Rozdział XV
"Metamorfoza"
-Piękna jesteś. Właśnie tak sobie ciebie wyobrażałam- mówi Noche i przejeżdża gorącą dłonią po moim policzku. Długie, brudne paznokcie drapią mi skórę. Wzdrygam się. A więc moja matka żyje. Dlaczego Libertad powiedziała mi, że tak nie jest? A może po prostu o tym nie wiedziała?
-Tęskniłas za mamusią? - pyta Zło.
-Tak, bardzo tęsknię za moją mamą, która teraz jest gdzieś bezpiecznie ukryta - odpowiadam i strząsam z siebie wzbudzającą strach i obrzydzenie dłoń. Oczy Noche zmieniają się. Robią się wielkie, czerwone, źrenice płoną. Kobieta wykrzywia usta w grymasie, który chyba ma być interpretowany jako uśmiech.
-To ja jestem twoją matką. Zapamiętaj to sobie- syczy i kieruje rękę w moją stronę. Nie moge oddychać. Wydaje mi się, że moje serce nagle przestaje bić. Oczy wychodzą mi z orbit. Nogi się pode mną uginają. Łapię się za szyję, próbuję zerwać niewidzialne kajdany. Noche śmieje się. Opuszcza dłoń. Wszystko wraca do normy. Dyszę ciężko, czuję ból w klatce.
-Nie martw się, przecież nie zrobiłabym nic złego swojej ukochanej córeczce. Chyba, że bardzo by mnie zdenerwowała.
Błysk zła w oku. Powietrze jest ciężkie i gęste. Nie czuję się dobrze. Noche nie działa na mnie tak, jak spotkany wcześniej mag Elmal. Może ona wcale nie próbuje mnie do siebie przekonać. Przeciez i tak wie, kto ma przewagę. Wie, że jestem przy niej niczym. NICZYM.
Zło jest piękne. Pociągające. I prawie wcale nie różni się od Dobra. Długie, piękne włosy, potężna, smukła sylwetka, twarz o wyrafinowanym wdzięku. Szczegóły. Drobne elementy, które pozwalają je od siebie odróżnić. Inny odcień skóry. Mniej lub bardziej zmrużone oczy. Kąciki ust uniesione pod innym kątem. Źrenice, w których tkwi siła duszy. Coś, co najtrudniej zauważyć. Dobro i Zło. Jak wybrać dobrą ścieżkę, skoro tak trudno je rozróżnić?
Patrzy na mnie, przeszywa mnie wzrokiem. Wręcz przegląda moje wnętrze. Nagle zaczyn się pogardliwie śmiać. Wyrzuca głowę w tył i pstryka palcami. Ot, zwykła czynność, gest. A jednak wzbudza we mnie jakieś dziwne uczucie. Nie potrafię go określić. Nie jest dobre. To wiem na pewno. Trzask. Oślepiający błysk. Mrużę powieki, a gdy je unoszę, obok Noche widzę... Nie, to niemożliwe! Przeciram oczy, znowu i znowu. To NIEMOŻLIWE! Obok Noche stoi Krzysiek. ma tak samo zimne spojrzenie jak Zło. Wąskie, wykrzywione w ironicznym uśmiechu usta. Krzysiek, mój Krzysiek... Co się stało? Co ona mu zrobiła?! Chcę do niego podejść, ale nie mogę. Od Zła oddziela mnie jakas niewidoczna ściana. Napieram na nią z całej siły. Krzyczę. Wołam Krzyśka. Czuję pod powiekami wzbierające łzy. Śmiech. Obrzydliwy rechot Zła. I Krzyśka... Płaczę, upadam na kolana, ramię boli mnie od uderzania w przeszkodę.
