Rozdział X
" Koniec? "
Potykam się.
Upadam. Słyszę za sobą kroki. Wstaję. Oddycham głośno. Nie mogę oddychać, z
wysiłkiem wciągam powietrze, bolą mnie płuca, coś rozsadza mi płuca. Ciemny
korytarz. Szorstki dywan. Poruszam się na czworaka, muszę dojść do drzwi,
muszę się stąd wydostać. Próbuję wstać, ale moje ciało najwyraźniej nie ma tego
w planach. Nagle uderzam głową w coś drewnianego. Przejeżdżam ręką po
przeszkodzie i wyczuwam klamkę. Wspieram się na niej i powoli wstaje, a drzwi
otwierają się.
Śnieg. Pełno śniegu.
Lodowaty śnieg pokrywający wszystko wokół. Chociaż tak naprawdę wokół NIC nie
ma. Tylko śnieg. Z każdej strony. Śnieżne pole. Śnieżny świat. Stawiam
delikatnie stopy. Śnieg skrzypi pod moim ciężarem. Z moich ust wydobywa się
para. Trzęsę się z zimna. Już chcę wrócić do ciemnego korytarza, ale zaraz
przypominam sobie, że przecież nie mogę, że ciemnoskóry mag mnie dopadnie.
Odwracam się, żeby zamknąć drzwi i… nic za sobą nie widzę. Rozglądam się na
wszystkie strony. Śnieg. Biel. Oślepiająca biel. Mróz. Przerażający chłód. Co
się stało z pomieszczeniem, z którego wyszłam?! Nic nie rozumiem, to miejsce
coraz bardziej mnie przeraża. Już nie jestem taka pewna czy dobrze zrobiłam
odchodząc od mężczyzny. Teraz umrę z wyziębienia, wyczerpania i głodu. Płaczę.
Znowu płaczę. Mam tego dosyć! Krople spływają po policzkach i zamarzają w
połowie drogi. Moja skóra pokrywa się niebieskawym osadem. Nie mogę poruszyć
palcami. Przypominam sobie, że przecież niby jestem magiem. Powinnam jakoś
potrafić zmusić się do przetrwania. Powinnam potrafić przezwyciężyć zwykły
mróz! Jak mam uratować świat przed Złem, skoro nie potrafię wytworzyć nawet
jakiegoś maleńkiego źródła ciepła?! Potrafię czarować, potrafię. Wierzę w to z
całej siły, tworzę w wyobraźni małą ognistą kulkę, która powstaje w moim
brzuchu i ogrzewa całe moje ciało. Wierzę, ze potrafię ją wytworzyć, wierzę,
potrafię, potrafię, tworzę, tworzę. Czuję ciepło w żołądku. Ciepło w płucach. W
udach. Stopach. Ramionach. Ciepło w dłoniach i w głowie. Ciepło. Jest mi
CIEPŁO. Otwieram oczy i dostrzegam, że moja skóra jest lekko zaczerwieniona.
Uśmiecham się. Udało mi się! A więc może jednak coś potrafię. Po raz kolejny
rozglądam się dookoła. Nie wiem, gdzie iść. Wszystko wygląda tak samo. Jakbym
znalazła się w śnieżnej próżni. Śnieżna pustka. Po raz kolejny zamykam powieki.
Próbuję zobaczyć w głowie właściwą drogę. Może ja też potrafię porozumiewać się
w myślach? W końcu jestem magiem. MAGIEM. Zaciskam powieki coraz mocniej i
mocniej, jakby to miało w czymś pomóc, ale widzę tylko ciemność co chwilę
przetykaną czerwonymi oślepiającymi smugami. „Proszę, proszę, proszę,
powiedzcie mi, co mam robić, gdzie iść”- szepczę w myślach. Nic się nie dzieje.
Siadam zrezygnowana na śnieg. Nie czuję chłodu. Chociaż tyle dobrego. Wzdycham
głośno i kładę się. Niebo jest tak samo białe jak śnieg. Nawet nie widać
granicy, nie mam pojęcia, gdzie jest horyzont. Tracę nadzieję na cokolwiek.
Chcę zasnąć i już nigdy się nie obudzić. Mam dosyć wszystkiego. Dosyć. Dosyć.
Dosyć. I nagle widzę ją. Porusza delikatnie wargami, jakby nieśmiało. Błaganie
w oczach. Ból wypisany na twarzy. Libertad w mojej głowie. Staram się skupić na
jej ustach. Poruszają się bezwładnie, mag zachowuje się jakby był w amoku. Jej
usta. Wąskie, ale opuchnięte. Pomocy. Pomocy. Libertad prosi mnie o pomoc. A
może po prostu to wymyślam. Pomocy. Słyszę jej głośne wołanie. Zachrypnięty
głos. Nie, to tylko moja wyobraźnia. Pomocy! Nawoływanie staje się coraz
głośniejsze. Słyszę je coraz bliżej. Jakby Libertad znajdowała się obok mnie.
