niedziela, 31 marca 2013

DWA


-Nic ci nie jest?- zapytał z troską w głosie trzymając ją w ramionach. Pachniał odurzająco. Był zbyt blisko, zapach stawał się zbyt intensywny, zbyt… erotyczny.
-Nie… dzięki za… za uratowanie… - mówiła nie mogąc złapać tchu. Sama nie wiedziała, co tak na nią zadziałało. Wizja wypadku czy może obecność  tego wspaniałego mężczyzny tak blisko niej…
-Uważaj na siebie – rzekł miękko i z niechceniem wypuścił ją z objęć. Stała przed nim z miną wyrażającą rozczarowanie. Zdawała sobie sprawę, że musi wyglądać niesamowicie śmiesznie, ale nie potrafiła ukryć, że bardzo chciała, aby tajemniczy towarzysz podróży z autobusu wciąż otaczał ją silnymi ramionami.
-Na pewno dobrze się czujesz? Nie wyglądasz za dobrze, może odprowadzę cię do domu?- zapytał, tym razem już widocznie rozbawiony. Nic dziwnego, w końcu gapiła się na niego z lekko otwartymi ustami i oczami, które mogłyby konkurować z tymi z kota ze Shreka. Ze zdenerwowaniem pokręciła głową.
-Tak, dobrze się czuję, dzięki za komplement - zaznaczyła ironiczne urażona stwierdzeniem, że niezbyt dobrze wygląda -I za uratowanie życia. A teraz pozwól, że już pójdę. Śpieszę się na autobus – burknęła zażenowana, wyminęła mężczyznę i szybkim krokiem powędrowała w stronę przystanku. Miała ochotę obejrzeć się i sprawdzić czy jej wybawca nadal tam stoi, ale wiedziała, że tylko dałaby mu tym kolejny powód do naśmiewania się z niej. Zacisnęła zęby i z opuszczoną głową szła przed siebie. Zastanawiało ją tylko, skąd ten mężczyzna wziął się w pobliżu jej szkoły? Przypadek? Spotkanie z takim bóstwem i to dwa razy w ciągu dnia… Tak, dwa razy w ciągu dnia, a ty, idiotko, nic z tym nie zrobiłaś! Inne dziewczyny już dawno uwiodłyby go spojrzeniem, wymieniły się numerami, chociażby poznały jego imię, ale nie, nie ona, zbyt głupia i wstydliwa. Była na siebie naprawdę zła, gdy wchodząc do autobusu włączała swoją ulubioną piosenkę na odtwarzaczu MP3. „Mad Word” Gary’ego Jules’a zawsze ją uspokajał, bo tekstem tak doskonale opisywał to, co i ona czuła. Smutny świat, szalony świat, pełen smutnych twarzy…

