NAPĘDZAM SIĘ
Rozdział XVII
nie słucham takiej muzyki, ale akurat
dzisiaj ten utwór nawenował mnie idealnie,
pisało się fantastycznie, a więc może czytać też
się tak będzie?
Rozdział XVII
"Chcę krzyczeć"
Umarłam. Błękit. Słoneczne światło. Zapach czegoś, czego nie potrafię rozpoznać. Piękny zapach. Wygoda. Bezpieczeństwo. Przyjemność. Umarłam. To jest Niebo.
-Przepraszam, musiałem... - słyszę głos. Do kogo należy? Wydaje mi się, że go znam. Tylko skąd? I skąd wziął się tutaj, w Niebie? Przecież umarłam. Czy nawet po śmierci nie zaznam spokoju? Otworzyć oczy. Ktoś prosi, żebym otworzyła oczy. Po co? Jestem w Niebie. Mogę robić, co chcę. A może nie? Może muszę wykonywać rozkazy Wyższych? Nie, przecież to ja jestem Istotą! Ale skoro nią jestem, to dlaczego umarłam? Przecież nie wybrałam nikogo na swojego następce. A może już od długiego czasu byłam chora psychicznie i wymyśliłam sobie cały ten świat? Tak, z pewnością tak. Zresztą najwyraźniej nadal jestem chora, nawet po śmierci. Bo jak inaczej wytłumaczyć fakt, że gdy otwieram oczy, przede mną stoi kilku mężczyzn ubranych w białe szaty, a ja wiszę w powietrzu i nie mogę się ruszyć? Wodzę po nich wzrokiem. Puste oczy. Zimne spojrzenia. Utkwione we mnie. W moim ciele. W moim nagim ciele. Dlaczego jestem naga? Tylko jedno. Jedno spojrzenie jest inne. Smutne. Przytłoczone. Żal. Lęk. Spojrzenie jasnych oczu. Błękit. Zimny błękit. Który rozpala we mnie ogień. Pero. Skąd go znam? Dlaczego tu jest? Dlaczego nie wiem, kim jest? Skąd wiem, jak się nazywa? Zamykam oczy. Otwieram. Nadal to samo. Mężczyzni. Przerażający. Wstrząsa mną dreszcz. Moje ciało zaczyna się bać. Rozum nie wie, co się dzieje. Dusza. Moja dusza unosi się nad ciałem. Nie, nie mam ciała. Przecież umarłam. Dlaczego czuję ból? Dlaczego ktoś mnie dotyka? To piecze. Moja ręka. Czuję swąd palonej skóry. Co się dzieje?! Wiję się, moja dusza się wije, ciało wciąż pozostaje nieruchome. Chcę krzyczeć, ale nie mogę. Pero. Ból. Przyjemność. Łzy. Śmiech. Radość. Łóżko. Nagie ciała. Spocona skóra. Roześmiane oczy. Łzy. Łzy. Łzy. Pero, jak mogłeś?! Już wszystko wiem. Wszystko pamiętam. Jak mogłeś? A teraz. Teraz tak bardzo boli. Nie wiem, co się ze mną dzieje. Jestem tylko człowiekiem. Małą zagubiona istotką. Moje serce krwawi. Moje ciało. Widzę krew. Mnóstwo krwi. Wyobraźnia? Obrazy. Ciemność. Kadma. Co z Kadmą?! Nie, proszę, nie, ona nie mogła umrzeć! Nie ona, tylko nie ona! Dlaczego? Dlaczego to wszystko mnie spotkało?! Gdzie ja jestem?! Dlaczego nie mogę się ruszyć?! Tak bardzo chcę krzyczeć, ale nie mogę! Wykrzyczeć tą złość, ból i żal. Nie mogę.