Pomocy!! Libertad. Czy jej głos brzmiał aby na pewno właśnie tak? Wcześniej był
jakiś wyższy. Owszem, jest zachrypnięty, ale w żaden sposób nie przypomina
głosu maga. Otwieram oczy. Wstaję.
-Proszę, pomóż…- słyszę cichutki głos przerywany szlochem. A
więc to nie Libertad mnie wzywała. Więc kto?! Rozglądam się dookoła, ale nic
nie widzę. Zaczynam się denerwować, bo głos słabnie, jakby osoba ta po prostu
umierała.
-Gdzie jesteś?! Kim jesteś?! Nie widzę cię, gdzie ty do
cholery jesteś?!- krzyczę, ale głos zamiera. Teraz nie słyszę nawet
najmniejszego szmeru. Brodzę w śniegu, którego jakby wciąż przybywało. Chcę
znaleźć błagającą o pomoc osobę, chcę ją uratować. W końcu nie będę sama. Muszę
znaleźć tego kogoś! Znowu zaczyna robić mi się zimno. Mam spękaną, zaczerwienioną
skórę. Moja ciepła kula grzejąca mnie od środka chyba się wypala, a czuję, że
nie mam siły, aby wytworzyć nową. Oczy bolą mnie od ciągłego patrzenia na
bijący oślepiającym blaskiem śnieg. Zawsze lubiłam zimę, ale mam już tego
dosyć. Znowu mam ochotę po prostu siąść i zrezygnować z poszukiwania
czegokolwiek i kogokolwiek. I wtedy go znajduje- człowieka o płci do
niezidentyfikowania. Leży w śniegu, ubrany w brudną, starą koszulę o brunatnej
barwie. Skulony, zakryty długimi czarnymi włosami. Chudy. Oplata się cienkimi
jak patyki rękoma, nogi ma podkulone aż pod samą brodę. Nie widzę jego twarzy,
która jest zwrócona w stronę podłoża. Na nogach ma grube rajstopy przetarte na
piętach. Jego skóra jest sina. Nachylam się, aby go dotknąć. Jest lodowaty, ale
wyczuwam puls.
-Hej, słyszysz mnie? – pytam cichutko, boję się, że mogę go
zabić głosem. Mam wrażenie, że w każdej chwili osoba ta może rozpaść się na
tysiąc drobnych kawałeczków, wymieszać się ze śniegiem. Potrząsam nim
delikatnie, ale nie widzę żadnej reakcji. Odwracam go delikatnie na plecy.
Teraz widzę mocno zaróżowioną dziewczęcą twarz. Zamknięte oczy o długich
rzęsach, na których osadziły się maleńkie kryształki lodu. Duże czerwone usta,
lekko otwarte. Włosy opadają jej na chudziutkie ramiona. Biorę ją na ręce. Jest
lekka jak piórko. Jeszcze nie wiem, gdzie pójdziemy, ale nie mogę jej tu
zostawić. I dzięki niej mam powód, aby szukać jakiegoś schronienia. Aby szukać
ludzi. Magów. Aby szukać życia. Zdejmuję płaszcz i zarzucam go na zziębnięte
ciałko tajemniczej osoby. Nagle robi mi się cieplej, być może to adrenalina, a
może poczucie, że jestem komuś potrzebna. Przyciskam dziewczynę do siebie.
-Wszystko będzie dobrze. Będzie dobrze. Gdybym tylko
wiedziała, dokąd iść… - mówię sama do siebie.
-Musisz… się… przekopać… - dziewczyna na moich rękach odzywa
się ledwo słyszalnym głosem. Wciąż ma zamknięte oczy, ale jej skóra zaczyna
przybierać normalny kolor.
-Przekopać? Jak to… przekopać? – pytam zaskoczona, bo
naprawdę nie mam pojęcia, co też ma ona na myśli.
-Eh… ty chyba nie jesteś stąd. Chyba nawet nie jesteś
magiem.
-Masz rację, do tej pory mieszkałam w Sferze Ludzkiej.
Chociaż nie do końca jestem człowiekiem. Ale to teraz nieważne. Powiedz, o co
chodzi z tym przekopaniem.
-No więc… Tutaj, w Sferze Magów, życie toczy się pod ziemią.