***

                Weszła do domu i włączyła komputer. Facebook, gg, ask, fotoblog i inne głupie strony, z których korzystała sama nie wiedząc czemu. Miała tam mnóstwo znajomych, ale tak naprawdę ich nie znała, rzadko komu z nich mówiła „cześć”. Pod tym względem była podobna do innych. Chciała akceptacji. Chciała przyjaciół, ale nie potrafiła ich znaleźć… Westchnęła, włączyła płytę Adele i zaczęła robić zadania z matmy. Ciągi naprawdę ją wykańczały…
                Usłyszała charakterystyczny dźwięk ogłaszający nadejście powiadomienia na facebooku. Zdziwiła się, bo niczego w ostatnim czasie nie udostępniała. „Dawid Głowacki lubi Twoje zdjęcie”. Dawid Głowacki? Nie miała pojęcia, kim był ów „fejsbukowicz”. Weszła na jego profil. 26 lat,były student ekonomii, chodził kiedyś do szkoły, do której ona teraz uczęszcza. Weszła w album jego zdjęć. Niestety mogła zobaczyć tylko jedno, reszta była zablokowana. Niewiele mogła na nim dostrzec, było czarno-białe, ukazywało fragment ust, jedno około i kawałek policzka. I kilka włosów opadających na czoło. Nie wydał jej się znajomy, wyszła z jego profilu zdziwiona polubieniem jej zdjęciem. Pomyślała, że może jednak jeszcze komuś się podoba i uśmiechnęła się. Wstała od biurka i podeszła do lustra. Przyjrzała się sobie, poprawiła włosy, wygładziła szarą bluzkę opinającą jej zgrabne ciało. Nie była brzydka, może tylko mało kobieca. Drobna, nie miała figury klepsydry, pełnych bioder. Usłyszała nadejście kolejnego powiadomienia. Tym razem wiadomości. Wróciła do komputera i ujrzała wiadomość od Dawida. Kim był do cholery jasnej ten chłopak?
                „Witaj, trafiłaś szczęśliwie do domu? Nie masz żadnych nieprzyjemnych skutków po dzisiejszym prawie wypadku?”- głosiła wiadomość. Ależ  była głupia! Jak mogła nie poznać tego faceta?! Przecież to on, jej tajemniczy towarzysz podróży, jej wybawca! Serce waliło jej jak młotem, skąd on wiedział jak ona się nazywa?! Cholera, cholera, cholera, nie mogła się uspokoić, zerknęła nerwowo za siebie, przez okno, miała dziwne wrażenie, że ktoś ją obserwuje. Znowu wyobraźnia płatała jej figle… W końcu wystukała odpowiedź: „Witaj, tak, trafiłam szczęśliwie. Na szczęście nic mi się nie stało, bo KTOŚ mnie uratował. Tak w ogóle, skąd wiesz jak się nazywam?”. Niecierpliwie patrzyła na wirtualne pióro oznaczające, że Dawid pisał do niej wiadomość. Wydawało jej się, że minęły wieki, zanim ujrzała tekst napisany przez tajemniczego mężczyznę: „KTOŚ bardzo się cieszy, że uratował tak piękną dziewczynę. Karolino, po prostu mamy wspólnych znajomych J”. No tak, a ty co sobie myślałaś, że szukał cię w Urzędzie Stanu Cywilnego?! Poczuła, że robi się jej gorąco. Oblała się rumieńcem. Nie wiedziała czy powodem był komplement, jaki dał jej Dawid, czy też jej głupota. Wysłała kolejną wiadomość:
Karolina Kubacka: Nie zauważyłam J To miłe, że uważasz, że jestem piękną dziewczyną.
Dawid Głowacki: Stwierdzam jedynie fakty J Widzieliśmy się dzisiaj również w autobusie, nieprawdaż?
Karolina Kubacka: Dokładnie, dziwny zbieg okoliczności.
Dawid Głowacki: Wcale nie taki dziwny, jechałem tym autobusem żeby trafić do szkoły ( do której zresztą chodzisz ), aby zanieść tam moje CV J
Karolina Kubacka: CV? Co będziesz robił w mojej szkole?
Dawid Głowacki: Pracował J
Karolina Kubacka: Tego się domyśliłam.
Dawid Głowacki: Wiem, przepraszam, kiepski ze mnie żartowniś J Mam zamiar zatrudnić się na miejscu księgowego.
Karolina Kubacka: O, coś nowego, zwykle z posadą księgowej… przepraszam, księgowego… księgowej… no właśnie! Zwykle jest to kobieta J
Dawid Głowacki: Zauważyłem J Przepraszam, muszę już lecieć, może kiedyś jeszcze PRZEZ PRZYPADEK spotkamy się, ty w szkole, ja w pracy J Do zobaczenia J
Karolina Kubacka: Do zobaczenia J
                Miała wypieki na twarzy. Ta krótka rozmowa wydawała jej się najwspanialszą konwersacją w życiu! A przecież wymienili tylko kilka nieistotnych zdań… Jednak czuła, że ten mężczyzna ma naprawdę dużo do powiedzenia. Dużo ciekawego do powiedzenia. Szkoda, że musiał iść, tak szybko… Postanowiła, że zaprosi go do znajomych. Była pewna, że przyjmie zaproszenie, ale czuła się trochę dziwnie wysyłając je. W jej brzuchu tańczyły motylki! Tego totalnie nie potrafiła zrozumieć, ale nawet nie próbowała, jej ciało często ją zadziwiało. Często? Nie, tylko przy tym facecie. Czuła się przy nim taka… zniewolona, onieśmielona, a z drugiej strony wywyższona i uwielbiona. Znowu wyobrażała sobie Bóg wie co! Wyłączyła komputer, sięgnęła do szafy po piżamę oraz bieliznę i ruszyła do łazienki, aby uraczyć się długą, gorącą kąpielą. Uwielbiała kąpiele. Wśród zapachu bzu, migdałów, róż… Czuła się wtedy jak nimfa. Zaśmiała się cicho. Naprawdę powinna przestać tyle czytać.