Lód. Chłód w nogach. Gorąco w głowie. Piersi. Coś je rozrywa. Nic nie widzę. Tylko ciemność. I ból. Krzyk w mojej głowie. Krzyk, który nie może wydobyć się na zewnątrz, więc powoli wykańcza moje wnętrze. To boli, to tak strasznie boli. Zaufałam. Po raz kolejny zaufałam i zawiodłam się. Boli. Zło zwycięża. Zawiodłam się. Znowu się zawiodłam. Dlaczego jestem tak cholernie naiwna?! Dlaczego...dlaczego dałam się na to nabrać? Przecież...przecież miałam Krzyśka. Łzy. Łzy spływają do mojego ciała. Moje organy topią się we łzach. Krew wypływa. Tak dużo krwi. Nie sądziłam, że ludzkie ciało tyle jej mieści. Krzysiek. Dlaczego zadurzyłam się w Perze?! Nie, nie zadurzyłam, ja się w nim zakochałam. Oddałam mu się w całości. Zdradziłam wszystkie tajemnice. Zdjęłam zasłonę odgradzającą go od moich myśli. Staliśmy się jednością. Jednością. Więc dlaczego?! Jak on mógł, jak on mógł...? Łzy. Tak dużo łez. Wciąż tak dużo łez. Gorycz. Wypełnia mnie. Krąży w moich żyłach. Żal. Ludzie. Magowie. Wszyscy są tak samo beznadziejni. Bez sensu. Wszyscy ranią. Wszyscy kłamią. Nie zasługują na życie. Nie zasługują na dobre życie. Męka. Cierpienia. Tak, właśnie to powinno ich spotkać. Dlaczego właśnie ja?! Dlaczego zabraliście mnie z mojego małego bezpiecznego świata? Bezpiecznego świata? Nie, on nie był bezpieczny...
Styczeń. 2002 rok. Mała 7-letnia dziewczynka. Długie warkocze. Śmieszne oczy. Pucołowata buzia. Sukienka. Przed kolano. Niebieska. Odsłaniająca brudne posiniaczone nogi. Huśtawka. Skrzypi. Nienaoliwiona. Dlaczego tatuś nie naoliwił huśtawki? Mamusiu, dlaczego tatuś tego nie zrobił? Przecież wiesz, jaki jest tatuś, córciu. Dużo pracuje. Tak, wiem... Szeroko otwarte śmieszne oczy. Mamusia nie patrzy na ubrudzoną piachem twarz. Mamusia nie trzyma za rękę. Tatuś trzyma. Dziewczynka nie lubi trzymania za rękę. Trzymanie boli. Wychodzi z ogródka. Mały, zaniedbany. Mamusia nie ma czasu na ogródek. Tatuś...tatuś pracuje. Nauczycielka pyta, gdzie. Nie wiem. Wraca późno. Czasem przynosi prezenty. Jakie prezenty. Cukierka, czasem dwa. Inne dzieci jedzą dużo cukierków. Dziewczynka wie, że ona nie może. Nie może. Bo trzymanie za rękę bardzo boli. Idzie polną drogą. Mamusia została. Zawsze zostaje. Bolą ją nogi. Ma spracowane ręce. Szorstkie. Ale ich dotyk nie boli. Tatuś ma ręce gładkie. Duże. Silne. Tak, tatuś ma silne ręce. Dziewczynka biegnie. Lubi biegać. Chociaż czasem nie ma siły. Bieganie wymaga siły. Żeby mieć siłę, trzeba dużo jeść. Dziewczynka nie zawsze może dużo zjeść. Dużo je w szkole. Ale tam dzieci dziwnie się na nią patrzą. Nie lubią jej. Bo jest chuda. Mówią, że brudna. Nie prawda. Dziewczynka się myje. Raz na tydzień bierze porządną kąpiel. Wtedy mama szoruje jej uszy. Częściej nie można. Tatuś wraca wcześniej i wtedy tatuś musi wziąć porządną kąpiel. Trzymanie za rękę boli, trzeba o tym pamiętać. Mamusia