piątek, 29 marca 2013

JEDEN.


Jechała autobusem. Każdy jej dzień zaczynał się tak samo- jazdą autobusem. Wcześniej oczywiście poranna toaleta, śniadanie, ale to jazda autobusem stanowiła punkt główny każdego ranka. Jazda zatłoczonym pojazdem wśród ludzi, których każdego dnia próbowała rozgryźć.  Patrzyła na ich twarze i czytała emocje malujące się na nich. Ból, złość, radość, podniecenie. Wymyślała historie dla tych ludzi. Uważała, że dzięki temu te szare postacie w szarym tłumie nabiorą koloru, że świat nabierze koloru. Może tylko dla niej, ale jednak.
Tego dnia także jak zwykle jechała autobusem. Siedziała obok mężczyzny o zagubionym wzroku. Ciekawe dlaczego tak wygląda? Może się boi. Boi się siebie samego. Swoich marzeń, celów, tego, że mogłyby się spełnić. Boi się, że byciem sobą zawiedzie otaczających go ludzi. Po chwili zdała sobie sprawę, że opisuje samą siebie. Często to robiła. Dlatego tak lubiła jazdę autobusem. Wtedy mogła spojrzeć na siebie z góry, ocenić swoje zachowania i w pewnym sensie lepiej poznać swoją duszę. Podczas tych krótkich podróży podejmowała decyzje  o zmianie swego życia, ale po otworzeniu autobusach drzwi i opuszczeniu autobusowego wnętrza pojawiały się inne problemy i zmiana swojego życia przestawała być już tak ważna. Czas na sprawdziany, kartkówki, irytujących nauczycieli i otoczenie pustych panienek.
Jechała autobusem i zastanawiała się, dlaczego na świecie jest tyle fałszu i obłudy, tyle cierpienia i chorób, tyle klęsk żywiołowych i wojen. Czym ludzie sobie na to zasłużyli? Dlaczego zostali opuszczeni przez Stwórcę i zdani na własną wolną wolę? Nie potrafią z niej korzystać, nigdy nie potrafili i nigdy nie będą potrafić. Biedni ludzie. Zagubieni w świecie, zdezorientowani, przytłoczeni.
Właśnie taki był mężczyzna siedzący obok niej. Przyglądała mu się bez zażenowania, oglądała dokładnie jego profil, idealnie wykrojone usta, długie rzęsy, wyraźne kości policzkowe. Musiała przyznać, że był przystojny. Ciemne włosy, ciemna karnacja, ciemne oczy. Ciemna dusza? Zastanawiała się nad tym, powoli odpływała w świat fikcji wymyślając historię życia mężczyzny, gdy ten nagle spojrzał przenikliwie prosto w jej oczy, a ją przeszył dreszcz. W płucach zabrakło jej powietrza, zresztą nie był jej już ono potrzebne, bo zapomniała całkowicie o oddychaniu. Chłonęła całą sobą spojrzenie, którym obdarzył ją tajemniczy towarzysz podróży. Jego oczy przestał mieć zagubiony wyraz, źrenice rozszerzyły się, a usta zacisnęły w wąską linię. Patrzył na nią jakby… jakby chciał zrobić jej krzywdę. Miał spojrzenie tych wszystkich psychopatów z horrorów. A może tak tylko działała jej wybujała fantazja? Nie czuła się dobrze czując na sobie to spojrzenie, ale też nie mogła przestać patrzeć w te wielkie czekoladowe oczy.