***

                Zastanawiała się, dlaczego Dawid do tej pory się nie odezwał. Minęło już równo 10 dni od ich pierwszego niespodziewanego spotkania. Owszem, przyjął zaproszenie do znajomych, ale nic poza tym. Zauważyła, że w ogóle rzadko kiedy siedzi na facebooku. W profilu miał podany numer telefonu, miała ogromną ochotę napisać do niego, ale postanowiła, że nie będzie się narzucać, to on powinien do niej napisać. Poza tym przecież dał jej do zrozumienia, że następnym razem porozmawiają, gdy spotkają się w szkole.
                Właśnie miała biologię, lekcję, której najbardziej nienawidziła. Nie prowadziła nawet zeszytu, nauczycielka dyktowała tak szybko, że nawet robot nie byłby w stanie zapisać chociażby połowy notatki. Uczyła się z książki i to wystarczało, aby miała czwórkę. Ledwo, ledwo, ale jednak.
                Niezwykle się nudziła. Postanowiła, że wyjdzie do łazienki. Powiedziała nauczycielce, że wychodzi i niespiesznym krokiem udała się w stronę toalety. Po drodze oglądała portery absolwentów szkoły. Postanowiła odnaleźć wśród nich Dawida. Po kilku minutach znalazła go w klasie matematyczno-fizycznej. Uśmiechnęła się. A więc był na takim samym profilu, co ona. Dokładnie oglądała jego zdjęcie. Już wtedy był przystojny, chociaż było to jakieś 7 lat temu. Był mniej męski, na jego twarzy nie widniał ten seksowny zarost, ale oczy już wtedy miał niezwykle ciemne, ciemne jak jego… dusza? Znowu te myśli, nie wiedziała dlaczego, ale przy spoglądaniu w oczy tego mężczyzny czuła, jak ogarnia ją mrok. Czuła jak robi się smutna. Nie spodobało jej się to, więc oderwała oczy od portretu i odwróciła się w stronę łazienek.
-Komu się przyglądałaś?- zapytał mężczyzna głosem, którego nie była w stanie zapomnieć. Odwróciła się i ujrzała przed sobą Dawida, stał z założonymi rękoma, lekko się uśmiechając, przekrzywiając zabawnie głowę. Ubrany był w ciemne dżinsy i koszulę, która lekko odsłaniała włoski na jego klatce. Bezwiednie przesunęła językiem po swojej wardze i pomyślała, że bardzo chciałaby, aby mężczyzna ją pocałował.
-Hej, zadałem ci pytanie!- powiedział zabawnie machając jej przed oczami ręką. Uśmiechał się pięknie, z jego oczu zniknął mrok.
-Przepraszam, zamyśliłam się. Ja… y… patrzyłam na ciebie- rzekła i opuściła z zażenowaniem wzrok. Usłyszała głośny śmiech.
-Wiem, tak tylko zapytałem, nie musisz się chować, zbyt piękne masz oczy.
-Ym… dzięki.
-Wiesz, ja niestety muszę już lecieć, jestem tu na okres próbny, a chciałbym zagrzać miejsce. Ale może byśmy się umówili? O której kończysz lekcje?
-14:15.
-Świetnie! Ja kończę pracę o 14, więc zaczekam na ciebie przy głównym wejściu, co ty na to?
-Y… no… okej.
-Super, więc do zobaczenia!- wręcz krzyknął z nieudawaną radością i oddalił się w stronę gabinetu księgowej… księgowego… nieważne! Stała jak wryta. Nie mogła uwierzyć w to, co się właśnie wydarzyło. Dawid, bóstwo, zaprosił ją na randkę! Nie, nie na randkę, na zwykłe spotkanie, tak, to tylko zwykłe spotkanie. Cholera, dlaczego zrobiła z siebie taką idiotkę i odpowiadała monosylabami! Trudno, nic już nie mogła na to poradzić. Teraz musiała tylko wyglądać naprawdę olśniewająco na ich randce… spotkaniu! Zaraz, zaraz. Olśniewająco? Przecież mieli się spotkać zaraz po szkole! Tupnęła ze złością nogą i udała się do łazienki. Zostały jej 2 godziny lekcyjne, musiała się chociaż trochę ogarnąć. Cieszyła się, że chociaż strój miała w miarę odpowiedni do randki… spotkania! Obcisłe czarne spodnie, błękitna lekko prześwitująca bluzka z delikatnym dekoltem, baleriny. Trudno, najwyraźniej nie było jej pisane wyglądać pięknie przy Dawidzie.

