sobota, 21 stycznia 2012

5. Spotkanie

 Rozdział V
"Spotkanie"


    Upadam na podłogę. Obok dostrzegam Agnes, która łapie mnie za rękę i krzyczy: "nie puszczaj!". Szkło spada na całe moje ciało, czuję jak rozcina koszulę, ale nie dosięga skóry. To pewnie dlatego ubrali mnie w coś tak trwałego, przewidywali, że może wydarzyć się coś takiego. Widzę błękitne światło, które co chwilę odbija się od zbitych ścian. Słyszę głos Luna: "teraz!". Czuję ucisk w żołądku, ten sam, co podczas pierwszego spotkania z mężczyzną, jeszcze w moim domu. Kręci mi się w głowie, robi mi się słabo. Po chwili widzę tylko ciemność i ląduję na czymś miękkim.
    Obok leży ciężko dysząca Agnes. Luno stoi przed nami i na nisko ugiętych nogach oraz z zamkniętymi oczami rozgląda się po ciemnym pomieszczeniu.
-Czysto - mówi i spogląda na nas - nic wam nie jest? Flora cała?
-Tak, myślę, że nic nam nie jest- odpowiada roztrzęsionym głosem Agnes
-Tylko nie mów, że będziesz ryczeć, to takie ludzkie!- strofuje ją mężczyzna. Agnes z trudem przełyka łzy. Jest przerażona. Zresztą, tak samo jak ja. Tylko Luno wydaję się pozbawiony wszelkich emocji. 
-Co to było?- pytam cicho
-Atak Elmal. Przeszli już do siedziby głównej Sfery. Nie jest dobrze. Byłaś umieszczona w najbezpieczniejszym miejscu, jakie dotychczas znaleźliśmy.
-Luno, a co jeśli oni dowiedzieli się o jej istnieniu? Co, jeśli będą chcieli przeciągnąć ją na swoją stronę? Co jeśli zechcą...wskrzesić Noche?- w oczach Agnes znów pojawiają się łzy. Tym razem Luno podchodzi do niej, przytula ją i czule głaszcze po głowie. Agnes się rozkleja. - Boję się. Nie chce umierać.
-Przestań, nic ci nie będzie. Przecież jesteś ze mną. - Luno unosi jej twarz za brodę i spogląda jej prosto w oczy. Dziewczyna uspokaja się. A więc magowie mają uczucia. I w dodatku chyba łączą się w pary. Między nimi czuć chemię, widać uczucie. 
    Wtedy para przypomina sobie o mnie. Automatycznie odskakują od siebie, rumienią się, co wywołuje u mnie śmiech. Chichoczę jak idiotka, nie mogę przestać. Agnes dołącza do mnie. Wkrótce robi to też Luno. Śmiejemy się we troje, jakbyśmy właśnie wyszli z super komedii, a nie cudem uniknęli śmierci. Ale śmiech jest potrzebny. Jest nawet lepszy niż płacz. W trudnej sytuacji lepiej znaleźć coś, co nas rozbawi. Spojrzymy wtedy na dane wydarzenie z zupełnie innej strony, ze strony, która pomoże nam przejść przez rzekę z prawie całkiem suchymi stopami. Płacz jedynie sprawia, że czujemy się jeszcze bardziej bezsilni, że jeszcze bardziej się boimy. Płacz jest taki ludzki. 
    Mija kilka dobrych minut, zanim się uspokajamy. Jednak gdy śmiech mija, znowu powraca atmosfera napięcia i grozy. Luno i Agnes patrzą na mnie zniecierpliwieni. Zapomniałam, że nie powiedziałam im, iż pomogę im w tej dziwnej wojnie.
-Nie martwcie się, przecież to jasne, że wam pomogę. Tylko powiedzcie mi jak. Wytłumaczcie o co chodzi z tą całą magią. Dlaczego to Zło jest silniejsze? - zabieram głos, a oni od razu się ożywiają
-Wielkie dzięki! Jak to dobrze, że jesteś po naszej stronie. Dziękuję, dziękuję! - Agnes wręcz rzuca się na mnie i przytula mnie z całej siły. Uśmiecham się mimo woli, widzę, że ten mag ma ze mną wiele wspólnego. - Zło jest silniejsze, bo Dobro po prostu nie potrafi zabijać. Zabijanie je niszczy. Dobro nie może pomagać nam w walce, ono jedynie może się za nami chować i pomagać nam poprzez wlewanie w nasze serca odwagi i miłości. To pomaga, ale nie czyni nas silniejszymi od magów Elmal. Potrzeba nam kogoś takiego jak Libertad, kogoś tak silnego i mądrego. A jednocześnie młodego. Kogoś, komu nie grozi stracenie mocy. Bo my, magowie, pod koniec