Rozdział VII
"Schody odkrycia"
Mam wrażenie, że czas się zatrzymał. Libertad patrzy na mnie wyczekująco. Nie słyszę nawet delikatnego szmeru, żadnego oddechu. Nie mogę pojąć, dlaczego wszyscy twierdzą, że ów wielki wódz jest u schyłku życia. Libertad jest wielka, potężna, taka piękna. Wzbudza we mnie podziw. Wygląda raczej na kogoś, kto właśnie przeżywa najlepsze lata swojego pobytu na Ziemi. Na jej obliczu nie widnieje ani jedna zmarszczka, dłoń, którą mnie dotykała, jest idealnie gładka i silna. W jej oczach tańczą iskierki tak charakterystyczne dla młodych, wierzących, że wszystko jest możliwe ludzi. Czuję niezwykły przypływ sympatii do tej wspaniałej kobiety. Chcę spędzić z nią dużo czasu, chcę uczyć się od niej wszystkiego, co potrzebne magowi. Chcę walczyć dla jej narodu. Zapominam o mamie, teraz to Libertad jest moją matką. Jest moim mentorem. Idolem. Jest bóstwem, które muszę wielbić. MUSZĘ. Moje serce wypełnia się miłością do maga. Zastanawiam się czy wódz Sfery Magów tylko na mnie tak działa. Patrzę na Krzyśka. Jest wpatrzony w Libertad tak samo jak ja, uśmiecha się szeroko, zdaje się promieniować miłością i radością. Agnes i Luno również przepełnieni są uwielbieniem, chociaż oni jakby mniej. Znowu patrzę prosto w oczy maga. Hipnotyzują mnie. Przyciągają do siebie. Szybciej oddycham, czuję, że moje serce przyspiesza. Pocą mi się dłonie. Znowu. To chyba stanie się moim znakiem rozpoznawczym. Moje ciało staje się takie lekkie. Jakby się unosiło. Patrzę w dół. Albo mam omamy, albo naprawdę wznoszę się lekko nad drewnianą podłogą. Jestem ponad Libertad. Mag musi zadzierać wysoko głowę, aby wciąż utrzymywać ze mną kontakt wzrokowy. Zaczynam się śmiać. Śmieję się głośno, wypełniam śmiechem całe pomieszczenie, powietrze drga. Tańczę. Wiruję. Wyrzucam ręce ponad głowę, zamykam oczy, jestem przepełniona szczęściem. Mogę zrobić wszystko! Pomogę każdemu, kto tylko poprosi mnie o pomoc! Pomogę Libertad, zrobię wszystko, o co tylko mnie poprosi, WSZYSTKO. Dla niej mogłabym nawet zabić. Tak, mogłabym zabić! Czym jest zabójstwo wobec spełnienia prośby takiego bóstwa? Niczym. Jestem taka szczęśliwa!
Upadam. Spadam na drewnianą podłogę. Jest twarda, nabijam sobie kilka porządnych siniaków. Czuję jej zapach. Zapach, który teraz nagle napełnia mnie obrzydzeniem. Przypominam sobie, że od naprawdę długiego czasu nic nie jadłam ani nie piłam. Robi mi się niedobrze z głodu. Wymiotuję. Pokrywam drewnianą podłogę niebieskawym płynem. Głośno i ciężko oddycham. Czuję się okropnie.
-To było zaklęcie alegtos. Tak działają magowie Elmal. Manipulują twoimi uczuciami, wmawiają ci, że jesteś wręcz zakochany w nich i ich ideologii. Wmawiają ci, że kochasz Zło. A w końcu ty sam zaczynasz w to wierzyć. I potrafisz w imię Noche zrobić wszystko. Jesteś w stanie zniszczyć nawet swoich bliskich. Wojownicy Elmal są potężni, bo nie znają granic. Są potężni, bo znają magię Sfery Ducha. Mamy nadzieję, że i ty ją znasz. - słyszę głos Libertad. Unoszę głowę, by na nią spojrzeć. Tym razem wydaje się starsza, bardziej zmęczona.
-Dlaczego...dlaczego to zrobiłaś...? - pytam z trudem poruszając wargami. Czuję, że zaraz zasnę.
-Chciałam sprawdzić, gdzie leżą twoje możliwości. Przepraszam. - mag wysuwa w moim kierunku dłoń, na której leży fioletowy maleńki liść - Zjedz to, lepiej się poczujesz.
Wkładam roślinę do ust, a ona rozpływa się. Ma ciekawy słodkawy smak. Rzeczywiście po kilku sekundach jestem mniej obolała, przestaję mieć zawroty głowy, a w żołądku nie czuję już skurczów. Chcę zapytać, co to takiego było, ale po chwili rezygnuję. "Pokażcie mi w końcu, jak mam wam pomóc!"- myślę. Wiem, że magowie i tak to usłyszą, a na rozmowę jestem jednak jeszcze zbyt słaba.
-Dobra. Zejdźmy do Gimnasio. - mówi wódz, a Agnes i Luno wykonują głowami ruch symbolizujący zgodę. Krzysiek podchodzi do mnie i bierze mnie pod ramię. Jest dziwnie oschły, ale nie ma czasu na wyjaśnienia.
Kierujemy się w stronę schodów, których wcześniej nie zauważyłam. Prowadzą w dół. Są kręte i zimne, czuję w bosych stopach przeszywający chłód. Mam przecież na sobie nadal tylko białą, porozcinaną koszulę. Trzęsę się. Magowie chyba to zauważają, gdyż nagle czuję ( i widzę! ), jak na moich stopach pojawiają się czarne baleriny, a na ramiona opada ciemny płaszcz, taki sam jak peleryna Krzyśka, Agnes i Luna. Na schodach zaczyna robić się coraz ciemniej, w końcu potykam się o długą szatę i przed upadkiem ratuje mnie jedynie silne ramię Krzyśka. Agnes szepcze jakieś dziwne słowa, z jej dłoni strzelają błękitne płomyczki. Idziemy już kilka minut, a końca schodów nie widać. Zaczynam zastanawiać się czy przypadkiem właśnie nie zostałam porwana.