Alicja Mazurek

piątek, 29 marca 2013

JEDEN.


Jechała autobusem. Każdy jej dzień zaczynał się tak samo- jazdą autobusem. Wcześniej oczywiście poranna toaleta, śniadanie, ale to jazda autobusem stanowiła punkt główny każdego ranka. Jazda zatłoczonym pojazdem wśród ludzi, których każdego dnia próbowała rozgryźć.  Patrzyła na ich twarze i czytała emocje malujące się na nich. Ból, złość, radość, podniecenie. Wymyślała historie dla tych ludzi. Uważała, że dzięki temu te szare postacie w szarym tłumie nabiorą koloru, że świat nabierze koloru. Może tylko dla niej, ale jednak.
Tego dnia także jak zwykle jechała autobusem. Siedziała obok mężczyzny o zagubionym wzroku. Ciekawe dlaczego tak wygląda? Może się boi. Boi się siebie samego. Swoich marzeń, celów, tego, że mogłyby się spełnić. Boi się, że byciem sobą zawiedzie otaczających go ludzi. Po chwili zdała sobie sprawę, że opisuje samą siebie. Często to robiła. Dlatego tak lubiła jazdę autobusem. Wtedy mogła spojrzeć na siebie z góry, ocenić swoje zachowania i w pewnym sensie lepiej poznać swoją duszę. Podczas tych krótkich podróży podejmowała decyzje  o zmianie swego życia, ale po otworzeniu autobusach drzwi i opuszczeniu autobusowego wnętrza pojawiały się inne problemy i zmiana swojego życia przestawała być już tak ważna. Czas na sprawdziany, kartkówki, irytujących nauczycieli i otoczenie pustych panienek.
Jechała autobusem i zastanawiała się, dlaczego na świecie jest tyle fałszu i obłudy, tyle cierpienia i chorób, tyle klęsk żywiołowych i wojen. Czym ludzie sobie na to zasłużyli? Dlaczego zostali opuszczeni przez Stwórcę i zdani na własną wolną wolę? Nie potrafią z niej korzystać, nigdy nie potrafili i nigdy nie będą potrafić. Biedni ludzie. Zagubieni w świecie, zdezorientowani, przytłoczeni.
Właśnie taki był mężczyzna siedzący obok niej. Przyglądała mu się bez zażenowania, oglądała dokładnie jego profil, idealnie wykrojone usta, długie rzęsy, wyraźne kości policzkowe. Musiała przyznać, że był przystojny. Ciemne włosy, ciemna karnacja, ciemne oczy. Ciemna dusza? Zastanawiała się nad tym, powoli odpływała w świat fikcji wymyślając historię życia mężczyzny, gdy ten nagle spojrzał przenikliwie prosto w jej oczy, a ją przeszył dreszcz. W płucach zabrakło jej powietrza, zresztą nie był jej już ono potrzebne, bo zapomniała całkowicie o oddychaniu. Chłonęła całą sobą spojrzenie, którym obdarzył ją tajemniczy towarzysz podróży. Jego oczy przestał mieć zagubiony wyraz, źrenice rozszerzyły się, a usta zacisnęły w wąską linię. Patrzył na nią jakby… jakby chciał zrobić jej krzywdę. Miał spojrzenie tych wszystkich psychopatów z horrorów. A może tak tylko działała jej wybujała fantazja? Nie czuła się dobrze czując na sobie to spojrzenie, ale też nie mogła przestać patrzeć w te wielkie czekoladowe oczy.