życia po prostu tracimy umiejętności czarowania. Moc z nas przechodzi na mury obronne Sfery. Nazywany to murami, ale to po prostu wielka kopuła stworzona z zaklęć i pozytywnych uczuć. Nasz mur staje się silniejszy przez starzenie się Libertad, ale Zło znalazło sposoby, żeby go osłabić, a nawet przebić. Niestety my nie wiemy, jak zrobić coś takiego z murami Sfery Elmal. Jesteśmy bezradni. Powoli zaczynami tracić wiarę w wygranie wojny. Przestaliśmy już nawet dostawać wiadomości od Postaci. Jakby nagle wszystko i wszyscy nas opuścili. Sfera Natury odgrodziła się od Zła i Dobra szczelnymi zaklęciami. Pomaga nam tylko Sfera Zjawisk, ale ona często nieświadomie sprzyja Złu. Pokładaliśmy nadzieję w półmagach ze Sfery Ludzkiej powstałych jeszcze w czasach, gdy wszystkie Sfery żyły w pokoju. Ale oni albo zbyt się boją, albo przechodzą na stronę Elmal. Nie mamy już siły do walki. Nasze życie uległo skróceniu. - Agnes unosi rękaw płaszcza i pokazuje mi przepiękną białą rękę, na której widnieje skrzący się na pomarańczowo okrągły znak. - To Znak Życia. Kolor pomarańczowy pokazuje jego schyłek. Kolor czerwony to śmierć. Znak Życia ma kolor naszej skóry, gdy się rodzimy, przechodzi w zieleń, gdy dorastamy, przybiera barwę żółtą w etapie dorosłości. Jeszcze kilka dni temu mój znak był zielony. To samo dzieje się z innymi magami. Giniemy. I nie potrafimy temu zaradzić, nawet Libertad nie ma pojęcia, dlaczego tak się dzieje. Dlatego, gdy zobaczyliśmy, że potrafisz bez znajomości magii oprzeć się zaklęciu manipulación, stwierdziliśmy, że jesteś prawdziwym magiem. W dodatku bardzo silnym i mądrym, co widać w twoim umyśle. Pokładamy w tobie całą naszą nadzieję. Damy ci kilka podstawowych lekcji, pokażemy na czym polega magia i życie w Sferze Magów. Damy ci Pelerynę, abyś przestała się wyróżniać. Staniesz się jednym z nas. Staniesz się magiem Bueno, wojownikiem Dobra.
-Oczywiście, ale...czy moglibyście mnie zabrać do mamy? Do Krzyśka?- pytam nieśmiało. Owszem, bycie wybawcą świata to naprawdę fajna sprawa, ale tęsknie za nimi. 
-To niemożliwe. Przykro nam, ale twoja rodzina nie wykazała żadnych mocy magicznych. Jest ukryta w Podziemiach, tam czeka na koniec wojny. Ale nie martw się, oni nawet nie wiedzą, że trwają jakieś walki. Cały czas są pod wpływem zaklęcia. Smacznie śpią, a gdy obudzą się nawet po 100 latach, nic się nie zmieni w ich umysłach czy wyglądzie. Zwrócimy ich do Sfery Ludzkiej, gdy Świat będzie bezpieczny.
-A co...co z Krzyśkiem?
-Krzysiek okazał się bardzo silnym półmagiem! Walczy na północy. Możemy go wezwać, jeśli chcesz. 
-Naprawdę?! Proszę, zróbcie to! Tak bardzo za nim tęsknie! Nic mu nie jest? Na pewno potrafi walczyć? Przecież Krzysiek tak brzydzi się przemocy...
-I właśnie dlatego nie zwrócił się przeciwko nam. Jest wspaniałym wojownikiem Bueno. Wezwiemy go, ale nie mamy pojęcia, kiedy się tu zjawi. Na północy wciąż walczą, nie mają chwili wytchnienia. Krzysiek jest tam niezwykle potrzebny.
-Powiedzcie mu, że...że ja tu czekam. Proszę.- tym razem to ja jestem w stanie klęknąć przed nimi, aby tylko spełnili moją prośbę. Luno zamyka oczy i mamrocze coś pod nosem. Patrze na niego zdziwiona, ale Agnes uśmiecha się uspokajająco i puszcza mi oczko. Chichoczę cicho, a dziewczyna kładzie palec na ustach i mówi bezgłośnie, żebym nie przeszkadzała magowi. Panuje cisza. Jestem zniecierpliwiona i podekscytowana. W końcu Luno otwiera oczy i mówi rzeczowym jak zwykle tonem:
-Zaraz tu będzie.