czasem przytula dziewczynkę. Głaszcze po włosach. Dziewczynka to lubi. Wtedy czuje się dobrze. Uśmiecha się. Teraz dziewczynka też się uśmiecha. Przecież biegnie. A biegać, to prawie latać. Latać, to prawie dosięgać chmur. Dosięgać chmur, to prawie być w Niebie. Być w Niebie, to być szczęśliwym. Być szczęśliwym to...to nie być trzymanym za rękę. Dziewczynka biegnie. Kwiaty. Tyle kwiatów. Dziewczynka lubi kwiaty. Tak pięknie pachną. Ładniej niż ona. Dużo ładniej. Dziewczynka pachnie krwią. Ktoś kiedyś powiedział, że spermą. Dziewczynka nie wie, co to sperma. Chyba coś śmiesznego, bo chłopcy bardzo się śmieli, gdy o tym mówili. Potem wytykali ją palcami. A przecież ona się myje. Motyle. Motyle też są piękne i lubiane przez dziewczynkę. Latają. A latać to...no wiadomo. Dziewczynka biegnie, bardzo szybko, piach na drodze wzbija się w górę. Biegnie tak szybko, że aż oczy zachodzą jej łzami. Duże brązowe oczy. Biegnie, bo musi. Mamusia kazała. Powiedziała, że dziewczynka musi szybko pobiec do babci. Szybko, szybciutko, jak najszybciej. Zanim tatuś wróci. I zostać tam na noc. Zostań na noc u babci, tatuś by tego chciał. Dziewczynka słucha tatusia. Trzymanie za rękę boli. Więc biegnie. Biegnie tak szybko. Oddycha ciężko. Na policzkach wykwitły jej wielkie ciemne rumieńce. Ładnie dzięki temu wygląda. Zauważa kałużę, chce się w niej przejrzeć, ale rezygnuje z tego. Przecież musi szybko, szybciutko, jak najszybciej biec do babci. Ciekawe, dlaczego. Wróci do domu jutro. Tak kazała mamusia. Jutro po śniadaniu. Wbiega do domu babci. Na stole czeka zimny sok truskawkowy. Dziewczynka lubi zimny sok truskawkowy. Taki dobry jest tylko u babci w domu. Ale dziewczynka żadko może tu przychodzić. Tatuś nie pozwala. Tatuś lubi, gdy dziewczynka i mamusia siedzą w domu. Gotują obiad. A potem... potem mamusia zwykle płacze. Dziewczynka też. Tatuś nie. Tatuś się śmieje. Mówi, że tak ma być. Krzyczy. Mówi, że na tym polega rola mężczyzny w domu. Na krzyczeniu. Dziewczynka nie chce mieć mężczyzn w domu. Chciałaby mieszkać tylko z mamusią i babcią. Ale nie może, kurcze, nie może! Dziewczynka wie, że nie można mówić kurcze. Potem...potem trzymanie za ręke boli jeszcze bardziej. Dziewczynka przygryza wargę. Zawsze tak robi, gdy się denerwuje. Gdy się boi. Dziewczynka często przygryza wargę. Siedzi przy stole. Czeka na babcię. Wypija cały dzbanek soku. Babci nadal nie ma. Więc idzie do ogródka. Może tam ją znajdzie. W ogródku nie ma babci. Nigdzie nie ma babci. Dziewczynka czeka. Jest już głodna. Chce się jej spać. Robi się ciemno. I strasznie. Dziewczynka nie chce tu być. Chce wrócić do domu. To nic, że trzymanie za rękę będzie bolało. To nic, że potem przez wiele dni będą siniaki. To nic, że ściana będzie brudna. Brudna. To nic, że może ktoś będzie miał o jednego zęba za mało. Tatuś będzie bardzo zły. Ale tatuś