Rozdział VIII
"Nie wszystko tak kolorowe"
Rozbrzmiewa dzwonek. Zwykły, najzwyklejszy dzwonek. Jak w normalnej szkole. Jak w mojej szkole. Magowie wzdychają niechętnie i ulatniają się. Jedni rozpływają się w powietrzu, inny wznoszą się do drzwi umieszczonych wysoko na ścianach podziemnego holu, jeszcze inny jak normalni ludzie kierują się w stronę korytarzy odchodzących we wszystkie strony. Miejsce, w którym się znajdujemy, pustoszeje i cichnie. Teraz jestem tu tylko ja, Krzysiek, Agnes, Luno i Libertad. Uśmiecham się, cieszę się, że w końcu zostałam przyjęta przez kogoś ze zwykłą radością.
-Zaczniesz lekcje jeszcze dziś. Zaraz. - mówi wódz Sfery Magów. Uśmiecham się jeszcze szerzej, zadowala mnie ta perspektywa. Zaczynam traktować wszystkie mające ostatnio miejsce wydarzenia jak dobrą zabawę. Pomaga mi to. Przestaję się bać i zastanawiać się czy mają one jakikolwiek sens.
-No więc, gdzie mam iść? - pytam podekscytowana.
-Uspokój się. To nie będzie przyjemne. Nie będziemy uczyć cię lewitowania czy trzymania w powietrzu przedmiotów, lecz silnej magii, która ma pokonać Zło. TO NIE JEST ZABAWA.- ostudza mój zapał Luno. Świetnie. Więc moje chwilowe pozytywne podejście do zaistniałem sytuacji odpływa w niepamięć. Patrzę na niego z niechęcią i przytulam się do Krzyśka. Czuję kojące ciepło jego ciała, delikatny oddech na szyi. To zadziwiające, jak ten facet na mnie działa. Agnes spogląda na nas ukradkiem. Ma stęskniony, zazdrosny wyraz twarzy. W jej czarnych oczach widać ból. Postanawiam sobie, że muszę dowiedzieć się, o co chodzi z nią i Luno. Libertad odwraca się w stronę dużych ciemno fioletowych drzwi znajdujących się po naszej lewej stronie. Wrota otwierają się.
Moim oczom ukazuje się wielka sala ze złota. Wszystko jest ze złota! Złoty parkiet, złote ściany wysadzane diamentowymi obrazami przedstawiającymi jakieś postacie. Złoty tron na końcu sali. Złote krzesła. Złote lampy zwisające ze złotego sufitu.Złoty stół nakryty pozłacanym obrusem. Złote rzeźby, złote kwiaty! Złote ramy okien zza których wcale nie widać nieba i lasów, lecz dziwny biało-fioletowy płyn o galaretowatej konsystencji. Robi mi się wręcz słabo od tego przepychu. Czuję się jak w pałacu króla Midasa.
-To gabinet dyrektora. Czyli mój. - zabiera głos Libertad - Będziemy tutaj ćwiczyć, bo niestety nie mamy czasu na umieszczenie cię na zwykłych zajęciach z innymi uczniami. Jednak najpierw chciałabym zaprowadzić cię do twojej habitación. Pewnie jesteś zmęczona. Będziesz mogła wziąć prysznic lub kąpiel, jak wolisz. Elfy przyniosą ci także coś do jedzenia.
Czuję, jak burczy mi w brzuchu. W sumie jestem też niebywale zmęczona. Ledwo trzymam się na nogach, a powieki same mi się zamykają. Marzę o gorącej kąpieli i położeniu się do łóżka. Libertad idzie w stronę złotego tronu. Ruszam za nią. Zauważam, że za tronem znajdują się niewielkie drzwi wtapiające się w ścianę. Czyżby ukryte drzwi? Jeśli tak to właśnie poznałam jedno z tajnych przejść w Sferze Magów. Szybko.