-Przepraszam, wysiadam tutaj, możesz mnie przepuścić?- odezwał się niskim głosem. I wtedy jakby wszystkie emocje opadły, znowu jechała zwyczajnym autobusem wśród zwyczajnych ludzi. Oblała się szkarłatnym rumieńcem, sama nie wiedząc czemu i nieporadnie wstała przepuszczając mężczyznę. Gdy prześlizgiwał się obok niej, bezwiednie wstrzymała oddech. Poczuła jego zapach. Był nieziemsko odurzający i zmysłowy, dziwiła się, ze dopiero teraz go wyczuła. Jego kurtka lekko dotknęła jej płaszcza. Materiały otarły się o siebie i zaszeleściły. Szelest ten sprawił, że wyobraziła sobie ciemną uliczkę w parku, po której powoli idzie mężczyzna. Posuwa się w jednostajnym rytmie, jego twarz ukryta jest w cieniu, ona nie widzi go, ale po chwili ten odwraca się i strzela w jej stronę nabitym wcześniej pistoletem. Potrząsnęła głową i zaśmiała się cicho. Zdecydowanie miała zbyt wybujałą wyobraźnię. Tajemniczy towarzysz podróży stał już przy wyjściu, za chwilę drzwi miały się otworzyć i być może już nigdy nie ujrzałaby człowieka, który tak bardzo ją zaciekawił. Autobus zatrzymuje się, drzwi powoli się rozsuwają i już go nie ma. A wydawało jej się, że… że może w końcu spotkała tego KOGOŚ. Że poczuła to COŚ. Głupia.
                Autobus przejechał kilka przystanków i w końcu i ona wysiadła. Przypomniała sobie, że w szkole czeka na nią 8 lekcji i 4 sprawdziany. Nauczyciele znowu nie przestrzegali regulaminu, ale przestała się już tym przejmować. Trzeba było się uczyć i nic nie można było na to poradzić. Miała tego dosyć, ale chciała dać rodzicom powód do dumy. Czasem naprawdę nie dawała rady, zakuwanie po nocach nie było dobre dla jej organizmu, ale tak bardzo chciała, żeby rodzice w końcu ją… pokochali. Tak naprawdę nigdy nie czuła ich miłości. Owszem, miała wszystko, co zapragnęła. Najmodniejsze ubrania, najnowsze gadżety, kolosalne kieszonkowe, imprezy, wycieczki, ale poza tym nie miała nic. Nie pamiętała, kiedy ostatnio mogła porozmawiać z mamą. Zawsze były ważniejsze sprawy, praca, zebrania, wyjazdy służbowe. Ojca widywała jeszcze rzadziej niż mamę, on wiecznie był w delegacjach, podejrzewała, że nie chodziło tu tylko o wyjazdy służbowe, ale to nie była jej sprawa, nie miała prawa się mieszać. Tak bardzo chciała, żeby rodzice zwrócili na nią uwagę, żeby zaczęli traktować ją jak człowieka, a nie rzecz, którą można kupić. Próbowała już wszystkiego. Przechodziła okres buntu, ćpała, piła, kradła, uciekała z domu. Ale wtedy wynajmowali najdroższych psychologów, zamiast z nią porozmawiać. Więc zaczęła się starać im dorównać. Oni byli mistrzami swoich zawodów, ona zapragnęła stać się mistrzem w szkole. I udawało się jej. Miała najwyższą średnią w klasie, chodząc do jednego z najlepszym liceów w województwie jej oceny to były prawie same piątki i czwórki. Ciężko na nie pracowała i była z siebie naprawdę dumna, ale niestety tylko ona. Rodzice zdawali się nie zauważać, jak inteligentna i zdolna jest ich córka. Może po prostu nie mieli na to czasu.
                Westchnęła ciężko i nacisnęła na klamkę szkolnych drzwi. Uderzył w nią natłok głosów, szumu, hałasu. Nie lubiła tego. Ogólnie nie lubiła szkoły. Wolała pracować w ciszy przy biurku lub na łonie natury, gdzie wszystko egzystowało ze sobą w idealnej harmonii. Nie to co tutaj. Nie lubiła swojej klasy. Pełnej dziewczyn, dla których najważniejszy był wygląd i posiadanie super przystojnego chłopaka, który oczywiście musiał być sportowcem. Ona jeszcze nigdy nie miała chłopaka. Nie chciała byle kogo. Pragnęła mężczyzny, który całkowicie by nią zawładnął. Który zadziałałby na nią jak… tajemniczy towarzysz podróży z autobusu. Po raz kolejny tego dnia potrząsnęła głową starając się odgonić od siebie dziwne myśli i z niechęcią udała się na biologię.