jest prawdziwy. Tatuś może sprawić, że ciało będzie bolało. A duchy...duchy mogą zabrać serduszko. I duszyczkę. Dziewczynka nie chce tu być. Więc biegnie szybko do domu. Szybko, szybciutko, jeszcze szybciej niż wcześniej. Biegnie, ale nie widzi piachu. Jest za ciemno. I w końcu dociera do domu. Krzyk. Ktoś krzyczy. I płacze. Dziewczynka rozpoznaje płacz mamusi. Wchodzi po cichutku do domu. Chce uratować mamusię. Ale jest za mała i dobrze o tym wie. Tatuś dostrzega dziewczynkę. Wzrok, który mógłby zabić. Ale dziewczynka czuje nagły przypływ odwagi. Zostaw mamusię! Nabij mnie, nabij, nabij! Tylko zostaw mamusię! Tatuś śmieje się. Uderza mamusię. Tak, że mamusia upada na podłogę. Siniak na twarzy. Ślady na szyi. Porwane ubranie. Krew, to chyba krew. Dziewczynka zaczyna się bać. Spojrzenie tatusia mówi, że tatuś posłucha dziewczynki. A przecież nigdy nie słucha. Łapie dziewczynkę za rękę. Ściska mocno. Drugą rękę zaciska na szyi. Przyciska dziewczynkę do ściany. Podnosi ją za włosy. Dziewczynka czuje ból, ale nie płacze. Przygryza tylko wargę. Paznokcie tatusia wbijają się w jej ciało. Szczypią. Pięści uderzają w jej wątłe ramionka. Biją, biją. Tłuką. Jak jabłko. Stłuc na kwaśne jabłko. Dziewczynka myśli, że to określenie bardzo się jej podoba. Teraz będzie jabłkiem. Jabłka nie płaczą, więc ona też nie może. Tatuś rozpina spodnie. Popycha dziewczynkę na podłogę. Dziewczynka widzi przed sobą coś dużego i nabrzmiałego. Bierz do gęby! Dziewczynka nie wie, co to może znaczyć. Zwykle tatuś bił. Nigdy nie kazał niczego jeść. Bierz suko! Tatuś zwykle mówił tak do mamusi. Czy teraz dziewczynka stanie się mamusią? Krew. Mnóstwo krwi. Krzyk mamy. Tatuś leży na podłodze. Krew. Tatuś nie rusza się. Z jego pleców wystaje nóż. A mamusia zwykle kroiła nim ziemniaki. Czy teraz będzie kroiła tatusia?
Ten świat nie był bezpieczny. Żaden świat nie jest bezpieczny. A nawet jeśli niektórzy tak nie uważają, to zaczną. Nie pozwolę, żeby inni mieli dobrze. Nie! Nie pozwolę! Nie tak powinno wyglądać moje dzieciństwo! Nie tak! Nie tak powinno wyglądać moje życie! Ból ustaje. Teraz tylko gorąco. Brak krwi. Łzy i żal płyną w moim ciele. Łzy i żal to ja. Zło to ja. Jestem zła. Chcę krzyczeć. I mogę to robić. Wstaję i krzyczę. Krzyczę, jak bardzo nienawidzę tego świata. Jak bardzo nienawidzę ludzi. Dobra. Libertad. Nienawidzę życia. Dostrzegam Noche. Śmieje się. Ja też to robię. Jesteśmy takie same. Wszyscy się śmieją. Wszyscy są tacy jak ja. Ubrani na czarno. Źli. Pragnący zemsty. Tylko Pero. Tylko Pero jest smutny. Jego oczy płaczą. Nie zastanawiam się długo. Ciskam w niego zaklęciem. Pada na podłogę. Martwy. Śmieję się jeszcze głośniej. Zabiłam. Zabiłam! Do tej pory zabijano mnie. Teraz to ja będę zabijać. Niszczyć. Tak jak kiedyś niszczono mnie. Teraz to ja będę zła. Jestem zła. Jestem Złem. Chcę krzyczeć. Krzyczę.