Muszę się schylić, aby zmieścić się w tym dziwnym ciemnym korytarzu. Libertad mieści się bez trudu. Nie potrafię sobie tego wytłumaczyć, przecież jest ode mnie wiele większa. Jednak jestem zbyt zmęczona, aby o cokolwiek ją pytać. Luno, Agnes i Krzysiek zostali w złotym pomieszczeniu. Czuję się niepewnie nie mając u boku Krzyśka, ale najwyraźniej nie mógł z nami pójść. Bolą mnie plecy od ciągłego kulenia się, nie mogę się już doczekać końca drogi. W końcu dostrzegam światło. Zielone i delikatne. Słyszę skrzypnięcie drzwi. Wychodzę z korytarza a moim oczom ukazuje się mały pokój o żółtych ścianach. Stoją w nim dwa pojedyncze łóżka, jedno nakryte żółtym kocem ( o takim samym odcieniu jak ściany ), a drugie nawet nie pościelone, ze zwiniętą w rulon kołdra i poduszką leżącą na miejscu wyznaczonym dla nóg. Domyślam się, że już ktoś tu mieszka. Nad tym łóżkiem wisi plakat przedstawiający młodą dziewczynę ubraną w jaskrawo niebieską pelerynę ledwo zakrywającą pośladki. Zwracam również uwagę na jej różowe postrzępione włosy. Dziewczyna trzyma w ręku mikrofon, a u dołu plakatu widnieje napis 'Melandra'. Domyślam się, że to jakaś sławna w tej Sferze piosenkarka, najwyraźniej idolka mieszkanki tego pokoju. W pomieszczeniu stoją też dwa biurka, dwie szafy, dwa krzesła i jedna wielka kanapa. Jedna część pokoju jest idealnie posprzątana, druga idealnie zabałaganiona. Uśmiecham się, wyobrażam sobie jak roztrzepana musi być dziewczyna mieszkająca tutaj. Wiem, że to dziewczyna, ponieważ na biurku stoi mnóstwo pomadek, lakierów do paznokci, cieni do oczu. Oczywiście mogę się mylić, być może tutaj także mężczyźni się malują. Przypominam sobie wygląd Luna oraz innych magów spotkanych w wielkim holu i zaraz odsuwam od siebie tę idiotyczną myśl. Dostrzegam okno, zza którego widać ten sam dziwny płyn co z złotym pomieszczeniu. Patrzę na niego chwilę i zauważam, ze zmienia kolor! Teraz nie jest biało-fioletowy, a lekko różowy. Kręcę z niedowierzaniem głową. W tym świecie chyba wszystko jest możliwe. Przesuwam wzrokiem po pokoju. Widzę dwie pary drzwi. Na jednych wisi tabliczki 'ŁAZIENKA TYLKO DLA MAGÓW ZAGROŻONYCH Z HISTORII SFERY'. Zaczynam się śmiać. Ta dziewczyna coraz bardziej mi się podoba. Domyślam się, że drugie drzwi to prawdziwe wyjście/wejście. Odwracam się, aby zobaczyć, którędy weszłam ja i Libertad. Ale za sobą widzę tylko ścianę. Nie za bardzo wiem, co o tym myśleć. Ale naprawdę marzę tylko o śnie, mam jeszcze dużo czasu, żeby dowiedzieć się więcej i Sferze, w której tymczasowo przyszło mi żyć.
-Tu będziesz mieszkała. Razem z Kadmą. To mądry mag tylko trochę zbuntowany. Mam nadzieję, że jakoś się polubicie. To...hm...łóżko w dobrym stanie jest twoje. To samo dotyczy innych mebli. Łazienka jest...widzisz, gdzie jest łazienka. Wykąp się, przebierz i idź spać. W szafie masz wszystko, co potrzeba. Ja muszę wracać do obowiązków. Gdy będzie czas na naukę, ktoś po ciebie przyjdzie. Do zobaczenia Floro.- mówi Libertad i rozpływa się w powietrzu. Zostaję sama. Wzdycham ciężko. Siadam na łóżku i staram się zebrać myśli. szybko z tego rezygnuję, jestem tak wyczerpana, że powoli zapominam jak mam na imię. Chociaż w rzeczywistości sama nie wiem, jak mam na imię. Magom w holu przedstawiłam się jako Flora. Krzysiek mówi do mnie Asia. To dziwne, ale bardziej podoba mi się Flora. W sumie nigdy nie lubiłam swojego...ludzkiego imienia.