Patrzę na chłopaka i bóstwo. Całują się. Wręcz połykają się wzajemnie. NIE WIERZĘ. Modlę się, żeby to był tylko głupi sen. Niech to wszystko będzie snem! Nie chcę tu być, tak bardzo nie chcę tu być. Nie chcę być Flora. Nie chcę uczestniczyć w walce ze Złem. Chcę, aby moim jednymy problemem znowu było to, że nie mam w co się ubrać. Nie chcę wiedzieć o istnieniu jakiś idiotycznych Sfer. Nie chcę, nie chcę, nie chcę! Unoszę ręce i załzawioną twarz do góry. Wydaję z siebie przeraźliwy dźwięk. Krzyk bólu, rozpaczy, zniechęcenia. Czuję kotłujący się we mnie gniew. Żar pod powiekami. Lód w brzuchu. Ogień w sercu. Nie wiem, co się dzieje, ale odczuwam napełniającą mnie siłę i moc. Nagle staję się wielka i potężna. Unoszę się nad Ziemia. Władam Wiatrem! Płonąca suknia okrywa moje roziskrzone ciało. Kieruję rękę w stronę Noche. Świetlisty płomień. Świst powietrza. Drżenie podloża. Lęk w oczach Zła.
-Muerte! - krzyczę, a ognista wiązka przecina nieruchomą przestrzeń. Noche znika, a wraz z nią Krzysiek. Zaklęcie rozchodzi się na wszystkie strony, nie wyrządzając nikomu krzywdy.
Śmieję się. Jestem silna. Samo Zło się mnie boi. Żywioły się mnie słuchają. Myślę o wodzie i płynie ona po moich dłoniach. Ogień- rozpala się przede mną. Wiatr- wiruje wokół mojej sylwetki. Ziemia rozrywa się, pioruny rozświetlają niebo. Kim jestem? Przeistoczyłam się w coś, co mnie przeraża, a jednocześnie podnieca i raduje.
*
Ciemne niebo. Gwiazdy. Wokół mnie miliardy gwiazd. Słońce. Księżyc. Planety. Ziemia przede mną. Taka mała. Brudna. Pusta. Bezbronna. Latam. Unoszę się. Nie rozumiem, co się wydarzyło, nie wiem, w jaki sposób się tutaj znalazłam. Ale czuję się dobrze. Jestem spokojna i rozluźniona. Pewna siebie.
-Mój czas się skończył. Wybrano ciebie. Teraz ty władasz Sferami. To ty musisz uspokoić Zło. Ale nie niszcz Go. Pamiętaj, nigdy nie niszcz Zła. Gdy zniknie Zło, Dobro też przestanie istnieć. Dobro i Zło są jak jeden organizm. Trzeba tylko pilnować, aby tylko jedna część wiodła prym. Spraw, by tą częścią było Dobro. Floro, od tej pory jesteś Istotą. Nie mogliśmy wybrać nikogo lepszego. Będziesz wiedziała, co robić. Wystarczy, że wsłuchasz się w głos swego serca. Gwiazdy zawsze ci pomogą. Żegnaj. I pamiętaj- Zło należy uspokoić, a nie zniszczyć.- wygłasza monolog dziwny głęboki głos. Nie potrafię ocenić, skąd pochodzi. Otacza mnie. Otula. To zdumiewające, ale nie przerażają mnie jego słowa. Nie dziwią. Wiem, że jestem Istotą. Każdy mógł się nią stać. Każdy może tworzyć świat. Wybrano mnie, bo jestem córką Zła, ale matką Dobra.
Alicja Mazurek
Przepraszam, że tak późno i że tak krótko, ale obecnie panująca pogoda skutecznie uniemożliwa siedzenie przed komputerem :) Pozdrawiam, ściskam i życzę miłego dnia! :)
wreszcie! <3
OdpowiedzUsuń:)
UsuńJa myslę, że również dobrze brzmi: ŻYJĘ, ŻEBY PISAĆ :) Zapraszam również do mnie!
OdpowiedzUsuńpiszę, żeby żyć, ale i żyję, żeby pisać :) dzięki za odwiedziny :)
Usuń