Na zewnątrz jest tylko śnieg. Nie zawsze tak było, ale ja znam świat bez
wiecznego śniegu tylko z opowieści dziadków. Ponoć Natura zbuntowała się, gdy
wybuchła wojna i śniegi od tamtej pory nie topnieją. Dlatego przenieśliśmy się
pod ziemię. Niska temperatura zabija
magów. Tak jak właśnie próbowała zrobić to ze mną.
-Ale przecież… macie takie zimne ciała, zimne oddechy…
-Tak, ale pewnie i u was mówi się, że to przeciwieństwa się
przyciągają. Eh, mam tylko 16 lat! Jeszcze nie wszystko wiem i nie wszystko
potrafię ci wytłumaczyć. Przekop się,. Bo obie umrzemy. – mówi dziwnie
stanowczo dziewczyna.
-Ale jak?! Nie rozumiesz, że nie wiem o co ci chodzi?!
-Ugh. Moc. Wiesz coś o tym? MOC. Musisz użyć magii. Zaklęcia
subsuelo.
-Nie rozumiesz, że nie potrafię czarować?! Subsuelo, co ty wymyślasz! Nawet nie
wiem jak to poprawnie wymówić! – krzyczę, jestem wytrącona z równowagi. Ziemia
zaczyna się trząść. Upadam na kolana i upuszczam dziewczynę. Ona śmieje się aż
z oczu lecą jej łzy. Widzę parę, która unosi się nad ziemią. Na śniegu pojawia
się ogniste koło. Śnieg topnieje. Ziemia topnieje! Widzę, że tworzy się dziura,
głęboki tunel prowadzący w głąb ziemi. Patrzę na to jak zahipnotyzowana. Po
chwili wszystko ustaje, przede mną jest wielki ciemny otwór.
-Nie umiesz czarować? Nigdy nie widziałam lepszego
przejścia. Chodź. – mówi ze śmiechem dziewczyna,
bierze mnie pod ramię i… wskakuje do tunelu. Jestem przerażona, zaskoczona i
podekscytowana. Nie mija nawet kilka sekund, a stajemy na drewnianej podłodze.
Patrzę w górę, ale nie widzę już dziwnego przejścia. Nad nami jest tylko kamienny
sufit. Rozglądam się dookoła. Domy. Stragany. Sklepy. I cisza. Znów ta
przerażająca cisza. Ciemność. Gdzieniegdzie w powietrzu unoszą się duże
lampiony, ale nie pada z nich światło. Bród. Porozrzucane śmieci. Wymarłe miasto.
Czuję zapach kurzu i stęchlizny. Robi mi się niedobrze. Spoglądam na
dziewczynę. Stoi o własnych siłach, wydaje się mniej zmęczona, jej ciało jakby
przybrało na wadze. Ale na jej twarzy widzę przerażenie. Z zaciśniętymi ustami
omiata zlęknionym spojrzeniem okolicę.
-Nie wiem… nie rozumiem… jak to możliwe? – dziewczyna zadaje
cichym głosem pytania. Nie potrafię udzielić jej odpowiedzi, czuję, że rozumiem
z tego wszystkiego jeszcze mniej niż ona.
Po chwili postanawiam opowiedzieć jej
o tym, kim jestem, co mnie spotkało. Patrzę w jej ciemne oczy i zwierzam się ze
wszystkiego. Z tego jaka byłam przerażona, gdy odkryłam, że nagle pozostałam na
świecie całkiem sama. Z tego jak bardzo bolało, gdy byłam poddawana próbom w
białym pomieszczeniu. Z tego jak dowiedziałam się, że jestem córką Noche, jak
spotkałam się z Krzyśkiem, jak zaprowadzono mnie do pięknego pokoju. I w końcu
z tego jak rozmawiałam z magiem Elmal. Dziewczyna patrzy na mnie nieobecnym
wzrokiem. Przez chwilę w ogóle nie reaguje. Stoi nieruchomo, ze spuszczonymi wzdłuż
ciała rękoma. Powoli siada na podłogę. Podkula nogi. Chowa głowę między
kolanami. Kiwa się do przodu i do tyłu. Słyszę, że płacze.
-To koniec… to koniec… - mówi sama nie wiem do kogo. Siadam
obok niej. Przytulam ją. I też zaczynam płakać. Koniec. To koniec. Koniec.Czy to naprawdę już koniec...?

Czekam i czekam i czy to koniec?? Proszę napisz coś jeszcze...napisz kim ona jest, dlaczego płacze, co się stało z Libertad?
OdpowiedzUsuńchyba się doczekałaś :)
Usuń