czwartek, 1 marca 2012

11. To tylko Elmal

     Na początku chcę Was naprawdę bardzo mocno przeprosić,  że tak długo nie pisałam ale najzwyczajniej w świecie NIE MIAŁAM CZASU. W końcu znalazłam chwilkę i naskrobałam coś. Mam nadzieję, że się spodoba. Miłego czytania, miłego dnia :)



 Rozdział XI
"To tylko Elmal"


      Przytulam dziewczynę i czuję jej chłodne łzy na ramieniu. Nagle zdaję sobie sprawę, że nawet nie wiem, jak ona ma na imię.
-Hej, zdradzisz mi, jak się nazywasz? – pytam ją cicho, staram się, żeby w moim głosie nie dało się wykryć ani krzty strachu. Wydaję mi się, że nawet mi się to udało. Dziewczyna unosi głowę i wyciera policzki rękawem mojej peleryny.
-Kadma.
-Ojej, naprawdę?! To ciekawe, moja współlokatorka ma ponoć tak na imię. W sumie to jej nie poznałam, nie miałam czasu…
-To teraz powiem ci coś jeszcze ciekawszego, czekałam na nową współlokatorkę. Ale nie zdążyłam jej niestety poznać.
-Hm… jaka jest twoja ulubiona piosenkarka? – pytam ją z lekkim uśmiechem, podejrzewam, że przez dziwny zbieg okoliczności spotkałam bałaganiarę, z którą miałam mieszkać.
-Melandra, ale czemu pytasz?
-A więc to ty! – śmieję się – To z tobą miałam mieszkać!
-Yyy… skąd wiesz? – pyta zdziwiona dziewczyna, spogląda na mnie spod oka, jej wyraz twarzy mówi, że zaczyna mnie uważać za wariatkę.
-Nie patrz tak na mnie! – uśmiecham się coraz szerzej, staram się ją do siebie przekonać – W pokoju, w którym miałam mieszkać, wisiał plakat tej właśnie Meandry. I był straszny bałagan! Myślisz, że to możliwe, aby moja współlokatorka Kadma była właśnie tobą?
-Jasne! – teraz i dziewczyna zaczyna się śmiać – Pewnie Libertad zdążyła ci naopowiadać, że jestem taką wielką bałaganiarą i buntowniczką, ale to wcale nieprawda. Zresztą, nieważne. Teraz to już nieważne. – mówi Kadma i nagle robi się smutna. Spuszcza głowę, jej entuzjazm opada tak szybko jak powstał. Ten nastrój udziela się także mi. Już mam siąść obok niej, ale po chwili wstaję i unoszę głowę do góry. To bez sensu, nie mogę teraz siąść i czekać, aż przyjdzie po mnie ktoś z magów Elmal. Nie po to uciekłam tamtemu magowi, nie po to zostałam tu sprowadzona. Nie po to Krzysiek walczył w jakimś nieznanym świecie, żebym ja teraz siadła gdzieś w kącie, ukryła się i udawała, że nic nie potrafię. Przecież nawet Kadma stwierdziła, że nigdy nie widziała tak dobrego przejścia! A ja nawet nie wiedziałam, o co jej chodzi. Po prostu wypowiedziałam to dziwne zaklęcie, lekko się skupiłam. Może Kadma mogłaby zostać moim nauczycielem? Może wystarczy, że opowie mi, na czym to wszystko polega? Może wystarczy parę słów zaklęć? Czuję, że krew zaczyna szybciej krążyć w moich żyłach. Jestem podekscytowana. Zaczynam wierzyć, że dam radę. Dam radę, chociaż kompletnie nie wiem, co się tutaj dzieje. Nawet nie wiem, co mam robić. Nie wiem. Ale wierzę, że z pomocą Kadmy odnajdę Libertad, Krzyśka i pozostałych magów Bueno. Wierzę, że dam radę pokonać Zło. Wiem, że dam radę.
-Wstawaj- mówię stanowczym głosem. Dziewczyna powoli podnosi głowę i patrzy na mnie zdziwiona. – No wstawaj! Przecież nie będziemy tu bezsensownie siedzieć i czekać na śmierć chociażby z głodu. Przecież jesteś magiem. Magiem walczącym w imieniu Dobra. Chcesz się poddać? Ot tak? Nie możesz! Razem coś wymyślimy. – próbuję przekonać Kadmę do mojego pomysłu.