-Przepraszam, wysiadam tutaj, możesz mnie przepuścić?- odezwał się niskim głosem. I wtedy jakby wszystkie emocje opadły, znowu jechała zwyczajnym autobusem wśród zwyczajnych ludzi. Oblała się szkarłatnym rumieńcem, sama nie wiedząc czemu i nieporadnie wstała przepuszczając mężczyznę. Gdy prześlizgiwał się obok niej, bezwiednie wstrzymała oddech. Poczuła jego zapach. Był nieziemsko odurzający i zmysłowy, dziwiła się, ze dopiero teraz go wyczuła. Jego kurtka lekko dotknęła jej płaszcza. Materiały otarły się o siebie i zaszeleściły. Szelest ten sprawił, że wyobraziła sobie ciemną uliczkę w parku, po której powoli idzie mężczyzna. Posuwa się w jednostajnym rytmie, jego twarz ukryta jest w cieniu, ona nie widzi go, ale po chwili ten odwraca się i strzela w jej stronę nabitym wcześniej pistoletem. Potrząsnęła głową i zaśmiała się cicho. Zdecydowanie miała zbyt wybujałą wyobraźnię. Tajemniczy towarzysz podróży stał już przy wyjściu, za chwilę drzwi miały się otworzyć i być może już nigdy nie ujrzałaby człowieka, który tak bardzo ją zaciekawił. Autobus zatrzymuje się, drzwi powoli się rozsuwają i już go nie ma. A wydawało jej się, że… że może w końcu spotkała tego KOGOŚ. Że poczuła to COŚ. Głupia.
                Autobus przejechał kilka przystanków i w końcu i ona wysiadła. Przypomniała sobie, że w szkole czeka na nią 8 lekcji i 4 sprawdziany. Nauczyciele znowu nie przestrzegali regulaminu, ale przestała się już tym przejmować. Trzeba było się uczyć i nic nie można było na to poradzić. Miała tego dosyć, ale chciała dać rodzicom powód do dumy. Czasem naprawdę nie dawała rady, zakuwanie po nocach nie było dobre dla jej organizmu, ale tak bardzo chciała, żeby rodzice w końcu ją… pokochali. Tak naprawdę nigdy nie czuła ich miłości. Owszem, miała wszystko, co zapragnęła. Najmodniejsze ubrania, najnowsze gadżety, kolosalne kieszonkowe, imprezy, wycieczki, ale poza tym nie miała nic. Nie pamiętała, kiedy ostatnio mogła porozmawiać z mamą. Zawsze były ważniejsze sprawy, praca, zebrania, wyjazdy służbowe. Ojca widywała jeszcze rzadziej niż mamę, on wiecznie był w delegacjach, podejrzewała, że nie chodziło tu tylko o wyjazdy służbowe, ale to nie była jej sprawa, nie miała prawa się mieszać. Tak bardzo chciała, żeby rodzice zwrócili na nią uwagę, żeby zaczęli traktować ją jak człowieka, a nie rzecz, którą można kupić. Próbowała już wszystkiego. Przechodziła okres buntu, ćpała, piła, kradła, uciekała z domu. Ale wtedy wynajmowali najdroższych psychologów, zamiast z nią porozmawiać. Więc zaczęła się starać im dorównać. Oni byli mistrzami swoich zawodów, ona zapragnęła stać się mistrzem w szkole. I udawało się jej. Miała najwyższą średnią w klasie, chodząc do jednego z najlepszym liceów w województwie jej oceny to były prawie same piątki i czwórki. Ciężko na nie pracowała i była z siebie naprawdę dumna, ale niestety tylko ona. Rodzice zdawali się nie zauważać, jak inteligentna i zdolna jest ich córka. Może po prostu nie mieli na to czasu.
                Westchnęła ciężko i nacisnęła na klamkę szkolnych drzwi. Uderzył w nią natłok głosów, szumu, hałasu. Nie lubiła tego. Ogólnie nie lubiła szkoły. Wolała pracować w ciszy przy biurku lub na łonie natury, gdzie wszystko egzystowało ze sobą w idealnej harmonii. Nie to co tutaj. Nie lubiła swojej klasy. Pełnej dziewczyn, dla których najważniejszy był wygląd i posiadanie super przystojnego chłopaka, który oczywiście musiał być sportowcem. Ona jeszcze nigdy nie miała chłopaka. Nie chciała byle kogo. Pragnęła mężczyzny, który całkowicie by nią zawładnął. Który zadziałałby na nią jak… tajemniczy towarzysz podróży z autobusu. Po raz kolejny tego dnia potrząsnęła głową starając się odgonić od siebie dziwne myśli i z niechęcią udała się na biologię.