 Z moich ust wyrywa się odgłos ulgi i radości. Czekam jak na szpilkach. Wydaje mi się, że minęło już kilka godzin, ale przecież wiem, że Luno dopiero kilka sekund temu przekazał mi radosną wiadomość. Zaczynam zastanawiać się, jak Krzysiek tu dotrze. Czy tak samo jak ja? Ale przecież on ma tu przybyć sam. A jest człowiekiem. I nie potrafi się...teleportować.
     Krzysiek pojawia się jakby znikąd. Powietrze zaczyna lekko drgać, pojawia się ledwo widzialna smuga zielonkawego dymu i oto staje przede mną mój ukochany. Czuję wielką gulę w gardle, zbiera mi się na płacz. Widzę, że on czuje to samo. Wygląda tak strasznie. Ma ten sam czarny płaszcz, co pozostali dwaj poznani przeze mnie magowie. Chuda, blada twarz. Podkrążone oczy. Wygląda tak, jakby przez ostatnie 10 lat walczył, a przecież minęło zaledwie kilka dni. Przypominam sobie słowa podsłuchanej jakiś czas temu rozmowy: "To Sfera Ludzka, tam czas płynie inaczej. U nas mogło minąć 100 lat, u nich zaledwie kilka godzin". A więc tak naprawdę nie wiem, od jakiego czasu mój Krzysiek jest wojownikiem. Patrzymy sobie w oczy. Podchodzę do niego powoli. On obejmuje mnie mocno. Szepcze mi do ucha, że bardzo mnie kocha, że tak strasznie tęsknił. Staram się wyczuć jego zapach, ale prócz krwi, brudu i bólu, nie czuję nic. Mam wilgotne oczy. Ale nie chcę płakać, przecież to on naraża życia, nie ja. 
-Jak długo tu jesteś?- pytam cichutko, aby tylko on mnie słyszał
-Nie wiem. Może miesiąc. Tu nie liczy się czasu. - odpowiada i przyciska mnie do siebie jeszcze bardziej - Tak bardzo tęskniłem.
 -Ja też. 
-Wiesz już o Sferach? O Noche i Libertad? Wiesz o wojnie? I kim jesteś?
-Tak, wiem. Boję się.
-Nie bój się, nic ci się nie stanie. Przecież jesteś tu ze mną.- zapewnia mnie Krzysiek, tak jak wcześniej Luno zapewniał Agnes. Wierzę mu. Wierzę w każde jego słowo. Wiem, że z nim nic mi nie grozi. 
     -No dobra, wystarczy tych czułości. Flora, musisz zacząć pobierać lekcje. Trzeba wysłać cię do Libertad. Krzysiek, musisz wracać na północ.- komenderuje Luno
-Nigdzie nie wracam. Będę tu, z Aśką.- stanowczo mówi mój chłopak i ściska moją rękę
-Nie możesz! Musisz walczyć, jesteś nam potrzebny!
-Jestem potrzebny Asi. Ona jest potrzebna mi. Agnes ma ciebie. Pozwól, że Asia będzie miała mnie.
Luno waha się, ale Agnes patrzy na niego jakimś szczególnym spojrzeniem. Wydaje mi się, że rozmawiają w myślach. To ciekawe, też bym tak chciała. Można byłoby rozmawiać całą lekcję i nikt by nawet nie zauważył! Ale zaraz kończę te głupie rozmyślania. Jestem w Sferze Magów. Jestem na wojnie. Jestem magiem.
-No dobra. Możesz iść z nami. - zezwala w końcu Luno, a mi kamień spada z serca. Uśmiecham się do Krzyśka, on odwzajemnia uśmiech. Może nie potrafimy rozmawiać jak Agnes i Luno, ale mimo to wiemy, co mamy na myśli. Przytulam się do niego.
-Uważaj, teraz może ci się trochę zakręcić w głowie.- ostrzega mnie chłopak, ale ja już wiem, co mnie czeka. Przecież teleportowałam się już dwa razy. Znowu czuję ucisk w żołądku, ból w klatce piersiowej, kręci mi się w głowie. Ale tym razem wcale się nie boję. Jestem z Krzyśkiem. Jestem z kimś, kto ochroniłby mnie nawet przed samą Noche.




Alicja Mazurek



2 komentarze:

  1. Jak to dobrze mieć kogoś takiego jak Aśka Krzyśka
    ...czyli Joasia nie jest córką Grażyny i Marka?, bo oni nie mają żadnej mocy, nie są nawet półmagami. Skąd Krzysiek ma moc. Wyobrażam sobie, że tu genetyka nie ma nic wspólnego z dziedziczeniem mocy.
    Plis wytłumacz mi to, czuję się głupia...

    OdpowiedzUsuń
  2. spokojnie, to jeszcze nie koniec mojej opowieści, być może wkrótce wszystko się okaże... :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za przeczytanie i skomentowanie! Nawet nie wiesz ile dla mnie znaczy Twoja opinia, drogi Czytelniku! Cieszę się, że jesteś ze mną :)