-Co? My? Ja i ty? Same przeciw Złu? Chyba sobie żartujesz…
-Właśnie, że tak! Zostałam tu wezwana, bo ponoć mam jakąś wielką moc. Przecież już ci mówiłam. I nie mam jej po to, żeby siąść w tym brudzie i czekać, aż przyjdą tu magowie Elmal. Może bym ich wtedy nawet pokonała, ale co z tego? Ja mam pomóc zwyciężyć Dobru! A ono jest takie słabe… Nie wiem, dlaczego, ale czuję, jakby moje serce obumierało. Jakby umierała cząstka Dobra w nim zawarta. A wiesz, co to oznacza? Że samo Dobro ginie. Nie możemy na to pozwolić. Nie możemy pozwolić, aby świat stał się zgrają pragnących krwi zwierząt. Chcesz tego? A co z twoją rodziną? Co z przyjaciółmi? Co z tobą? Przecież chcesz żyć. Wiem to, doskonale to wiem. Mam pewnie tyle lat co ty. Wiem, co czujesz, wiem, co myślisz, co dzieje się w twoim sercu. Wiem, że się boisz, ale uwierz, że ja boję się jeszcze bardziej. Jednak jestem w stanie przezwyciężyć ten strach. I teraz staniesz tu obok mnie i pójdziesz razem ze mną szukać jakieś ocalałego domu. Nazbieramy gałęzi i rozpalimy ognisko. Może nawet uda nam się znaleźć coś do jedzenia. Prześpimy się, a potem wymyślimy, co robić dalej. Wiesz, ja nie wierzę, że Libertad mnie zostawiła. Nie wierzę, że dała się pokonać. Ona jest gdzieś tam, może uwięziona, ale jej serce wciąż bije, nie zamieniło się w kamień. Wierzę, że spróbuje się ze mną skontaktować. A nawet jeśli tego nie zrobi, to nie dlatego, że nie chce czy we mnie nie wierzy. Może po prostu nie ma jak. Może nie ma już siły. Ale ja dam jej tę siłę. Odnajdę ją. Rozumiesz? Pomogę Dobru. Pomogę światu. Nie pozwolę, żeby… żeby Świat, który został tak wspaniale zaplanowany przez Istotę nagle przestał istnieć. Nie pozwolę. Rozumiesz? – zaczynam płakać. Ale są to łzy, które przynoszą ulgę i moc. Są to łzy, które tylko utwierdzają mnie w przekonaniu, że mam rację mówiąc to wszystko. Że moja decyzja jest słuszna. Łapię Kadmę za rękę i podnoszę ją. Patrzę jej prosto w oczy i nagle widzę, że w nich też coś się zmienia. Nie ma już rezygnacji, bólu, smutku i żalu. Teraz widać w nich nieśmiałą determinację, ledwo zauważalną, ale jednak. Przytulam ją. Obejmujemy się mocno i płaczemy sobie w ramiona. „Damy radę, damy radę…”- mówię co jakiś czas i głaszcze dziewczynę po plecach. W końcu nasze ciała przestają drżeć, oddech uspokaja się. Odrywamy się od siebie i uśmiechamy się delikatnie. Kadma ociera ostatnie łzy.
-No to do roboty. Tyle tu śmieci, że można rozpalić ognisko większe od jądra Ziemi- mówi żartobliwie moja nowa przyjaciółka. Śmieję się i zaczynam zbierać wszystko, co nadaje się do spalenia. Wprawdzie nie mamy ognia, ale czuję, że nie będzie dla mnie żadnym problemem wzniecenie go. Idziemy ramię w ramię nie oglądając się za siebie. To, co złe, jest już za nami. Smutek, żal… To wszystko jest dziełem magów Elmal. Czuję ciepło emanujące z podłoża. Jakby gdzieś tam głęboko pod ziemią swoją kryjówkę miało Dobro. Dobro, które pomaga uwierzyć, przezwyciężyć strach, zaufać, pokochać. Dobro, któremu każdy z nas powinien służyć. Dobro, któremu ja zamierzam pomóc.

