tak bardzo za nim tęsknie. Jestem zmęczona. Nie wiem, co się dzieje, nie wiem, gdzie jestem. Nie wiem nawet, kim jestem. Chcę zasnąć. Chcę zasnąć. Chcę zasnąć. Albo obudzić się. Tak, właśnie tak. Chcę się obudzić z tego głupiego snu. Śmieję się w duchu, że będę mogła napisać niezłą książkę o tym śnie. Staram się uspokoić oddech.
-Widzisz? Ona chce spać, dajmy jej odpocząć. - słyszę głos kobiety gdzieś w pobliżu mnie - Duerme. - szepcze ona, a ja w końcu czuję rozluźnienie. A po chwili nie czuję już nic. Widzę ciemność. Kojącą ciemność.


Alicja Mazurek