***
                Miała za sobą naprawdę ciężki dzień. Zawaliła sprawdzian z matmy, niemiecki też poszedł jej fatalnie, dostała banię z chemii, a na angielski nic nie umiała, bo uczyła się pół nocy z matematyki, przez co dostała dwóję za odpowiedź. Naprawdę powinna przestać przejmować się aż tak bardzo ocenami. I tak nikogo poza nią to nie obchodziło. Nawet nie miała przyjaciół. Zawsze sama, odizolowana, jakby z innego świata… Nie mogła z nikim znaleźć wspólnego języka. Nie lubiła rozmów o chłopakach, kosmetykach, nowych gwiazdach popu. Chciała prowadzić konwersacje na tematy bardziej wysublimowane, lubiła filozofię, tak bardzo interesowały ją sprawy dotyczące fizyki, a szczególnie podróży w czasie. Ale nikt z jej rówieśników nie miał takich zainteresowań, a przynajmniej nikt z jej rówieśników z jej otoczenia. Owszem, czasami po wejściu na czat znajdywała kogoś, kto potrafił długo i mądrze rozmawiać na tematy poruszające sprawy dziwne, niezbadane, ale były to z reguły osoby mieszkające na drugim krańcu kraju bądź nawet kontynentu. Widocznie nie było jej dane rozmawiać w realnym świecie z ludźmi podobnymi do niej. Dobrze, że miała chociaż książki. Bardzo lubiła czytać. Potrafiła całym dniami siedzieć w łóżku i pożerać lektury. Czasem nawet zapominała o jedzeniu, co dobrze wpływało na jej figurę.
Była wysoka i szczupła, miała bardzo bladą cerę, niektórzy twierdzili, że nieskazitelną. Duże błękitne oczy i długie rzęsy sprawiały, że była naprawdę ładną dziewczyną. Zgrabny nosek, długie kruczoczarne włosy i małe usta dopełniały ten obraz przyciągający uwagę niejednego mężczyzny. Ale ona tego nie potrzebowała. Nie pragnęła, tak jak większość dziewczyn w jej wieku, być adorowaną i wielbioną przez całą męską populację. Chciała tylko miłości rodziców, akceptacji społeczeństwa i może jakiegoś małego przyjaciela, któremu mogłaby się zwierzać ze swoich trosk i radości. Ale nie było jej to dane. Dostawała zawistne spojrzenia znajomych ze szkoły i niechęć chłopaków, którzy nie byli przyzwyczajeni do odrzucania przez dziewczyny. Żyła więc sama, skryta pod maską obojętności, zanurzona w świecie fantazji.
Szła chodnikiem na przystanek. Miała do pokonania jeszcze jakieś siedemset metrów. Lubiła spacery. I jazdę na rowerze. Ogólnie lubiła ruch na świeżym powietrzu. Często rano jeszcze przed wyjściem do szkoły biegała przez dwadzieścia minut. Pomimo zmęczenia, czuła się wtedy bardziej wypoczęta i gotowa na kolejny dzień wśród ludzi tak do niej niepodobnych. Na dworze było dość ciepło, w końcu w przyrodzie widać było pierwsze oznaki wiosny. Słońce delikatnie ogrzewało jej twarz, ptaki cichutko śpiewały a lekki wietrzyk rozwiewał jej włosy. Odetchnęła głęboko i na moment zamknęła oczy. Nagle poczuła przed sobą świst powietrza wywołany przejeżdżającym bardzo blisko pojazdem, pisk opon i straciła grunt pod nogami. Oczami wyobraźni już czuła ból tyłka po wylądowaniu na twardy chodnik, ale zamiast tego poczuła jedynie mocny uścisk dłoni w pasie. Otworzyła oczy i ujrzała przed sobą wielkie czekoladowe oczy, które tym razem patrzyła na nią z troską i… uwielbieniem?
                

Alicja Mazurek