*

                Ognisko pali się i wyrzuca w powietrze iskierki, które radośnie tańczą i rozświetlają ponury krajobraz. Czuję się dobrze. Kadma leży na znalezionym materacu. Chyba zasnęła. Wygląda tak niewinnie, że mam ochotę utulić ją jak małe dziecko. Patrzę na nią i czuję się odpowiedzialna. Za nią i za cały świat. Może to głupie, ale pomaga mi. Jestem potrzebna. Jestem komuś potrzebna.
                Dziewczyna otwiera oczy. Zauważa, że się jej przyglądam. Uśmiecha się i unosi na łokciach.
-Nie zdążyłam ci podziękować za uratowanie życia – mówi nieśmiało. W ogóle nie przypomina właścicielki pokoju, który przez chwilę był też moim pokojem. Najwyraźniej pozory mylą.
-Przestać, nie masz za co dziękować. Pewnie zrobiłabyś to samo. Poza tym, dzięki tobie jest mi..weselej. Raźniej. To raczej ja powinnam dziękować.
-Chyba będziemy musiały iść do zamku.
-Do zamku? Jakiego zamku? Macie tu zamki? – pytam zdziwiona
-Och… tak nazywamy szkołę. Wygląda trochę jak zamek, szczególnie gabinety nauczycieli. Zresztą nasze pokoje też nie są złe. Elmal byli tam, żeby zabrać ciebie i Libertad. Z Libertad się udało, z tobą nie. W każdym razie teraz już na pewno ich tam nie ma. A właśnie tam za pewne znajdziemy najwięcej Bueno. Którzy nam oczywiście pomogą. Przecież nie wyruszymy same na wojnę… To byłoby dopiero bez sensu. – wyjaśnia Kadma
-Tak, masz rację… Ale najpierw musimy się przespać. Chyba nie chcesz zasnąć na polu bitwy! – śmieję się
-Wiesz co? Magowie nie muszą spać.
-Słucham? Jak to?
-No po prostu. My nie śpimy. Zamykamy oczy i kładziemy się, bo to tak jak u was na przykład oglądanie telewizji. Nasza wyobraźnia sama pokazuje nam różnorakie historie. Czytamy książki i oglądamy filmy poprzez zamykanie oczu. U nas nie ma książek, każdy sam potrafi wymyślić sobie swoją.
-O… no to… muszę przyznać, że to ciekawe. Ale ja jestem jednak człowiekiem. Półczłowiekiem… I muszę spać. – wyginam usta w uśmiechu i kładę się na kilku znalezionych kurtkach. Zamykam oczy i myślę nad słowami Kadmy. Przypominam sobie, że rzeczywiście nigdy nie potrzebowałam tyle snu, co inni. I moja wyobraźnia… Tak, moja wyobraźnia była zdecydowanie zbyt bujna jak na zwykłego człowieka. Uśmiecham się sama do siebie. Próbuję zasnąć. W mojej głowie krążą tysiące myśli. Czuję, jak ból i zmęczenie odpływa z mojego ciała. Odprężam się. Wyobrażam sobie, że obok mnie leży Krzysiek i przytula mnie czule. To mnie uspokaja. Krzysiek… Krzysiek… Krzysiek… 