Wstaję z łóżka i otwieram szafę, z której nie wysypują się ubrania. Moim oczom ukazują się stosy idealnie poukładanych bluzek, spodni, spodenek, bluz, bielizny, sukienek, spódnic, kurtek i żakietów. Otwieram drugie drzwi szafy i widzę równo wiszący komplet czarnych peleryn. Na dnie stoi około 15 par identycznych czarnych butów na płaskim obcasie. Jednak po drugiej stronie dostrzegam kilka par sandałków, pantofli, klapek, adidasów, trampek, a nawet glany! Patrzę na to wszystko jak zahipnotyzowana. Nigdy w życiu nie miałam w szafie tylu ubrań! Biorę świeżą bieliznę i luźno bluzkę z jakimś bajkowym stworkiem. Uznaję, że wygodnie będzie w tym spać. Podchodzę do biurka. teraz widzę, że obok niego wisi duże lustro, a pod nim znajduje się szafka, zapewne na kosmetyki. Otwieram ją i przekonuję się, że się nie myliłam. Tusze do rzęs, błyszczyki, pudry, fluidy, cienie do powiek, różnorakie kremy, żele, płyny do kąpieli i inne potrzebne do prawidłowego funkcjonowania i wyglądania preparaty. Na najniższej półce leżą też ręczniki. Biorę jeden oraz całą garść kosmetyków, dzięki którym może znów zacznę przypominać człowieka, a nie potwora. W końcu kieruję się do łazienki. Otwieram drzwi, a z moich ust wydaje się okrzyk zachwytu. Łazienka jest ogromna, na środku stoi wielka wanna, w której zmieścić się może chyba z 10 ludzi. Wokół niej stoją zapalone świece, które zapachem przywołują mi na myśl góry w lecie. Po lewej stronie widzę kabinę prysznicową, a po prawej umywalkę wmontowaną w zestaw kilku beżowych szafek. Nad nimi wisi lustro oprawione w grubą, drewnianą ramę. Wręcz biegnę do wanny. Odkręcam złote kurki i cała w mgnieniu oka napełnia się idealnie ciepłą wodą. Wlewam do niej jednego z płynów do kąpieli, woda zabarwia się na zielono i zaczyna pachnieć lasem. Ona staje się lasem! Nagle do moich uszu docierają dźwięki szemrzącego strumienia, świergot ptaków. Zrzucam ubranie i wskakuję do wody. Moje ciało odpręża się. Wyciągam się w wannie, czuję się jak u najlepszego masażysty. Chcę tu zostać. Zapominam, w jakim celu znalazłam się w Sferze Magów. Myślę tylko o tym, że chcę tu mieszkać. Chcę być magiem!
Nie wiem, ile czasu mija, ale powoli zasypiam, więc postanawiam udać się do łóżka. Wycieram się idealnie miękkim ręcznikiem, zakładam idealnie miękki szlafrok wiszący przy wannie. Spoglądam w lustro i widzę, że moja twarz nie wygląda już tak strasznie. Wsuwam stopy w idealnie ciepłe białe kapcie. Wchodzę do pokoju, kładę się na łóżku. Zaczynam się śmiać, jest mi tak dobrze! Ubieram się w piżamę i wskakuję pod kołdrę. Układam się wygodnie, zamykam oczy. W mojej głowie już kształtują się jakieś piękne sny. Śpię. W końcu śpię. Nikt mi nie przeszkadza. W końcu! I wtedy słyszę, że drzwi się otwierają, a jakiś mężczyzna mówi: 'Wstawaj, Libertad cię wzywa'. Mam ochotę krzyczeć ze złości. Nie wytrzymuję i syczę: 'Pieprz się'. Zarzucam kołdrę na głowę. Czuję ból w ramieniu. Przeszywający ból.
-Nie masz prawa sprzeciwiać się Libertad. Rozumiesz? - mówi ten sam głos, tyle że tym razem przeraża mnie i sprawia, że mam ciarki.Wstaję powoli. Widzę rosłego mężczyznę ubranego w połyskująca srebrem pelerynę.
-Tak, rozumiem. - mówię, a mag łapie mnie za ramię i siłą wyprowadza z pokoju. Nawet nie zdążyłam się ubrać ani zjeść. Zresztą nigdzie nie widzę jakiegokolwiek jedzenia. Stwierdzam, że jednak nie wszystko jest tu tak kolorowe, jak mogłoby się wydawać.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Dziękuję za przeczytanie i skomentowanie! Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy Twoja opinia, drogi Czytelniku! Cieszę się, że jesteś ze mną :)