***
                Miała za sobą naprawdę ciężki dzień. Zawaliła sprawdzian z matmy, niemiecki też poszedł jej fatalnie, dostała banię z chemii, a na angielski nic nie umiała, bo uczyła się pół nocy z matematyki, przez co dostała dwóję za odpowiedź. Naprawdę powinna przestać przejmować się aż tak bardzo ocenami. I tak nikogo poza nią to nie obchodziło. Nawet nie miała przyjaciół. Zawsze sama, odizolowana, jakby z innego świata… Nie mogła z nikim znaleźć wspólnego języka. Nie lubiła rozmów o chłopakach, kosmetykach, nowych gwiazdach popu. Chciała prowadzić konwersacje na tematy bardziej wysublimowane, lubiła filozofię, tak bardzo interesowały ją sprawy dotyczące fizyki, a szczególnie podróży w czasie. Ale nikt z jej rówieśników nie miał takich zainteresowań, a przynajmniej nikt z jej rówieśników z jej otoczenia. Owszem, czasami po wejściu na czat znajdywała kogoś, kto potrafił długo i mądrze rozmawiać na tematy poruszające sprawy dziwne, niezbadane, ale były to z reguły osoby mieszkające na drugim krańcu kraju bądź nawet kontynentu. Widocznie nie było jej dane rozmawiać w realnym świecie z ludźmi podobnymi do niej. Dobrze, że miała chociaż książki. Bardzo lubiła czytać. Potrafiła całym dniami siedzieć w łóżku i pożerać lektury. Czasem nawet zapominała o jedzeniu, co dobrze wpływało na jej figurę.
Była wysoka i szczupła, miała bardzo bladą cerę, niektórzy twierdzili, że nieskazitelną. Duże błękitne oczy i długie rzęsy sprawiały, że była naprawdę ładną dziewczyną. Zgrabny nosek, długie kruczoczarne włosy i małe usta dopełniały ten obraz przyciągający uwagę niejednego mężczyzny. Ale ona tego nie potrzebowała. Nie pragnęła, tak jak większość dziewczyn w jej wieku, być adorowaną i wielbioną przez całą męską populację. Chciała tylko miłości rodziców, akceptacji społeczeństwa i może jakiegoś małego przyjaciela, któremu mogłaby się zwierzać ze swoich trosk i radości. Ale nie było jej to dane. Dostawała zawistne spojrzenia znajomych ze szkoły i niechęć chłopaków, którzy nie byli przyzwyczajeni do odrzucania przez dziewczyny. Żyła więc sama, skryta pod maską obojętności, zanurzona w świecie fantazji.
Szła chodnikiem na przystanek. Miała do pokonania jeszcze jakieś siedemset metrów. Lubiła spacery. I jazdę na rowerze. Ogólnie lubiła ruch na świeżym powietrzu. Często rano jeszcze przed wyjściem do szkoły biegała przez dwadzieścia minut. Pomimo zmęczenia, czuła się wtedy bardziej wypoczęta i gotowa na kolejny dzień wśród ludzi tak do niej niepodobnych. Na dworze było dość ciepło, w końcu w przyrodzie widać było pierwsze oznaki wiosny. Słońce delikatnie ogrzewało jej twarz, ptaki cichutko śpiewały a lekki wietrzyk rozwiewał jej włosy. Odetchnęła głęboko i na moment zamknęła oczy. Nagle poczuła przed sobą świst powietrza wywołany przejeżdżającym bardzo blisko pojazdem, pisk opon i straciła grunt pod nogami. Oczami wyobraźni już czuła ból tyłka po wylądowaniu na twardy chodnik, ale zamiast tego poczuła jedynie mocny uścisk dłoni w pasie. Otworzyła oczy i ujrzała przed sobą wielkie czekoladowe oczy, które tym razem patrzyła na nią z troską i… uwielbieniem?
                

Alicja Mazurek

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Dziękuję za przeczytanie i skomentowanie! Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy Twoja opinia, drogi Czytelniku! Cieszę się, że jesteś ze mną :)