*

                Budzi mnie ostre szarpnięcie za rękę. Otwieram oczy i widzę Kadmę pochylającą się nade mną. Kadmę o oczach wypełnionych przerażeniem.
-Co..co się stało? – pytam, już sama nie wiem, czego się spodziewać. Dziewczyna przykłada palec do ust i pokazuje mi, żebym po cichu wstała. Podnoszę się, zbieram rzeczy, które wydają mi się przydatne, czyli czajnik, mały garnuszek, plecak, koc, kilka dodatkowych ubrań i idę za Kadmą. Poruszamy się obrzeżami zniszczonego miasta, staramy się nie stawać na rzeczach, które mogłyby zdradzić nasze położenie. Nic z tego nie rozumiem, ale zdaję się na dziewczynę. Czuję napięcie, które sprawia, że powietrze przepełnione kurzem staje się jeszcze bardziej ciężkie i gęste. Ucisk w piersi, ucisk w gardle. Mam tego dosyć, chcę wiedzieć, dokąd idziemy. Chcę wiedzieć, co się stało. Zatrzymuję Kadmę, mocno łapiąc ją za ramię. Ta odwraca się i widzę, że jest zła.
-Możesz mi wyjaśnić, co się stało? – pytam ją cichym głosem, w którym jednak brzmi stanowczość.
-Elmal. Byli tu. Wyczułam ich.
-Jak to wyczułaś?
-Och, nieważne! Magowie po prostu potrafią robić różne dziwne dla was, ludzi, rzeczy. A teraz się zamknij i chodź za mną, bo tak się składa, że oni też mogą nas wyczuć. Dlatego musimy jak najszybciej dostać się do szkoły, która jest broniona barierą pensar. Tam nie można usłyszeć niczyich myśli. No co się tak gapisz? Chodź! – mówi Kadma i powoli zaczyna przypominać Kadmę z mojego pokoju. Najwyraźniej odpoczynek pomógł jej stać się znowu sobą. Sama nie wiem czy powinnam się z tego cieszyć, ale stwierdzam, że jest to w tym momencie najmniej ważne. Idę posłusznie za dziewczyną i staram się nie myśleć o niej źle, bo po chwili przypominam sobie, że przecież magowie czytają w myślach. Kadma śmieje się cicho, najwyraźniej ‘usłyszała’ to, co sobie przypomniałam. Wzdycham ciężko i stwierdzam, że wcale się nie wyspałam. Jednak nie mam zamiaru narzekać. Wmawiam sobie, że czuję się dobrze, wręcz wyśmienicie i, o dziwo, naprawdę zaczynam się tak czuć!
                Wędrujemy dziwnymi ciemnymi korytarzami. Unosi się w nich zapach kurzu i stęchlizny, jakby dawno nikt nimi nie chodził. Na brunatnych ścianach zauważam ogromnych rozmiarów pająki. Robi mi się słabo, tak bardzo nienawidzę pająków! Czuję, że wpełzają mi pod koszulkę, drepczą po nogach, wchodzą do uszu i nosa. Wiem, że to tylko moja wyobraźnia, ale nie potrafię tego przezwyciężyć. Czuję się coraz gorzej, mam wrażenie, że zaraz zacznę krzyczeć i płakać. Chcę opuścić to miejsce jak najszybciej. Z trudem przełykam ślinę i nagle wydaje mi się, że połykam pająka. Krztuszę się, zaraz zwymiotuję. Kadma nawet nie zwraca na mnie uwagi. Zaczynam biec. Muszę stąd wyjść! Wyprzedzam dziewczynę, biegnę przed siebie i nagle dostrzegam światło. Z oczu zaczynają kapać mi łzy, nie mogę złapać oddechu, czuję pająki na całym ciele. Zakręt. Drewniane drzwi. Klamka. Trawa. Nie wytrzymuję. Upadam na ziemię i wymiotuję.
-Jesteś żałosna… ale i tak cię lubię – mówi dziewczyna, która mnie dogania. Głaszcze mnie po plecach i daje mi wodę oraz chusteczkę. Nie mam pojęcia skąd to wytrzasnęła, ale w tym momencie mało mnie to interesuje. W końcu czuję się bezpiecznie.
                Siadam na trawie i unoszę głowę. Chyba jesteśmy na miejscu, bo kilkaset metrów przed nami z ziemi wyrasta ogromny niebieski budynek, przed którym rosną piękne kwiaty, drzewa i jakieś dziwne rośliny, których nie potrafię nazwać. Nigdzie nie widzę wejścia. Jednak, gdy wytężam wzrok, zauważam, że szkoła i jej okolice wcale nie są tak piękne, jak wydawało się na pierwszy rzut oka. Lewa ściana jest do połowy zniszczona, wszystko pokryte jest białawym pyłem. Nad dachem kołują czarne ptaki przypominające kruki ze Sfery Ludzkiej. Trawa przed budynkiem jest raczej bardziej brązowa niż zielona, drzewa prawie nie posiadają liści. W oknach widnieją wybite szyby, ogromne wrota leżą obok wielkiej dziury wybitej w ścianie. Po plecach przebiega mi dreszcz. Znowu zbiera mi się na wymioty, ale tym razem powstrzymuję się.
-No cóż, to tylko Elmal, zacznij się przyzwyczajać, w końcu chcesz walczyć. – mówi Kadma, a w jej głosie słychać zdezorientowanie i strach
-Chcę i będę. Nie pozwolę, aby tak wyglądał świat. Chodźmy. – odpowiadam z niezwykłą pewnością, wstaję z trawy i kieruję się w stronę małej części dużego świata, który bez mojej pomocy będzie tak wyglądał.



Alicja Mazurek








1 komentarz:

Dziękuję za przeczytanie i skomentowanie! Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy Twoja opinia, drogi Czytelniku! Cieszę się, że jesteś ze mną :)