-Och, przestań myśleć takie głupoty! Naprawdę ciężko jest znieść ludzkie myśli. Najszybciej powinniśmy ją nauczyć pensamientos. - mówi poirytowanym głosem Agnes. Mam wrażenie, że wszyscy są na mnie źli, chociaż nie mam pojęcia, co złego zrobiłam. Staram się NIE MYŚLEĆ, ale niestety wcale mi to nie wychodzi. W mojej głowie pojawiają się obrazy mnie i Krzyśka podczas wspólnego wypadu w góry, kiedy to złamałam nogę. Jaka ze mnie niezdara! A to ja miałam wtedy uczyć go jeździć na nartach. Niestety tak się złożyło, że mój chłopak w ciągu 2 godzin śmigał już o wiele lepiej niż ja po 7letnich corocznych 2tygodniowych wyjazdach w góry. Wspominam jak czule znosił mnie ze stoku wprost do budki obsługi. Przyjechała karetka, a Krzysiek, trzymając mnie za rękę, płakał ze śmiechu. Ja też płakałam, wprawdzie z bólu, ale można powiedzieć, że wtedy podobnie objawiały się nasze emocje. Teraz jestem tu jakby całkiem sama, nikt nie trzyma mojej ręki, nikt nie jest dla mnie miły. W oczach zbierają mi się łzy. Przez tą całą Sferę Magów stałam się rozbeczanym bachorem. Nic dziwnego, że Krzysiek nawet mnie nie przytula. W dodatku za pewne wyglądam po prostu strasznie. Mrugam, a krople łez spadają na policzki. Staram się robić wszystko, aby nikt tego nie zauważył, ale najwyraźniej nie jestem dobra w udawaniu. Krzysiek zatrzymuje mnie, odwraca w swoją stronę i patrzy mi prosto w oczy:
-Wiem, że pewnie przejmujesz się w tym momencie swoimi rozczochranymi włosami, spierzchniętymi ustami i rozmazanym tuszem do rzęs, ale ja kocham cię zawsze, bez względu na to, jak wyglądasz. Rozumiesz? Po prostu się o ciebie boję. I sam nie wiem, co robić. Nie radzę sobie z tą sytuacją, mam 19 lat i dowiedziałem się, że jakaś Postać podzieliła Świat na 5 Sfer, że moja dziewczyna jest córką Pani Nocy, a ja półmagiem walczącym w imię Dobra. To brzmi jak dobry żart, ale tam, gdzie walczyłem, widziałem zbyt wiele. To coś więcej niż nasze ludzkie wojny. To coś, co wykracza ponad moją wyobraźnię.- w oczach Krzyśka widnieje ból zmieszany ze strachem i odrazą. Dobrze, że nie mam daru widzenia myśli, chyba nie chciałabym zobaczyć tego, co tak przeraża mojego mężczyznę. Chłopak szybko mnie obejmuje i wyciąga w moją stronę dłoń. Dalszą drogę pokonujemy już trzymając się za rękę.
W końcu do moich uszu dociera dziwny dźwięk, jakby strzelającego ognia. Po chwili widzę kolorowe smugi światła. Schody się kończą. Zjawiamy się w ogromnej jaskini pełnej setek magów w czarnych pelerynach. Są wszędzie. Unoszą się w powietrzu, stoją nieruchomo z zamkniętymi oczami, tańczą, czytają grube księgi oprawione w skórę, rozmawiają, otaczają się kulami podobnymi do tej, którą ja wytworzyłam. Przyglądam się im jak zahipnotyzowana, jestem zachwycona!
-Trafiliśmy na przerwę. Dlatego wszyscy są w holu. Podczas lekcji magowie są w oddzielnych Gimnasio. - wyjaśnia Libertad, a ja już bardzo chcę do nich dołączyć. Puszczam rękę Krzyśka i idę w kierunku magów-uczniów. Nagle rozmowy zostają przerwane. Magowie wpatrują się we mnie wzrokiem, z którego wyczytać można szacunek. Unoszą ręce w górę. nad ich głowami tworzy się zielona kopuła. Skłaniają nisko głowy. "Estimacion"- szepczą. Mam gęsią skórkę i motylki w brzuchu. Nie wiem, jak zareagować.
-To powitanie władcy w Sferze Magów. Oni już uznali cię za władcę. I jedyną nadzieję. Teraz nie możesz się wywinąć. - mówi mi na ucho Krzysiek i uśmiecha się. Ma rację, teraz już nie mogę się wywinąć. Uśmiecham się niepewnie:
-Cześć. Flora jestem.
Wszyscy wybuchają śmiechem. Tym oto sposobem, po raz kolejny udowadniam, że jestem tylko głupią nastolatką. A mimo to magowie podchodzą do mnie i czule mnie przytulają. Więc jednak ludzie prawie wcale nie różnią się od magów. Może są tylko mniej życzliwi. Ludzie oczywiście.
Alicja Mazurek

dobre było to 'cześć. Flora jestem'
OdpowiedzUsuńświetne, czekam na kolejny rozdział...
łooooooooo....... kocham cie xdddddddddd
OdpowiedzUsuń/anka.
i w koncu wiem kto kryje sie pod anonimem :D
Usuń